Rozdział III
Po tym zdaniu momentalnie w oczach zebrały mi się łzy.
-C-c-co? – wydukałam i pierwsza z łez zleciała po moim policzku.
-Nie płacz. Proszę cię. – powiedział i mnie przytulił.
-Przecież tu macie swoje pokoje.
-Tak, bo kiedyś tu mieszkaliśmy.
-Aha. Kiedy wyjeżdżacie i gdzie?
-Za cztery dni, do Los Angeles.
-Czyli nadal nie będę miała przyjaciół…
-Hej. My zawsze nimi będziemy. – rozpłakałam się jeszcze bardziej i mocniej wtuliłam w blondyna. Kątem oka zauważyłam Rossa, szybko do niego podbiegłam i go przytuliłam.
-Riker ci powiedział?
-Tak. Ross, my będziemy musieli się… - nie dokończyłam, bo blondyn mnie pocałował.
-Nie. Damy radę. Nie wytrzymam bez ciebie.
-Może masz rację.
-Ja ją zawsze mam.
-Wątpię.
-Ale nie udowodnisz.
-Mam świadków w postaci twojego rodzeństwa.
-Niech ci będzie… - uśmiechnęłam się przez łzy do niego szeroko, co odwzajemnił. Zaczęliśmy sobie patrzeć głęboko w oczy.
-Jacy oni słodcy! – usłyszałam pisk Rydel. Oderwaliśmy się od siebie i jak się obejrzałam zauważyłam, że wszyscy stoją na około nas. Kiedy oni przyszli?
-Kocham cię. – powiedział Ross.
-Ja ciebie też kocham.
-A ja rzygam tęczą… - powiedział Rockliff. Ciekawe jak ludzie potrafią się zgrać… Na ich wypowiedź wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Niedługo was też to czeka. – odparł Ross jak się trochę opanował.
-Z kim? – i znowu w tym samym czasie…
-Myślałem Ell, że się domyślisz…
-Spadaj!
-Sam się zbadaj!
-Ja nie lekarz, tylko bębniarz!
-Hahaha!!! – znowu wszyscy się śmialiśmy.
-Rossy?
-Tak misiu?
-Zrobisz swoje słynne naleśniki?
-Nie chce mi się…
-No pllooosięęę!!!!!
-A co dostanę w zamian?
-A co byś chciał?
-No nie wiem… Może buziaka? – powiedział i nastawił usta.
-To sobie go weź! – krzyknęłam i zaczęłam przed nim uciekać. Przyznam, że szybki to on jest, ale za wolny żeby mnie dogonić. Wiem, że to dziwne, ale jestem szybsza od chłopaków. Ganialiśmy się z dobre dziesięć minut, przez przypadek się na czymś poślizgnęłam, blondyn mnie wziął na ręce i zaczął nieść w stronę basenu. O nie! Ja się tak łatwo nie daję! Nie wyrywałam się, bo miałam plan, to i tak na nic, bo czy tak, czy tak mnie wrzuci.
-Dasz po dobroci tego buziaka? – spytał trzymając mnie nad basenem.
-Nie dam! – krzyknęłam, a on mnie wrzucił, oczywiście według mojego świetnego planu pociągnęłam go za sobą.
Po wynurzeniu się z wody KTOŚ pociągnął mnie za nogę tam z powrotem, po czym do mnie podpłynął i mnie pocałował.
-Musiałem sobie sam wziąć buziaka... - powiedział smutny, smutnym tonem (hahah... jakie to skomplikowane... - od aut.)
-Oj, no nie smutaj... - podpłynęłam do niego i pocałowałam Go czule.
-Od razu lepiej! To z czym chcesz naleśniki?
-Zaskocz mnie.
-Nie boisz się, że przytyjesz?
-Czy Ty mi coś sugerujesz?!
-Eee... Może?.... Znaczy.... Yyy... Nie?... Tak! Znaczy nie! Nic Ci nie sugeruje! - się plączesz w zeznaniach koleżko... Jak napotkał mój groźny wzrok, to tylko podrapał się nerwowo po głowie i dodał zmieszany:
-To ja już pójdę robić śniadanie... - jak wszedł do domu zauważyłam, że przy basenie stoi Delly i po wyjściu Rossa zaczęła się śmiać jak opętana.
-Szacuneczek Em, boi się ciebie.
-Dzięki. Dasz mi coś na przebranie?
-Jasne. Chodź. - wyszłam z basenu i owinięta w ręcznik poszłam za blondynką. Po przebraniu się leżałam na jej łóżku rozmyślając. I co ja bez nich zrobię jak wyjadą?! Ross jest taki słodki, tym bardziej jak się mnie boi. Uwielbiam tą rodzinkę, choć znamy się jeden nie cały dzień, to mogę powiedzieć o nich przyjaciele. Dobrze, że jutro się kończy rok szkolny, teraz dwa miesiące odpoczynku, jak dobrze. Chcę wrócić do Polski, bo nie wierzę, że ich kiedyś spotkam, a tam mam chociaż Wiktorię... Długo nie widziałam swoich braci, no może jakieś dwa dni, ale się za nimi stęskniłam. Nie widziałam ich dlatego, że zostali u cioci w Polsce, no w końcu nie wiemy czy będziemy tu mieszkać. Jeśli tak to oni przylecą, ale za nic nie żałuję, że tu przyjechałam. Poznałam cudownych ludzi, którzy MNIE akceptują, nie jakąś inną tylko prawdziwą mnie i to mnie cieszy.
-Em! Śniadanie!
-Idę! - usłyszałam krzyki Rossa, zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Przede mną pojawił się talerz z naleśnikami. Coraz bardziej Go kocham! Moje naleśniki wyglądały tak:
-Kocham cię Rossy! - pocałowałam Go. Zwykłe naleśniki, a ile mogą dać szczęścia...
-Ja ciebie też.
-A ja jak już mówiłem rzygam tęczą! - krzyknął tym razem sam Rocky, bo Ella gdzieś wcięło. W sumie byłam tam tylko ja, Ross, Rocky i Rydel.
-Gdzie Ell? - spytałam.
-Pojechał gdzieś z Rikerem, nie wiem nie słuchałem ich.
-A Ryland?
-Na treningu. Smacznego skarbie. - odparł Ross całując mnie w policzek.
-Dziękuję. – Ross usiadł obok mnie. Jak zjadłam naleśniki blondyn wziął mnie za rękę i poprowadził do kuchni.
Po tym zdaniu momentalnie w oczach zebrały mi się łzy.
-C-c-co? – wydukałam i pierwsza z łez zleciała po moim policzku.
-Nie płacz. Proszę cię. – powiedział i mnie przytulił.
-Przecież tu macie swoje pokoje.
-Tak, bo kiedyś tu mieszkaliśmy.
-Aha. Kiedy wyjeżdżacie i gdzie?
-Za cztery dni, do Los Angeles.
-Czyli nadal nie będę miała przyjaciół…
-Hej. My zawsze nimi będziemy. – rozpłakałam się jeszcze bardziej i mocniej wtuliłam w blondyna. Kątem oka zauważyłam Rossa, szybko do niego podbiegłam i go przytuliłam.
-Riker ci powiedział?
-Tak. Ross, my będziemy musieli się… - nie dokończyłam, bo blondyn mnie pocałował.
-Nie. Damy radę. Nie wytrzymam bez ciebie.
-Może masz rację.
-Ja ją zawsze mam.
-Wątpię.
-Ale nie udowodnisz.
-Mam świadków w postaci twojego rodzeństwa.
-Niech ci będzie… - uśmiechnęłam się przez łzy do niego szeroko, co odwzajemnił. Zaczęliśmy sobie patrzeć głęboko w oczy.
-Jacy oni słodcy! – usłyszałam pisk Rydel. Oderwaliśmy się od siebie i jak się obejrzałam zauważyłam, że wszyscy stoją na około nas. Kiedy oni przyszli?
-Kocham cię. – powiedział Ross.
-Ja ciebie też kocham.
-A ja rzygam tęczą… - powiedział Rockliff. Ciekawe jak ludzie potrafią się zgrać… Na ich wypowiedź wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Niedługo was też to czeka. – odparł Ross jak się trochę opanował.
-Z kim? – i znowu w tym samym czasie…
-Myślałem Ell, że się domyślisz…
-Spadaj!
-Sam się zbadaj!
-Ja nie lekarz, tylko bębniarz!
-Hahaha!!! – znowu wszyscy się śmialiśmy.
-Rossy?
-Tak misiu?
-Zrobisz swoje słynne naleśniki?
-Nie chce mi się…
-No pllooosięęę!!!!!
-A co dostanę w zamian?
-A co byś chciał?
-No nie wiem… Może buziaka? – powiedział i nastawił usta.
-To sobie go weź! – krzyknęłam i zaczęłam przed nim uciekać. Przyznam, że szybki to on jest, ale za wolny żeby mnie dogonić. Wiem, że to dziwne, ale jestem szybsza od chłopaków. Ganialiśmy się z dobre dziesięć minut, przez przypadek się na czymś poślizgnęłam, blondyn mnie wziął na ręce i zaczął nieść w stronę basenu. O nie! Ja się tak łatwo nie daję! Nie wyrywałam się, bo miałam plan, to i tak na nic, bo czy tak, czy tak mnie wrzuci.
-Dasz po dobroci tego buziaka? – spytał trzymając mnie nad basenem.
-Nie dam! – krzyknęłam, a on mnie wrzucił, oczywiście według mojego świetnego planu pociągnęłam go za sobą.
Po wynurzeniu się z wody KTOŚ pociągnął mnie za nogę tam z powrotem, po czym do mnie podpłynął i mnie pocałował.
-Musiałem sobie sam wziąć buziaka... - powiedział smutny, smutnym tonem (hahah... jakie to skomplikowane... - od aut.)
-Oj, no nie smutaj... - podpłynęłam do niego i pocałowałam Go czule.
-Od razu lepiej! To z czym chcesz naleśniki?
-Zaskocz mnie.
-Nie boisz się, że przytyjesz?
-Czy Ty mi coś sugerujesz?!
-Eee... Może?.... Znaczy.... Yyy... Nie?... Tak! Znaczy nie! Nic Ci nie sugeruje! - się plączesz w zeznaniach koleżko... Jak napotkał mój groźny wzrok, to tylko podrapał się nerwowo po głowie i dodał zmieszany:
-To ja już pójdę robić śniadanie... - jak wszedł do domu zauważyłam, że przy basenie stoi Delly i po wyjściu Rossa zaczęła się śmiać jak opętana.
-Szacuneczek Em, boi się ciebie.
-Dzięki. Dasz mi coś na przebranie?
-Jasne. Chodź. - wyszłam z basenu i owinięta w ręcznik poszłam za blondynką. Po przebraniu się leżałam na jej łóżku rozmyślając. I co ja bez nich zrobię jak wyjadą?! Ross jest taki słodki, tym bardziej jak się mnie boi. Uwielbiam tą rodzinkę, choć znamy się jeden nie cały dzień, to mogę powiedzieć o nich przyjaciele. Dobrze, że jutro się kończy rok szkolny, teraz dwa miesiące odpoczynku, jak dobrze. Chcę wrócić do Polski, bo nie wierzę, że ich kiedyś spotkam, a tam mam chociaż Wiktorię... Długo nie widziałam swoich braci, no może jakieś dwa dni, ale się za nimi stęskniłam. Nie widziałam ich dlatego, że zostali u cioci w Polsce, no w końcu nie wiemy czy będziemy tu mieszkać. Jeśli tak to oni przylecą, ale za nic nie żałuję, że tu przyjechałam. Poznałam cudownych ludzi, którzy MNIE akceptują, nie jakąś inną tylko prawdziwą mnie i to mnie cieszy.
-Em! Śniadanie!
-Idę! - usłyszałam krzyki Rossa, zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Przede mną pojawił się talerz z naleśnikami. Coraz bardziej Go kocham! Moje naleśniki wyglądały tak:
-Kocham cię Rossy! - pocałowałam Go. Zwykłe naleśniki, a ile mogą dać szczęścia...
-Ja ciebie też.
-A ja jak już mówiłem rzygam tęczą! - krzyknął tym razem sam Rocky, bo Ella gdzieś wcięło. W sumie byłam tam tylko ja, Ross, Rocky i Rydel.
-Gdzie Ell? - spytałam.
-Pojechał gdzieś z Rikerem, nie wiem nie słuchałem ich.
-A Ryland?
-Na treningu. Smacznego skarbie. - odparł Ross całując mnie w policzek.
-Dziękuję. – Ross usiadł obok mnie. Jak zjadłam naleśniki blondyn wziął mnie za rękę i poprowadził do kuchni.
-Ross? Co ty
robisz?
-Upiecemy babecki?
– spytał z nadzieją jak mały chłopiec i zauważyłam w jego oczach skaczące
iskierki.
-Dobra. – Co w
niego wstąpiło?! Po tym zdaniu zaczął skakać przede mną, a oczy mu się świeciły
jak gwiazdki.
-Ross! Uspokój
się!
-To piecemy?!?!?
-Tak, ale się tak
nie podniecaj!
-No dobze…
-I mów normalnie.
– zaśmiałam się.
-Oki. Chodź. –
zaczęliśmy robić ciasto na babeczki. Zaczęłam po kilku minutach nakładać ciasto
do foremek i nagle poczułam rozbijające się jajko na mojej głowie, odwróciłam
się i dostałam mąką w twarz (Skąd ja to Wika znam? ~ od aut.).
-Ross!
-No co? – spytał jakby
nigdy nic się nie stało. Teraz to mnie wkurzył! Wzięłam resztki ciasta i
wylałam na niego.
-Ooo… Tak się
bawić młoda damo nie będziemy! – krzyknął i wylał na mnie olej. Przegiąłeś
gościu! Wzięłam słoik z miodem i wylałam na niego. Jego mina, bezcenna. Ross
wziął opakowanie z czymś białym i wysypał na nie, jak zauważyłam był to cukier.
Ja za to wzięłam wielki słoi z mąką i wysypałam na niego, zaczęliśmy w siebie
rzucać wszystkim, nawet babeczkami które zrobiliśmy. Cała kuchnia była w
jedzeniu.
-Roooossss!!!!! –
usłyszeliśmy wrzaski i przestaliśmy, w wejściu do kuchni stali wszyscy Lynchowie
i Ellington. No to po nas...
Wiem, że krótki... Nie mam pojęcia kiedy będzie następny, ale może jutro coś dodam... Ja napisałam drugą połowę, a Wika pierwszą. Obie jesteśmy chore i siedzimy u mnie w domu. Hahahah... Wczoraj taka sama wojna na jedzenie odbyła się u mnie wieczorem w domu, jak rodzice wyjechali do cioci. Ja rozglabałam jajka na Wiki włosach. I jak się podoba rozdział? Czy Emma wróci do Polski? Jak będzie wyglądało rozstanie Em i Lynchów? Czy w ogóle się pożegnają? Pamiętajcie o tej akcji!!! Spamujcie ile możecie!!!
Upiecemy babecki?
OdpowiedzUsuńCokolwiek sobie życzysz, Rossy. c: *.*
Rockliff rządzi xD
Rossdział świetny!
Twojego bloga tak przyjemnie się czyta! ^^
Dawaj szybko nn! Xoxo
Teraz sobie czytam ten rozdział i przyznam, że twoja połówka lepsza wyszła... No jak mogłam zapomnieć walkę na żarcie?! Tym bardziej, że nadal mam resztki ciasta we włosach... Szkoda tylko, że ciasto na babeczki się zmarnowało :( Trzeba się wziąć za sprzątanie kuchni, bo twoi rodzice wracają jutro od rana, więc... Ja sprzątam podłogi! To do zobaczenia w kuchni! Dzisiaj nie śpimy tylko piszemy rozdział!
OdpowiedzUsuń