poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział VI

Jak nic  mnie zabijecie... 

Cały salon i kuchnia były w… jedzeniu, od sufitu do podłogi. WSZYSTKO!
-Diabły! Do mnie! – wydarłam się, bo sądząc po minie Rydel to ta by nic w związku z tym nie zrobiła. Po chwili stali przede mną w szeregu.
-Coś się stało? – spytała Amanda z głupawym uśmieszkiem.
-Ja Ci zaraz powiem co się stało! Jesteście małymi, naburmuszonymi, niewychowanymi, rozpieszczonymi bachorami! Jeśli myślicie, że ujdzie wam to na sucho to się bardzo mylicie!
-Niby czemu?! Rodzice nam uwierzą, że to Wy to zrobiliście. Tak samo jak uwierzyli w to, że Riker nas niby pobił. – odparła Annabell i uśmiechnęła się przebiegle.
-A tu Was zdziwię! Mam to WSZYSTKO co teraz powiedzieliście na dyktafonie! Więc, albo grzecznie to wszystko posprzątacie, albo pokażemy to rodzicom. – ooo taak… Nie ma to jak szantaż… Ja zabrałam oszołomioną Rydel do jej pokoju, gdzie usiadłyśmy na łóżku, a ona mnie przytuliła i się rozpłakała. Yyy… O co chodzi?
-Zamknij drzwi… Na klucz. – wydukała. Zrobiłam o co blondynka prosiła i wróciłam na miejsce.
-Co się stało Delly? – spytałam z troską.
-No… No… Bo… Ell…
-Co Ell?!
-Ale co ja?! – wpadł nagle do pokoju zdezorientowany brunet. Jak on otworzył drzwi?
-Delly! Co się stało?! – podbiegł do niej, jak tylko zobaczył, że płacze.
-To ja Was może zostawię samych… - powiedziałam i ich zostawiłam. Poszłam do myjących włosy chłopaków.
-Emm… Czemu masz Emma czarne plamy na koszulce? – spytał Rocky. Spojrzałam na bluzkę i faktycznie miałam ślad po tuszu do rzęs.
-Delly płakała. – powiedziałam, a Riker wystrzelił jak z procy i chciał iść do niej, ale Go zatrzymałam.
-Nie! Ratliff jest u niej!
-O to ja też pójdę! – powiedział groźnie na to Ross i Rocky razem.
-Nie! Czemu?!
-Bo jak on jej coś zrobi?!
-Chłopaki!
-Co?!
-To się robi chore! Ell to wasz najlepszy przyjaciel i Rydel także!
-Niech Ci będzie… Mam mocno jeszcze kolorowe włosy? – zapytał się mnie Riker.
-Nie. Ale kolorowe nadal masz. Ile już razy już je myliście?
-20. – odparł Riker.
-25. – powiedział dumnie Ross.
-To ja Cię Ross pobiję! 27! – dodał Rocky.
-15. – burknął Ryland.
                                             ~Oczami Rydel~
Zostałam sama z Ellem. I co ja mu powiem?! Że się w nim zakochałam?! On ma od niedawna dziewczynę! (Wiem, że o tym nie wspominałam ;( zapomniałam ~od aut.)  I to właśnie z tego powodu płaczę…
-Czemu płaczesz? – spytał z troską uwalniając mnie tym samym z uścisku. Ouu… I co ja mam mu powiedzieć?!
-Nieważne…
-Właśnie, że ważne!
-Bo… Bo… Bo… Bo Rocky nie chciał iść ze mną na zakupy… I powiedział, że chyba śnię… Myślę, że on się mnie wstydzi… I to przykre… - fakt, faktem nie skłamałam, bo Rocky nie chciał iść ze mną na zakupy, ale ja Go o to prosiłam jeszcze w L.A!
-Och… Delly… Na pewno tak nie jest. Rocky jest twoim bratem i kocha Cię najmocniej na świecie. Jak chcesz to jak wrócimy do Los Angeles, to pójdziemy wszyscy na zakupy. Oki?
-Jasne.
-Tylko prooszę, nie płacz już. – dodał po chwili, jaki on kochany!
-Dobrze. Idź umyć teraz te włosy. – odparłam, a on pierw mnie przytulając wyszedł. I co teraz robić? Internet!   
-Emma! – zawołałam.
-Tak?
-Oglądasz ze mną film?
-Jaki?
-,,Gwiazd naszych wina”?
-No pewnie. – odparła i przysiadła się do mnie. Włączyłam film i zaczęłyśmy oglądać.
