-Co to ma być?! – krzyknęła Stormie.
-Tak, ale ja jestem sprawiedliwa i wszyscy się nimi zajmiecie.
Koniec dyskusji! Ross i Emma posprzątajcie kuchnię, a ja z waszym ojcem idę na
zakupy. – odparła pani Lynch i wyszła z mężem z domu.
-No bez przesady.
-Raz zamknęły mnie w szafie. Siedziałem tam z dwa dni! -
Mówił Rocky.
-Mi skleiły końcówki włosów klejem! – dodała Rydel.
-Ja przez nie miałem szlaban na trzy tygodnie. – powiedział Rik.
-Za co?
-Za to, że niby je pobiłem!
-Nie unoś się tak!
-Dobra, Em
i Ross , życzę miłego sprzątania, a my
idziemy do kina. – powiedział Ell obejmując Rydel ramieniem. Coś się
kroi! Riker, Rocky i Ross patrzyli na nich już cali czerwoni i wyglądali jakby
mieli zaraz wydrapać oczy biednemu Ellowi, jak ten to zauważył od razu wziął
rękę z ramienia Delly.
-To idziemy. – powiedziała Rydel i wyszli, zostaliśmy z Rossem
sami w kuchni.
~Oczami Rydel~
Moi cudowni braciszkowie (tak, to sarkazm), potrafią wszystko
spieprzyć! Jedziemy właśnie six’em do kina, ale chłopaki zaproponowali kino
tylko dlatego żeby nie pomagać w sprzątaniu. Jej! Dojechaliśmy. Weszliśmy do
kina i zaczęliśmy wybierać film który obejrzymy.
-Może… Hmm… ,,Spongebob Kanciastoporty’’? – zaproponował Ryland.
-Nie… Może… ,,Klątwa Jessabelle’’? – spytał tym razem Rocky. Tak!
Powiedzcie tak! Powiedzcie tak!
-No dobra. Rydel zgadzasz się? – po raz pierwszy Riker pyta się
mnie o zdanie, w ogóle pierwszy raz jestem pytana o zdanie w wyborze filmu…
-No okej… - Jezu jak ja się cieszę, że to wybraliście! Skąd to
szczęście? Przecież nienawidzę horrorów… A stąd, że będę mogła przytulić się do
Ella! Aaaa!!! Wiem cieszę się jak bym była jego fanką. No, a jak inaczej… Pamiętaj! Ell to przyjaciel! Ale jak czuje coś do mnie, tak jak ja
do niego?! No błagam!
Nie łudź się, że on coś do ciebie czuję! A
jeśli? A nawet jeśli to twoi
cudowni bracia Go do ciebie nie dopuszczą! Riker Go rozszarpię. Rocky poskłada
i zakopie żywcem, a Ross Go odkopie i da wygłodniałym zwierzętom na pożarcie. A
ciebie zamkną jak niewolnicę w pokoju, choć wtedy to będzie izolatka! Ja do tego nie dopuszczę! Przypomnij sobie ile razy i
co robili twoim kolegom. Być może to będzie koniec R5! Niby dlaczego? Proste! Jak z tobą zerwie,
albo chociaż cię zrani, twoi bracia Go znienawidzą! Ugh! Zamknij się głosie! Ze mną już
coraz gorzej, gadam sama ze sobą… Z rozmyślań wyrwał mnie głos Rikera.
-Delly? – mówił w kółko coraz bardziej zaniepokojonym głosem.
-Co?
-Już się bałem…
-O co chodzi?
-Pan cię prosi żebyś mu dała bilet. Stoimy tu jakieś 10 minut.
-Yyy… Aha! Już! Proszę! – dałam temu facetowi bilet. Nawet nie
skapnęłam się, że przeszliśmy do kasy, bo najwyraźniej byłam zbyt zajęta
rozmową ze samą sobą. Weszliśmy wreszcie na salę. Usiadłam pomiędzy Ellem, a
Rikerem.
-Delly? – usłyszałam nagle Rikera.
-Tak?
-Usiądziesz obok Rocky’ego?
-Czemu?
-No nie wiem, tak jakoś… - ja dobrze wiem z jakiego powodu! Cierp
teraz Ty pulpecie niedosmażony! Po paru minutach filmu, stał się
on naprawdę straszny, od razu przytuliłam się do Ratliffa. Jak widziałam wzrok
moich braci, którzy patrzyli na nas co pięć minut, to mi się śmiać chciało,
byli cali czerwoni. Jedyny Ryland normalny. Film wreszcie się skończył,
myślałam, że nie będzie taki straszny, a jednak… Wreszcie wracamy do domu, po
filmie nikt się nie odzywał. Przez całą drogę tak samo, i w końcu jesteśmy w
domu. Wbiegłam sprintem do swojego
pokoju i zaczęłam przegrzebywać szafę. Nie mam się w co ubrać! O! Ktoś puka!
