Proszę tylko nie uśnijcie! Nie miałam weny i rozdział wyszedł jaki wyszedł :(
No dobra z tego co zrozumiałam jak Lynchowie opowiadali mam się
bać tych dzieci, co nie? Chłopaki przytulili się do siebie i się trzęsą, a
Rydel patrzy się na 'diabły' cały czas i trzyma mnie mocno za rękę.
-Emma! Chodź na chwilkę z Delly! – zawołała nas moja mama, a wspomniana blondynka odetchnęła z ulgą. Wstałyśmy od stołu i próbowałyśmy ruszyć do ogrodu. A dlaczego próbowałyśmy?
-Nie zostawiajcie nas samych!
-Jestem za młody i za piękny żeby umierać!
-Myślałem, że nas kochacie! – to oczywiście wykrzyczał Ross.
-Delly! Kocham Cię najbardziej z całego rodzeństwa!
-Jesteś moją ulubienicą!
-Dziewczyny my Was tak kochamy, a Wy nas zostawiacie na pastwę losu!
-Zlitujcie się!
-Delly moja ukochana, najukochańsza, najpiękniejsza istotko na świecie nie zostawiaj mnie! – to krzyknął Ell, a wszyscy dziwnie na niego popatrzyli. Ha! Nawet widziałam tą rządzę mordu w oczach Rikera!
-No nawet już na litość brać nie można… - mruknął Ell i zdał sobie sprawę, że powiedział to przy nas.
-Emmuśu kochany! Nie zostawiaj nas! - chłopcy wyli rozpaczliwie trzymając nas dwie za ręce, a ja z Rydel patrzyłyśmy na nich jak na chorych umysłowo… Chociaż nikogo innego teraz nie przypominali. No co najwyżej małpy z depresją…
-Morda w kubeł! – wydarła się wreszcie Dells, a oni jak na zawołanie zamknęli się i popatrzyli na nas szczenięcymi oczami. No ja nie mogę! Przestańcie się tak gapić! Delly jest najwyraźniej już odporna na takie coś, ale ja nie!
-A teraz ja z Em idziemy do rodziców, a Wy zajmiecie się przeuroczymi istotami, które siedzą naprzeciwko. – powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do ogrodu. W tle słyszałyśmy tylko jęki, m.in. Zdrajczynie! Zemścimy się kiedyś! No to są zdradzieckie żmije!; To osatnie należało do Rockliffa, oni serio są bliźniakami…
-No co tak długo? A nieważne! Macie mięso i przyprawcie je, przyprawy są w kuchni. – odparła Stormie i podała nam 4 tacki z karkówkami, stekami, bekonami itp. I, że ja niby mam dotknąć surowego mięsa?! No chyba ich coś swędzi! Gdy doszłyśmy do kuchni zaczęłam swój wykład na temat dotykania surowego mięsa. Męska część już się zmyła. Choć czy taka męska?
-JA. TEGO. NIE. DOTKNĘ! – wykrzyczałam już w kuchni, a Rydel zaczęła mi pod nos podsuwać to paskudztwo z głupkowatym uśmiechem! Jak mnie zaraz coś trafi, to urządzimy grilla na OIOMIE!
-Przestań! – wydarłam się wreszcie.
-Czemu nie chcesz mięska? Hę? Hę? – zaraz mi to na siłę do buzi wpakuje!
-Bo nie lubię! – krzyknęłam i dopiero zdałam sobie sprawę jak to zabrzmiało…
-Ty… Ty… Ty jesteś wegetarianką? – spytała ze skruchą w oczach.
-Nie!
-To czemu nie dotkniesz mięsa?
-No, bo… Ehh… To głupie…
-No mów! Przed rodziną nie można mieć tajemnic. – rodziną? Wzruszyłam się…
-Czy Ty… Nazwałaś mnie rodziną? – zapytałam niepewnie.
-Popędziłam?
-Nie. Cieszę się, że mam taką siostrę… - odparłam i przytuliłyśmy się.
-Bo się wzruszę… - powiedziała, a w oczach miała łzy.
-Ja już się wzruszyłam.
-Dobra koniec tych czułości. Mów czemu nie tkniesz mięsa!
-Kto powiedział, że nie tknę?! Nie tknę surowego mięsa.
-No to jesz kilogramami mięso, a nie dotkniesz surowego?
-No, bo to jest takie obślizgłe, jest takie bleee… Zakrwawione i w ogóle!
-Hahahaha! – no zaczęła się bezczelnie ze mnie śmiać!
-Już Ci przeszło?
-Ja to zrobię. Idź sprawdzić jak radzą sobie chłopcy! – wydukała rozbawiona. No co w tym śmiesznego?! A dobra! Gdzie są nasi dzielni mężczyźni? Dobraaaa… Co to za odgłosy na strychu?! Wbiegłam czym prędzej we wspomniane miejsce. A tam… Dosłownie załamałam ręce. Chłopaki siedzieli na krzesłach z taśmą na ustach i związanymi kończynami. Serio?! Ja nie wiem czy mam się śmiać, płakać, bać, czy raczej uciekać… Wszystkie opcje są bardzo możliwe. Zapomniałam dodać, że Riker ma różowe brwi i włosy, Ell fioletowe, Rocky czerwone. Hmm… Nawet mu do twarzy… Wygląda jak ten Polski... No jak on się nazywał... No Wiśniewski... Ten Wiśniewski co miał czerwone włosy... No jak on miał na imię?! A! Już wiem! Michał Wiśniewski! Dobra! Nie teraz! Rossy ma zielone, a RyRy… Yyyy?... Brokatowe.
-Rydeeeeellll!!!!!!! – zaczęłam się drzeć, a blondi zaraz pojawiła się obok mnie.
-O w mordę jeża… - stała z rozdziawioną buzią na szerz, zakrywając ją ustami.
-Słuchać niewychowane bachory! – i wzrok wszystkich obrócił się na mnie.
-Myślałam, że się dogadamy! Teraz wszyscy do kąta! Już! – krzyknęłam i trochę się zdziwiłam, bo niby męska część zaczęła podskakiwać do kątów na krzesłach. Serio jestem aż taka straszna?
-No nieźle. – powiedziała Delly z podziwem.
-Nie o Was małpy nieogolone mówiłam! – wydarłam się i z Rydel poszłyśmy ich rozwiązać. Przez to całe zamieszanie nauczyłam się chodzić w szpilkach, ale jak sobie o tym przypomniałam poleciałam z hukiem na ziemię. Au! Moja ręka! Od razu podbiegł do mnie rozwiązany już Ross. Dostałam sms’a od swojego byłego, który był ze mną dla zakładu.
(O! Teraz jest na odwrót i wyrazy pisane kursywą są po Polsku. Zapomniałam dodać wcześniej :P ~od aut.)
Od: Darka (zjebańca przez którego płakałam):
-Emma! Chodź na chwilkę z Delly! – zawołała nas moja mama, a wspomniana blondynka odetchnęła z ulgą. Wstałyśmy od stołu i próbowałyśmy ruszyć do ogrodu. A dlaczego próbowałyśmy?
-Nie zostawiajcie nas samych!
-Jestem za młody i za piękny żeby umierać!
-Myślałem, że nas kochacie! – to oczywiście wykrzyczał Ross.
-Delly! Kocham Cię najbardziej z całego rodzeństwa!
-Jesteś moją ulubienicą!
-Dziewczyny my Was tak kochamy, a Wy nas zostawiacie na pastwę losu!
-Zlitujcie się!
-Delly moja ukochana, najukochańsza, najpiękniejsza istotko na świecie nie zostawiaj mnie! – to krzyknął Ell, a wszyscy dziwnie na niego popatrzyli. Ha! Nawet widziałam tą rządzę mordu w oczach Rikera!
-No nawet już na litość brać nie można… - mruknął Ell i zdał sobie sprawę, że powiedział to przy nas.
-Emmuśu kochany! Nie zostawiaj nas! - chłopcy wyli rozpaczliwie trzymając nas dwie za ręce, a ja z Rydel patrzyłyśmy na nich jak na chorych umysłowo… Chociaż nikogo innego teraz nie przypominali. No co najwyżej małpy z depresją…
-Morda w kubeł! – wydarła się wreszcie Dells, a oni jak na zawołanie zamknęli się i popatrzyli na nas szczenięcymi oczami. No ja nie mogę! Przestańcie się tak gapić! Delly jest najwyraźniej już odporna na takie coś, ale ja nie!
-A teraz ja z Em idziemy do rodziców, a Wy zajmiecie się przeuroczymi istotami, które siedzą naprzeciwko. – powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do ogrodu. W tle słyszałyśmy tylko jęki, m.in. Zdrajczynie! Zemścimy się kiedyś! No to są zdradzieckie żmije!; To osatnie należało do Rockliffa, oni serio są bliźniakami…
-No co tak długo? A nieważne! Macie mięso i przyprawcie je, przyprawy są w kuchni. – odparła Stormie i podała nam 4 tacki z karkówkami, stekami, bekonami itp. I, że ja niby mam dotknąć surowego mięsa?! No chyba ich coś swędzi! Gdy doszłyśmy do kuchni zaczęłam swój wykład na temat dotykania surowego mięsa. Męska część już się zmyła. Choć czy taka męska?
-JA. TEGO. NIE. DOTKNĘ! – wykrzyczałam już w kuchni, a Rydel zaczęła mi pod nos podsuwać to paskudztwo z głupkowatym uśmiechem! Jak mnie zaraz coś trafi, to urządzimy grilla na OIOMIE!
-Przestań! – wydarłam się wreszcie.
-Czemu nie chcesz mięska? Hę? Hę? – zaraz mi to na siłę do buzi wpakuje!
-Bo nie lubię! – krzyknęłam i dopiero zdałam sobie sprawę jak to zabrzmiało…
-Ty… Ty… Ty jesteś wegetarianką? – spytała ze skruchą w oczach.
-Nie!
-To czemu nie dotkniesz mięsa?
-No, bo… Ehh… To głupie…
-No mów! Przed rodziną nie można mieć tajemnic. – rodziną? Wzruszyłam się…
-Czy Ty… Nazwałaś mnie rodziną? – zapytałam niepewnie.
-Popędziłam?
-Nie. Cieszę się, że mam taką siostrę… - odparłam i przytuliłyśmy się.
-Bo się wzruszę… - powiedziała, a w oczach miała łzy.
-Ja już się wzruszyłam.
-Dobra koniec tych czułości. Mów czemu nie tkniesz mięsa!
-Kto powiedział, że nie tknę?! Nie tknę surowego mięsa.
-No to jesz kilogramami mięso, a nie dotkniesz surowego?
-No, bo to jest takie obślizgłe, jest takie bleee… Zakrwawione i w ogóle!
-Hahahaha! – no zaczęła się bezczelnie ze mnie śmiać!
-Już Ci przeszło?
-Ja to zrobię. Idź sprawdzić jak radzą sobie chłopcy! – wydukała rozbawiona. No co w tym śmiesznego?! A dobra! Gdzie są nasi dzielni mężczyźni? Dobraaaa… Co to za odgłosy na strychu?! Wbiegłam czym prędzej we wspomniane miejsce. A tam… Dosłownie załamałam ręce. Chłopaki siedzieli na krzesłach z taśmą na ustach i związanymi kończynami. Serio?! Ja nie wiem czy mam się śmiać, płakać, bać, czy raczej uciekać… Wszystkie opcje są bardzo możliwe. Zapomniałam dodać, że Riker ma różowe brwi i włosy, Ell fioletowe, Rocky czerwone. Hmm… Nawet mu do twarzy… Wygląda jak ten Polski... No jak on się nazywał... No Wiśniewski... Ten Wiśniewski co miał czerwone włosy... No jak on miał na imię?! A! Już wiem! Michał Wiśniewski! Dobra! Nie teraz! Rossy ma zielone, a RyRy… Yyyy?... Brokatowe.
-Rydeeeeellll!!!!!!! – zaczęłam się drzeć, a blondi zaraz pojawiła się obok mnie.
-O w mordę jeża… - stała z rozdziawioną buzią na szerz, zakrywając ją ustami.
-Słuchać niewychowane bachory! – i wzrok wszystkich obrócił się na mnie.
-Myślałam, że się dogadamy! Teraz wszyscy do kąta! Już! – krzyknęłam i trochę się zdziwiłam, bo niby męska część zaczęła podskakiwać do kątów na krzesłach. Serio jestem aż taka straszna?
-No nieźle. – powiedziała Delly z podziwem.
-Nie o Was małpy nieogolone mówiłam! – wydarłam się i z Rydel poszłyśmy ich rozwiązać. Przez to całe zamieszanie nauczyłam się chodzić w szpilkach, ale jak sobie o tym przypomniałam poleciałam z hukiem na ziemię. Au! Moja ręka! Od razu podbiegł do mnie rozwiązany już Ross. Dostałam sms’a od swojego byłego, który był ze mną dla zakładu.
(O! Teraz jest na odwrót i wyrazy pisane kursywą są po Polsku. Zapomniałam dodać wcześniej :P ~od aut.)
Od: Darka (zjebańca przez którego płakałam):
Hej kotku! Jak tam ci leci czas?! Mam nadziejem, że kiepsko :D Mi
zajebiście! Przeleciałem już od twojego wyjazdu 30 dziwek! Brakuje tylko ciebie
i paru dziewczyn na mojej liście a jak już Was przelece powiem
dumnie, że przeleciałem całom szkole! Kiedy bedziesz ty? Mam nadzieje że nadal
mnie kochasz! I hejt ju! Jakbyś była normalna, a nie dziwkom byś pewnie
zrozumiała co Ci napisałem :)
Momentalnie poczułam łzy w oczach. Co za pieprzony analfabeta! Nawet nie wie jak się pisze nienawidzę cię po angielsku! Rozpłakałam się na dobre. Trochę z bólu ręki spowodowanym upadkiem, ale głównie przez tego debila. Wszyscy się pytają co mnie boli. Serce mnie boli... Podałam Rossiemu telefon z wiadomością. On tylko przeczytał i dał Rikerowi. Czyli to on jest specem od Polskiego. Jak to przeczytał zbladł i mnie przytulił, a z Rossa już się kopciło.
-Boże. Co za pajac i niewychowany dupek. Em nie płacz przez niego. Nie warto. – zaczął mnie pocieszać, a reszta się dziwnie na nas patrzyła.
Momentalnie poczułam łzy w oczach. Co za pieprzony analfabeta! Nawet nie wie jak się pisze nienawidzę cię po angielsku! Rozpłakałam się na dobre. Trochę z bólu ręki spowodowanym upadkiem, ale głównie przez tego debila. Wszyscy się pytają co mnie boli. Serce mnie boli... Podałam Rossiemu telefon z wiadomością. On tylko przeczytał i dał Rikerowi. Czyli to on jest specem od Polskiego. Jak to przeczytał zbladł i mnie przytulił, a z Rossa już się kopciło.
-Boże. Co za pajac i niewychowany dupek. Em nie płacz przez niego. Nie warto. – zaczął mnie pocieszać, a reszta się dziwnie na nas patrzyła.
-Co tam pisało? – spytał po chwili Rocky. Riker im przetłumaczył
wiadomość i wszyscy mnie przytulili.
-Skarbie nie martw się, nie pozwolę Cię mu skrzywdzić. –
powiedział Ross i mnie pocałował.