                                             ~Oczami Ell’a~
Wyszedłem z pokoju blondynki i poszedłem z powrotem do łazienki.
-Hej. – powiedziałem.
-Hej. Czemu Rydel płakała?
-Przez Rocky’ego.
-Przeze mnie?!
-Tak.
-Czemu?!
-Bo w Los Angeles nie chciałeś iść z nią na zakupy. Powiedziałeś, że chyba śni i ona mi powiedziała, że myślała, że się jej wstydzisz.
-Och… Mogłem tak nie zareagować. Biedna. Ja się jej nie wstydzę. – odparł smutny.
-Ale… - zamknąłem drzwi. – Mi się wydaje, że z innego powodu płakała. Nigdy się tak nie zachowywała jak ktoś nie chciał iść z nią na zakupy. – dodałem swoją sugestię.
-Pewnie znowu okres ma. – powiedział dotąd nie odzywający się Ross.
-Pogadam z nią o tym wieczorem.
-O tym czy ma okres?
-Nie! Ross! Ty jesteś głupi, czy tylko udajesz?
-Foch Forever. Emma! – krzyknął zrozpaczony pobiegł do niej. –Emma! Ell nazwał nie głupim! Zrób mu coś! – dało się tyko jeszcze słyszeć. Czyli odpowiedź brzmi: Jest głupi.
-Ratliff? – zapytał nagle Riker.
-Si?
-Czujesz coś do Delly?
-Pogrzało Cię?! Ja mam dziewczynę! – no dobra… Może jakieś małe zauroczenie jest, ale po za tym nic więcej nie ma…
-Serio?!
-Tak.
-Zdradziłeś mnie! – załkał Rocky.
-Riker. Też chcesz się jeszcze na mnie fochnąć?
-Nie… Na razie nie mam za co.
-Raliff! – o ho! Przyszła zdenerwowana Emma z Rossem.
-Tak?
-Czemu Go przezwałeś?!
-Bo jest głupi!
-Sam jesteś głupi! Masz przeprosić Rossiego! – walnęła mnie mocno w tył głowy.
-Bo?!
-Nie słyszałeś! Mas mnie pseplosić!
-O God! Z kim jak żyję!? Przepraszam! Pasi?!
-Pasić to się może konik!
-Och! Co za przedszkole! Myć do cholery te włosy i nie gadać!
-Ej! Emma! Czekaj!
-Czego?! – kolejna ma okres?!
-Co zrobiłaś z tymi dziećmi?
-Nabrudziły, to teraz sprzątają.
-Jak Ty to zrobiłaś?
-Szantaż.
-Aha.
-Dzieci! Wróciliśmy! – usłyszeliśmy krzyk Stormie.
-Myjcie te włosy! – powiedziała szybko Em i wyszła.
                                                 ~Oczami Emmy~
Jestem ciekawa czy posprzątali już na dole.
-Delly! Chodź. Idziemy na dół rodzice przyjechali. – oznajmiłam wchodząc do jej pokoju.
-Powiesz mi dlaczego płaczesz? – spytałam jak zauważyłam, że blondynka znów zalewa się łzami.
-Bo Ell ma dziewczynę.
-Ooo… Biedactwo. Może byś z nim na spokojnie pogadała?
-Nie. Idziemy?
-Nie zmieniaj tematu! Ale chodź. – odparłam i zeszłam z Delly do salonu gdzie siedzieli rodzice.
-Emma. Mogłabyś pójść do tego sklepiku obok i kupić sałatę? – spytała moja mama.
-Jasne. Zaraz wracam. – odparłam i wyszłam. Po chwili byłam w sklepiku. Wzięłam sałatę i   zauważyłam bardzo ciekawą rzecz…
-Ile płacę? – spytałam biorąc gazetkę do ręki.
-5 dolarów.
-Proszę. – zapłaciłam i wychodząc ze sklepu, przeczytałam w tej gazecie bardzo ciekawy, bolesny fakt. A mianowicie:
Ross Lynch wraz z rodzeństwem wyjeżdżają do Littleton. Czy jego związek z nie jaką Maią Mitchell się rozpadnie? Ponoć na lotnisku przysięgali sobie wieczną miłość i, że nie ważne co się wydarzy nie rozstaną się. Dzisiaj w wiadomościach o 17:00 na CNN ich pożegnanie na lotnisku, a także spotkanie w Littelton.
Dobra… Tylko nie płacz… Zobaczysz w wiadomościach jak to wyglądało. Która godzina?!
17:30! To teraz sprint do Lynchów! Wbiegłam do domu zostawiając byle gdzie sałatę i włączyłam szybko kanał. Dobrze, że nikogo nie było. Zauważyłam, że rodzice byli w kuchni. A reszta mnie teraz nie interesuję.