-Proszę! – krzyknęłam, a zza drzwi wyłonił się Rik. I teraz będzie
wyznawanie sekretów…
-Hej…
-Hej. Siadaj. – odparłam, a blondyn usiadł na łóżku, a ja na
fotelu obok.
-Możemy pogadać?
-Jasne. Co chciałeś? Coś się stało? Jakaś dziewczyna?
-Nie… Bardziej chciałem pogadać na temat dotyczący ciebie… - uuu…
Będą kłopoty… Już wiem na jaki temat będziemy gadać. Na temat Ella… I jak ja
mam mu kłamać w żywe oczy?! Nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic. No okej,
może mi coś doradzi? Dobra nie oszukujmy się.
-To co chciałeś?
-Nie będę owijać w bawełnę… Podoba ci się Ell? Albo inaczej. Czujesz coś do niego? – i co ja mam mu powiedzieć?! Tak, zakochałam się w Ellu. I zaraz będzie wizyta na pogotowiu.
-Nie będę owijać w bawełnę… Podoba ci się Ell? Albo inaczej. Czujesz coś do niego? – i co ja mam mu powiedzieć?! Tak, zakochałam się w Ellu. I zaraz będzie wizyta na pogotowiu.
-Nie.
-Rydel, nie kłam. Przecież widzę, że ostatnio się trochę inaczej
przy nim zachowujesz. Rumienisz się jak cię on przytula, lub obejmuję
ramieniem. – mówił to spokojnym i jakby zmęczonym tonem, lub takim
rozczarowanym.
-Riker! Czy ty siebie słyszysz?! Nie czuję nic do Ratliff po za przyjaźnią!
– oszukuję samą siebie.
-Rydel, mnie nie oszukasz, znam cię zbyt długo. Ty po prostu
chcesz oszukać samą siebie. – czy on mi czasem nie czyta w myślach?
-Pomożesz?
-W czym?
-W wybraniu sukienki.
-Nie wmawiaj mi też, że nie masz się w co ubrać? – zaśmiał się.
-No, bo nie mam.
-To usiądź, a ja ci coś znajdę. – odparł rozbawiony i zaczął mi
przegrzebywać szafę. Po 10 minutach dał mi ten zestaw:

Szybko poszłam do łazienki się
przebrać. No nie powiem, Riker ma gust.
-Ślicznie. – powiedział jak mnie
zobaczył.
-Dziękuję. Goście już są?
-Są.
-Dzieci też?
-Demony też…
-Hah. Idziemy?
-Jasne. – zeszliśmy na dół i
usiedliśmy przy stole, brakowało tylko Rossa i Emmy. O już idą.
~Oczami Emmy. Dwie godziny wcześniej…~
-Kiedyś mu te oczy wydłubię… - mruknął Ross, jak wszyscy wyszli.
-Czemu? I komu?
-Ellowi!
-Za co?
-Za nie trzymanie łap przy sobie.
-Mam takie pytanie…
-To pytaj. – uśmiechnął się do mnie ciepło zeskrobując resztki
jedzenia z podłogi.
-Co byś zrobił chłopakowi który by zrobił coś Delly?
-Rozwalił mu łeb, resztki rozszarpał, poskładał z powrotem żeby
ożył i zakopał żywcem w ziemi, po tygodniu odkopał i dał reszcie moich
braciszków na gorsze tortury. Jak by z nim skończyli poszedł bym z nim do zoo i
rzucił hienom na pożarcie. – powiedział jakby nigdy nic, a ja parsknęłam
śmiechem.
-No co? Taka prawda.
-Wiesz, że moi bracia to samo zrobią z tobą jak mnie skrzywdzisz?
– spytałam, a on spojrzał na mnie zaskoczony i przerażony, a ja wybuchłam
śmiechem wyobrażając to sobie.
-Oni mi nigdy nic nie zrobią. – powiedział pewnie.
-Niby… Hahaha… Czemu tak… Hahahh… Uważasz?
-Bo ja cię nigdy nie skrzywdzę. – odparł podchodząc do mnie i
czule mnie pocałował.
-Mam nadzieję.
-O ile ty mnie nie skrzywdzisz…
-Nie ma mowy.
-Widać postęp w sprzątaniu.
-Masz rację. Która godzina?
-14:35.
-Na którą przychodzą goście?
-Nie wiem, ale jak ktoś do nas przychodzi na obiad to zazwyczaj na
16, więc musimy się sprężać.
-Taa… Ja muszę iść się jeszcze do domu przebrać.
-Też się muszę przebrać. – powiedział i szybko wzięliśmy się za
dalsze sprzątanie. Po godzinie skończyliśmy.
-To ja już idę do siebie. Pa Ross. – powiedziałam pospiesznie i
wbiegłam z domu. Weszłam do domu, a tam zastałam wychodzących już rodziców.
-Emma?! Jak ty wyglądasz?! – krzyknęła moja mama, no tak
zapomniałam się umyć.
-Nie mam czasu! Późnej wyjaśnię! – odkrzyknęłam i pobiegłam do
siebie. Wbiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Gdy
skończyłam, owinęłam się w ręcznik i wysuszyłam włosy. Weszłam do pokoju i
zaczęłam przegrzebywać szafę. Co ja na siebie włożę?! Po przeszukaniu całej
szafy wreszcie się na coś zdecydowałam. Była to ta sukienka:
(bez bolerka i kwiatka ~od aut.)

-Tylko teraz pytanie… Jak ja mam w tym chodzić? I skąd ja mam w
ogóle te buty? Aaa… przecież Wiktoria mnie kiedyś na zakupy wyciągnęła to mi na
siłę je kupiła. Super. Gadam sama do siebie. Może cudem się nie wywrócę… - po
przebraniu się zeszłam gotowa na dół, gdzie czekali na mnie rodzice, ale jak ja
zeszłam to pozostanie na zawsze tajemnicą. Zapukałam do drzwi i po chwili otworzył
nam Ross. Zaczął się na mnie gapić, a z jego kącika ust leciała mu ślina.
-Ross? Bawisz się w buldoga?
-Eee… Co?! Jak?! Gdzie?!
-Pytam, czy bawisz się w buldoga? – on na to podrapał się nerwowo
po głowie i zarumienił się, wycierając ślinę.
-Ślicznie wyglądasz.
-Ty też niczego sobie. – odparłam, a blondyn mnie pocałował. Ups…
Zapomniałam, że za mną stoją moi rodzice… Jak się obejrzałam nie było ich. Hmm…
Nie zauważyłam kiedy weszli do środka.
-Idziemy?
-Tak. – odparłam, a blondyn pociągnął mnie za rękę do środka.
-Czekaj! Ross! – zawołałam za nim weszliśmy do salonu, a on się
chaotycznie zatrzymał przez co nie utrzymałam równowagi i wpadłam mu w ramiona.
-Nic ci nie jest? – spytał z troską.
-Nie, jeszcze nie umiem chodzić w tych butach.
-Hahaha…
-No nie śmiej się!
-No już dobra, co się stało, że tak nagle mnie zatrzymałaś?
-Twoi rodzice wiedzą, że my jesteśmy razem?
-Nie, a twoi?
-Nie.
-Powiemy im teraz?
-Tak. Ej w jakim wieku są te dzieci.
-Emm… Annabell ma 11 lat.
-Czyli można powiedzieć, że jest prawie w naszym wieku?
-Tak. Tylko wygląda na o wiele młodszą.
-Czemu?
-Ma pewne braki w wyglądzie.
-Aha.
-Ty przy niej jesteś dorosła.
-Okej… Wiem o co chodzi, bo nie wiem dlaczego są 14 latki które w
życiu nie wyglądają na swój wiek, i są takie które są dojrzałe, ze względu na
wygląd.
-Wiem, ty zaliczasz się do tych dojrzalszych, masz bardzo ładną
figurę, a tym bardziej powyżej pasa. – powiedział uśmiechając się głupkowato.
-Gdzie się gapisz?!
-Na twoje piersi… - jeszcze ma czelność się przyznawać?! Dałam mu
z liścia.
-Au!
-No co?
-Silna jesteś…
-No przecież wiem.
-A jaka skromna.
-Skromniejsza od ciebie.
-No to wracając do tematu. Tosia ma 10 lat, Amanda ma 8 lat,
Piotrek też 10, a Seweryn 7 lat.
-Aha... Mam się bać?
-Tak. Chodź! – krzyknął i pociągnął mnie za rękę do jadalni. Stanęliśmy
na środku i Ross zabrał głos.
-Chcieliśmy wam coś ogłosić! – krzyknął, a wszystkie pary oczu
zostały na nas skierowane.
-Ja i Emma jesteśmy razem! – ku mojemu zdziwieniu rozległy się
głośne oklaski. Usiedliśmy do stołu i wszyscy zaczęliśmy jeść, rozmawiając o
wszystkim i o niczym. Myślałam, że będzie to jakaś wyrafinowana rodzina, a tymczasem atmosfera była luźna
-Może pójdziemy na taras, a Mark, Dawid (tata Emmy ~od aut.) i
Irek (tata tych dzieci ~od aut.) rozpalą ognisko, albo grilla? – zaproponowała Stormie.
-Tak, dzieciaki kochają jedzenie z ogniska.
-To zajmijcie się dziećmi, a my idziemy na dwór. – odparła Stormie
zwracając się do mnie, Lynchów i Ella.
I jak? No nie powiem, długi mi chyba wyszedł. Nie spałam dwie noce, ale jest! Napisałam bym go szybciej, ale co chwila coś zmieniałam. Większość pomysłów podsunęła mi Wika. Widzisz wykorzystałam w nagrodę twoje imię! Nie mam zielonego pojęcia jak ma wyglądać kolejny rozdział, więc możecie pisać propozycje w komentarzach. Albo co zrobią te dzieci Lynchom, Emmie i Ratilffowi? Życzę miłego dnia, czy tam wieczoru, zależy kto kiedy czyta ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Super blog. Tylko niech będzie trochę dłuższy. W sesie rozdziały. Ale i tak super w następnym może być ze opiekował się dziećmi ale tylko Emma umiała nad nimi zapanować. Pozdrowienia dla autora i weny życzę
OdpowiedzUsuńDziękuję ;) Postaram się aby rozdziały były dłuższe.Ciekawy pomysł... Muszę jeszcze pomyśleć. Dzięki za komentarz ;D
UsuńPlose baldzo
UsuńWspaniały rozdział!!! Też chciałabym żeby Emma jedyna miała podejście do tych dzieci i panowała nad nimi. Mam nadzieję, że nie długo będzie next. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :D Spróbuję napisać tak żeby Em miała podejście do dzieci, ale jeszcze zobaczę. A następny rozdział powinien się pojawić może jutro, albo pojutrze ;)
UsuńDwie noce? Dziewczyno nie zamęczaj sie! Pisz sobię wszystko spokojnie, to ma być dla ciebie przyjemność i taka odskocznia od codziennej monotonności!
OdpowiedzUsuńJestem pewna, że pomysłów przyjdzie ci bardzo dużo, trzeba tylko poczekać, inspirować się i przede wszystkim SPAĆ! XDD
Możesz w sumię przelać interesujący fakt ze swojego życia na te opowiadanie? Bedziemy mogli cię lepiej poznać!
Rozdział wyszedł świetnie!
Czekam oczywiście na next!
Caaałusy ♥
http://please-rose.blogspot.com/
Hah! Spokojnie, nie przemęczam się, tylko kuzynka (czyt. Wika. Było o niej wspomniane w poprzednich notkach pod rozdziałami ;)) Nie dała mi spać, więc z trochę z nudów i trochę z przypływu weny pisałyśmy rozdział :D I naal nie mam bladego pojęcia co może być w następnym rozdiale ;( Ale coś wymyślę ;) Dziękuję za komentarz ;D
UsuńŻe co słucham?! Że JA Ci niby nie daję spać?! JA?! Doigrałaś się! A kto ostatnio dwie nocki z rzędu chciał grać ze mną w eurobusiness i przez to nie spałyśmy do 4?! I jeszcze mnie bezczelnie budzisz o 8:00! I mnie oskarżasz, że to ja ci spać nie daję?! W sumie to ja ci wtedy spać nie dałam.. Ale i tak cię kocham! A teraz przyłaź do salonu, bo mnie zostawiłaś samą, a coś do okna puka!
UsuńOMG !!!! Śiwetny rozdział oczywiście tak jak pozostałe ^^...chłopcy są strasznie zacięci na tego biednego Ell'a , ale to nawet słodkie z ich strony , tacy tam troskliwi bracia którzy rozgromią każdego kto tknie ich siostrę :D Rossy niegrzeczny ....tylko troszeczkę , ale tam szczegół xddd Było urocze chociaż i tak mogła mu przywalić mocniej hihi za karę , Nie mogę sie doczekać następnego rozdział , chce wiedzieć co te małe diablątka zrobiły naszej biednej rodzince :P Przesyłam dużo weny i 1000 buziaczków ;* ;* ;* ;* ;* ;* <3 !!!
OdpowiedzUsuńHahah! Dziękuję :) Na razie będę męczyć Ellingtona, ale pytanie czy on czuje coś do Delly? Kto wie czy nie wyślę Go niedługo do szpitala... Muahahhaah!
UsuńI... W połowie mam napisany rozdział, więc wrzucę Go chyba dzisiaj. Nie spodziewajcie się niczego miłego po tych dzieciach :D Pozdrawiam <5
~Suza