-Nic Cię nie boli po upadku? – zapytała Delly.
-Trochę, bardzo ręka. Nadgarstek. – wyjaśniłam, a Rossy wziął mnie
na ręce i kierował się w stronę samochodu. Lynchowie i Ell pobiegli za nami.
Riker usiadł za kierownicą, obok niego Rydel, za nią Rocky, Ross ze mną na
kolanach po środku, a obok RyRy. Ell wcisnął się pomiędzy Rylandem, a drzwiami.
-Gdzie my jedziemy? – spytałam, bo wszyscy wiedzieli oprócz mnie.
Normalnie jak jakaś uprowadzona…
-Do szpitala. – odparł uśmiechając się szeroko Ross.
-Ross, mnie boli tylko ręka. Nie przesadzajcie.
-A jak to złamanie?
-Tak, oczywiście…
-No widzisz? Sama się przyznałaś. Jesteśmy. – on serio nie kuma
sarkazmu? Wysiedliśmy z samochodu, Ross oczywiście niósł mnie na rękach.
Doszliśmy do jakiegoś gabinetu i weszliśmy do środka. Znaczy oni weszli. Tak
bez kolejek i czekania?
-Dzień dobry. Siadajcie i mówcie co się znowu stało. Czemu macie
kolorowe włosy?! – powiedział znudzonym tonem lekarz.
-Jak to znowu? – spytałam ciekawa.
-Lynchowie to stali klienci. Raz w tygodniu wpadają. – ooookey…
Czyli wizyty w szpitalu będą codziennością?
-Emma biegła, wywróciła się i mówi, że boli ją nadgarstek. A z
włosami to dłuuuga historia. – wytłumaczył Rocky. Hello! Ja z tego co wiem to
umiem mówić!
-Aha. Pokaż rękę. – odparł, a ja zeszłam Rossowi z kolan i
podeszłam do lekarza. Zaczął mi wyginać nadgarstek. Cholera! Jak to boli!
-Au! – nie wytrzymałam i krzyknęłam.
-Hmm… Skręciłaś tylko nadgarstek. Zaraz Ci zaopatrzę i będziecie mogli
wracać do domu. – stwierdził po chwili namysłu i poszedł do jakiegoś pokoju.
Wrócił z bandażem.
-Ciesz się, że nie trzeba nastawiać. Rocky wie co to znaczy. –
pokazał na szatyna, a on spalił buraka. Owinął mi szybko rękę.
-Do widzenia. Mam nadzieję, że tym razem się tak szybko nie
spotkamy. – dodał po chwili, a Ross znowu wziął mnie na ręce. Przez całą drogę
do domu nikt się nie odzywał. Każdy pewnie myślał jak wytłumaczyć to rodzicom.
Gdy wreszcie dojechaliśmy wysiedliśmy z auta i weszliśmy do domu. Tam dzieci
oglądały telewizję, a dorośli stali zniecierpliwieni przy drzwiach. Czemu Ross
mnie cały czas nosi?!
-Tłumaczcie się. – powiedziała stanowczo Stormie.
-Bo… Bo… - nie mogłam się wysłowić.
-Czemu macie kolorowe włosy?! – wybuchła moja mama.
-Nooo… To bawiliśmy się w chowanego i Emma biegła, i się
przewróciła, i skręciła rękę, i byliśmy w szpitalu.
-A czemu macie kolorowe włosy? – o! Jakaś nowość! Moja mama mówi
spokojnym tonem.
-Bo bawiliśmy się z maluchami w farbowanie włosów! – wykrzyknął szczęśliwy
Ell.
-Powiedzmy, że wam wierzę. Idźcie zmyć tą farbę. Bo chyba zmywalną
sobie malowaliście? – uuu… To mają przesrane…
-No pewnie! To my idziemy się umyć! – krzyknął Ross i pociągnął
wszystkich do swojej łazienki.
-Okej! Jak TO zmyć!? – zaczął się drzeć.
-Poczekaj! Tu jest pudełko po tej farbie! – krzyknęłam kiedy
zauważyłam pudełeczko. Ojoj…
-Zmyje się po 40 myciach. – powiedziałam. Riker pił wodę, którą od
razu wypluł.
-40!?
-No… Tak tu pisze…
-Pokaż!
-Masz.
-No to chłopcy. Powodzenia w myciu włosów. Chodź Em. Zjemy coś –
powiedziała szybko Delly i pociągnęła mnie za rękę do salonu.
-O. MÓJ. BOŻE! – wykrztusiła tylko Delly. Co to ma być?!
I jak? Wiem, że miał być wczoraj, ale przyjechała do mnie rodzina i młodsza kuzynka zakosiła mi laptopa, a za nim oni pojechali to do drugiej zeszło ;( Przepraszam, że krótki, ale następny będzie dłuższy. Proszę o szczerą opinię w komentarzach. Następny postaram się dodać do niedzieli. Z racji, że dzisiaj zaczęły mi się ferie, przez następny tydzień nie będzie rozdziału, bo wyjeżdżam, ale w drugim tygodniu postaram się dodać :D Jeśli macie jakieś pytania, pomysły na następny rozdział, czy coś w tym stylu to piszcie w komentarzach ;) Pozdrawiam cieplutko <5
~Suza
~Suza
Właśnie wpadłam na twojego bloga, specjalnie dla ciebie, jak prosiłaś. :D
OdpowiedzUsuńPowiem ci szczerze - bardzo fajny pomysł na bloga, jednakże poczytałabym ciut dłuższe rozdziały.
Oraz bardzo podoba mi się twój stył pisania - bardzo przyjemnie, oraz co najważniejsze - lekko, czyta się twoje 'wypociny'. :D
Pisz jak najwięcej, bo masz talent, jakiego mało. ;)
~ http://only-love-raura.blogspot.com/
Dziękuję :D I jak już wspominałam w notce rozdziały następne będą dłuższe, tylko teraz miałam 'zanik' weny :( Że niby ja mam talent?! Bez przesady... Pozdrawiam <5
Usuń~Suza
Proszę. (:
UsuńMam nadzieję, że będą trochę dłuższe.
Rozumiem cię baaaardzo dobrze - także bardzo często mam zanik weny. D:
Owszem, talent masz. Aby go jeszcze bardziej rozwijać, polecam czytać baaaardzo dużo książek i innych opowiadań - zawsze można od kogoś 'podpatrzeć' styl pisania. :'D
Oraz pisać dużo - to zawsze pomaga. (;
Whereever we goooo yeah its crazy stpd luvvv
OdpowiedzUsuńZawsze muszę to sobie zaśpiewać. XDD
Od razu mówię: nie umiem pisać tak fajnych i motywujących komentarzy jak ty. :c #sad
'-Jestem za młody i za piękny aby umierać!' No nmg. XDDD
Widzę, że dzieciaki dają im w kość. :D
Biedna Em!
Ten Darek to 655hgsh#}{ normalnie gościa za#71€@/
Miałam nie przeklinaś, ale to taki..... Że po prostu się nie da.
Jak można być takim aaaa. Pajacem. Tak, pajacem.
Najchętniej zepchnęłabym go z mostu.
Rossy- Bossy słodziak :3
40 myć... Powodzenia, chłopaki. ;)
Rossdział wspaniały (jak zwykle) <33
Czekam niecierpliwie na nn! :**
Dziękuję ;D Z talentem do pisania komentarzy trzeba się urodzić :D Nie no, żartuję ;) Mi się podobają twoje komentarze. Hmm... To z tym Darkiem to miało być takie 'zapchanie dziury'. Chociaż nie wykluczone, że jeszcze gostek sporooo namiesza... To tak samo jak u ciebie na OLD nie lubię Matta, lub na LMLT ~N. :D
Usuń