R-Ross, M-Maia

M: Ross. Będzie lepiej jak się rozstaniemy.
R: Nie! Ja bez ciebie nie wytrzymam! Kocham Cię…
M: Ja ciebie też, al…

Dobra! Nie chcę tego słuchać! Poszłam szybko do pokoju Ross to wyjaśnić, ale co tam zastałam?! Bardzo ciekawe widoki! A konkretniej Maię w samej bieliźnie, siedzącą okrakiem na Rossie i całującą Go. A blondyn był w samych spodniach, a to jest najlepsze,że już miał jej rozpinać stanik.
-Ross… - powiedziałam tak głośno, na ile pozwoliły mi łzy. Czyli prawie nie słyszalnie.
-E-E-Emma?
-Przepraszam bardzo! Proszę! Nie przeszkadzajcie sobie! Pieprzcie się dalej!  Ja głupia myślałam, że jesteś inny! Jesteś jak wszyscy! Liczy się dla ciebie tylko żeby przelecieć jakąś dziewczynę!
-Nie mów ta…
-Nie?! To co to ma być?! Jeszcze rano mówiłeś mi, że mnie kochasz! Zapewniałeś, że mnie nie zranisz! A tym razem robisz wszystko na odwrót! To koniec Ross…  – nie wytrzymałam i dałam mu porządnie z liścia. Ale nie spodziewałam się tego, że ta dziewczyna podejdzie do mnie, da mi z liścia, przewróci, kopnie porządnie w brzuch i za włosy wyciągnie z pokoju. Najbardziej zabolało mnie to, że Ross nic z tym nie zrobił. Zeszłam, a raczej dowlokłam się do salonu i wyszłam z ich domu. Nie miałam siły i po prostu usiadłam na schodach wejściowych. I płakałam. Płakałam jak głupia. Dobra! Emma! Trzeba wziąć się w garść! I dojść chociaż do domu! Jak pomyślałam tak zrobiłam, i poszłam do swojego domu. Tam wtuliłam się w poduszkę i płakałam. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Mama…
(J-Ja, M-Mama)
J: Halo?
M: Hej córciu. Mam dla ciebie niespodziankę.
J: Jaką?
M: Pakuj się.
J: Po co?
M: Lecimy do L.A na całe wakacje!
J: Super… Kiedy mamy lot?
M: Rano o 10.
J: A co z Kacprem i Jackiem?
M: Też przylecą.
J; Dobrze. To ja kończę. Papa…
Mama już nic nie odpowiedziała, bo się rozłączyłam. Normalnie bym się cieszyła, ale teraz jedyne na co mam ochotę to się zabić… Idę się spakować…
                                               ~Oczami Rydel~
Muszę sobie wszystko przeanalizować… Emma zniknęła, poszła ponoć do siebie… Zaraz kolacja… Chłopaki prawie domyli włosy… Em skręciła rękę…. Ratliff ma dziewczynę… Rocky czuje się zdradzony… Ell właśnie wszedł do mojego pokoju… Ro… Zaraz, zaraz… Ell wszedł do mojego pokoju?!
-Hej… Coś się stało? Chciałeś coś? – spytałam.
-Nie i tak… Czyli nic się nie stało, ale chciałem pogadać.
-O czym?
-O tym dlaczego naprawdę płakałaś?
-Ja powiedziałam Ci prawdę…
-Jasne. Powiedz teraz taką prawdę, prawdę.
-Ale ja powiedziała prawdę!
-Oby dwoje dobrze wiemy, że nie.
-Nie musisz wiedzieć…
-Muszę.
-Nie. Nie interesuj się.
-Właśnie się będę interesował, bo jestem twoim przyjacielem!
-I w tym tkwi problem! – ja serio to powiedziałam?! Tak serio, serio?!
-C-C-Co? Nie rozumiem… - serio gościu?!
-Płakałam, bo Ty masz dziewczynę! Bo się w tobie zakochałam! – wyrzuciłam wreszcie to z siebie i się czuje parę kilo lżejsza. Boże! Co ja narobiłam!?
-Yyy… Wiesz… Rydel… Ja…

A teraz szczerze...  Nie było tego zerwania w planach jak wyobrażałam sobie ten rozdział ;) Przepraszam za błędy ale strasznie trzęsą mi się ręce... Siedzę na lotnisku na laptopie i piszę. Ja zaraz na zawał padnę! Pomocy! Ja nie chcę lecieć! Dlaczego się nie wyspowiadałam?! A jak samolot się rozbije?! Wpadnie do Atlantyku?! Zaginie na trójkącie Bermudzkim?! (chociaż nie wiem czy trasa tego samolotu Go w ogóle obejmuje xdd). W środku będą terroryści?! Ruskie nas postrzelą?! (choć w ogóle to nie w tę stronę) Dobra ciutek histeryzuję.... Odmówiłam cały pacierz. Najwyżej nie dowiecie się co Ell powie Delly... Chociaż ze mną i tak jest dobrze, Wika już się modli półgodziny, ja się zastanawiam czy  ona czasem Mszy Świętej nie odmawia ;) Chociaż tak po cichu liczę, że może spotkam R5 na miejscu... Jadę do cioci! Która mieszka na Labrador Street 17531! A to przecież nie daelko Lynchów! Prawda? Wiem, że się wyprowadzili, ale wiem od cioci, że Stormie i Mark chyba nadal tam mieszkają, więc jest szansa, że Ryland też! Chociaż i tak wiem, że mi nikt nie uwierzy... Dobra, bo zaraz notka wyjdzie dłuższa niż rozdział... Mam parę pytań:
1. Jak się podoba rozdział?
2. Co sądzicie o zerwaniu Rossa i Emmy?
3. Co powie Ell, Delly?
4. Czy reszta rodzeństwa będzie chronić Emmę, czy Rossa?
5. Kto leciał samolotem?! Jest się czego bać?! Jaka jest szansa na napad terrorystyczny?! Ile się ok. leci do L.A?
Pozdrawiam cieplutko <5
Kochałam Was <3
~Suza
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

3 komentarze:

  1. Odpowiedź moją na te pytania już znasz, także ten... Gdzie chcesz być pochowana? Ja wiem wszystko co będzie między Dely,a Ellem. Z chęcią bym wam powiedziała, ale mam zagwarantowane już, że wtedy zostanę wypchnięta z samolotu :(
    Ja nie odmawiam Mszy Świętej! Też mam takie znikome nadzieję, że spotkamy R5, albo chociaż Rylanda ;) Ale ja gadam, bo znając ciebie zapomnisz języka (angielskiego) i będziesz po polsku pierniczyć! :D O God! Za 15 minut samolot! HELP!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sixjsjicncheiwnxjskfjsjqbbwj - nie wiem co mam innego napisać. 8D

    Jestem, komentuję. :D

    Rozdział jak zawsze ciekawy, Ross był blisko, że tak ujmę - aktów seksualnych. 8)))

    W każdym razie samolotem leciałam - dużo razy. Fajnie jest, jak się wznosi. 8D

    Pozdrawiam.
    ~ Twa Vesi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super notka : )))
    Jestem nowa , zaczynam przygodę z blogiem , odwiedzisz mnie ?
    http://opowiadani-oczami-rossa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń