-Yyy… Wiesz… Rydel… Ja… Ja… Ja się cieszę z tego powodu… Jesteś naprawdę wspaniałą i cudowną dziewczyną… Kocham Cię… A-Ale ja mam dziewczynę… Jestem szczęśliwy z Kelly… I-I wolałbym jakbyśmy zostali przyjaciółmi… Kocham Cię, ale jak siostrę… Jeszcze się w kimś zakochasz… Przykro mi, ale… Przyjaciele?
-Jasne. – odparłam z naprawdę mocno wymuszonym uśmiechem. Przytuliłam Go, a on po chwili wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi na klucz i zsunęłam się po nich płacząc. W życiu nie czułam się gorzej! Jak on mógł tak po prostu powiedzieć, że woli inną?! Nigdy nie miałam złamanego serca, nigdy nie miałam okazji mieć… Teraz bym z chęcią coś rozwaliła! Dupek! Debil! Idiota! Pajac! Rozszarpałabym i Bóg wie co jeszcze! Ale ja Go kocham… Zawsze będę Go kochać… I to jest najgorsze. Teraz się na niego wściekam, ale chcę Go przytulić. Co ja mam zrobić?!
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Rydel! To ja! Riker! Otwórz! – o Cholerka… Poszłam na łóżko i wtuliłam się w poduszkę żeby zagłuszyć płacz.
-Rydel! I tak tam wejdę! – ciekawe jak. Nagle drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Taa… Zapasowe klucze… Zapomniałam.
~Oczami Rikera~
Wszedłem do pokoju Rydel, bo zostawiłem tam swój telefon. Zobaczyłem tam płaczącą na łóżku Delly. Szybko do niej podbiegłem.
-Boże. Rydel co się stało?
-Nic.
-Masz mi powiedzieć!
-Bo co?!
-Bo jestem twoim starszym bratem.
-No i?! Zawołaj Emmę…
-Po co?
-Bo chcę z nią pogadać…
-Ehh… Dobrze. – no co miałem zrobić?! Ona już mi nie ufa…
-Nie ufasz mi już… Prawda? – dodałem po chwili.
-Riker, to nie tak. Po prostu babskie sprawy… Spokojnie! Nie jestem w ciąży!
-To zaraz przyjdę z Emmą...
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
-To zaraz wracam. - oznajmiłem i wyszedłem z jej pokoju. Skierowałem się w stronę domu Em. Zapukałem, ale nikt nie otwierał. Chwyciłem za klamkę i pociągnąłem. Drzwi się otworzyły, i wszedłem do środka. Obeszłem cały dom, ale nikogo nie było. Dziwne. Wszedłem do pokoju Emmy i sprawdziłem szafki, a tam było pusto. Czyli, że wyjechała... Wyjechała bez pożegnania... Smutek, żal, wściekłość, tęsknota i dziwne ukłucie w brzuchu, teraz tylko to czułem. Nic więcej. Nie byłem w niej zakochany, broń Boże. Po prostu traktowałem ją jak siostrę, była dla mnie naprawdę ważna, jakby była członkiem rodziny. Tak jak Ell. Postanowiłem pójść do domu, po tym jak się skapnąłem, że 10 minut stałem na środku pokoju i gapiłem się na ścianę. Wbiegłem do swojego domu, i pobiegłem do kuchni, tak jak myślałem. Byli tam moi rodzice z rodzicami diabolątek.
-Emma... Wyjechała? - wyjąkałem po chwili.
-Tak. Miała wyjechać jutro rano, ale spieszyło się im.
-Wróciła do Polski, bez pożegnania... - wyszeptałem, tak jakby do siebie i opadłem na krzesło. Ale coś mi nie gra... Czemu wszyscy są uśmiechnięci?!
-Oj synku... Ona nie wyjechała do Polski, tylko do L.A. - powiedziała rozbawiona moja mama. Wait, wait... Do L.A?!
-Na serio?! - krzyknąłem uradowany, jak to do mnie dotarło.
-Tak. Powiedz wszystkim żeby się pakowali, bo o 22 mamy samolot. Wcześniej wracamy do L.A. - zaśmiała się, a ja szczęśliwy wyleciałem z kuchni jak z procy i pobiegłem na górę. Stanąłem na środku korytarza i krzyknąłem:
-Pakować się! O 22 samolot do L.A! - postanowiłem nikomu nie mówić, że Em tam jest. A niech się pomęczą! Pobiegłem, again, do swojego pokoju spakować się, dużo się dzisiaj nabiegam.
~Oczami Rossa, kilka chwil wcześniej~
Jak częściowo domyłem włosy, poszedłem do siebie, a tam na łóżku zastałem Maię. Ehh...
-Co znowu chcesz?! - warknąłem. Nie zamierzam być dla niej miły. Co z tego, że to moja była?!
-Ty dobrze wiesz... Ciebie... - wyszeptała mi uwodzicielskim tonem do ucha i przejeżdżając palcem po moim torsie. O nie!
-Nie! Tak się bawić nie będziemy! Mówiłem Ci, że to co do ciebie czułem, to nic. Nic nigdy do ciebie nie czułem. To było po prostu złudzenie! Kocham Emmę! Mówiłem Ci, że mam dziewczynę! Wieć masz się do cholery jasnej nie wtrącać!
-Oj Rossy, Rossy... Jakiś Ty naiwny...
-O co Ci chodzi?
-O to, że Emma Cię zdradza... - nie wierzę w to co słyszę.
-Skąd te podejrzenia?
-Popatrz. - pokazała mi filmik jak Em całuje się z jakimś chłopakiem. Nie będę gorszy! Zacząłem brunetkę namiętnie całować. Zanim się zorientowałem byliśmy już w samej bieliźnie. Już miałem rozpinać jej stanik, ale do mojego królestwa wpadła Emma. Zrobiła mi awanturę i dała mi z liścia. Tak w ogóle to czemu ja, jej to próbowałem wytłumaczyć?! Przecież ja nic nie zrobiłem! Po kiego się tłumaczę! Po tym jak dała mi z liścia Maia podeszła do niej uderzyła ją i wyciągnęła z pokoju za włosy. Nie! Co jak co, ale to, to już przesada!
-Maia...
-Tak?
-Wyjdź.
-A może tak, dokończymy to w czym nam przeszkodzono?
-Nie. Masz stąd wyjść! - krzyknąłem wypychając ją za drzwi i rzucając w nią jej ubraniami. Jestem wściekły, za to co zrobiłem, jestem smutny, rozczarowany, zagubiony, nie wiem co mam teraz zrobić, czuję się jak mały bezbronny chłopczyk na środku ulicy. Czuję strach, ale nie mogę się ruszyć, nie mogę nic z tym zrobić. Skomplikowane... Co nie? Ale tak się właśnie czuję. To przykre, jak moje uczucia mogą się szybko zmienić... Jak może się zmienić życie, podejście do niego. Niestety z moich rozmyślań wyrwał mnie wrzask Rikera, że mamy się pakować, bo o 22 mamy lot do Los Angeles. A co z Emmą?! Co z nami?! Nie ma już nas... Ona mnie zdradziła. Z moimi rozmyśleniami zacząłem się pakować. Czułem jak łzy spływają po moich policzkach. Łzy smutku, samotności, zawiedzenia, rozpaczy... Ufałem jej... Trudno... Trzeba skończyć ten rozdział w życiu i nie żyć przeszłością. Wiem, że to banalne, bo znamy się bardzo krótko, ale ja serio coś do niej czułem. Można powiedzieć, że była to zwykła, letnia, przelotna miłość. Gdy wreszcie skończyłem pakować walizkę, zszedłem na dół ze sztucznym uśmieszkiem przyklejonym na superglue.
-Gotowi? Możemy jechać? - spytał mój tata, a wszyscy mu przytaknęli. Po chwili byliśmy w drodzę na lotnisko. Czemu ten świat jest taki szary?! Zawsze był pełny kolorów! Zawsze był pełny kolorów... z nią... Przestań o niej myśleć! Już się w życiu nie spotkacie! Ona mieszka po drugiej stronie Atlantyku! Ej... Kiedy ja wsiadłem do samolotu?! Okeeeyyy... Siedzę między jakąś dziewczynką, a chłopczykiem. Wyglądają na jakieś 7/8 lat. Przede mną siedzi Rydel, Riker i Ryland, a za mną Rocky, Ratliff i jakiś biznesmen.
-Pseplasam pana. Cy Ty jestes Austin Moon? (wiem! zabijcie mnie! zapomniałam wspomnieć
że Ross gra w Austin i Ally ~od aut) - wysepleniła do mnie ta dziewczynka.
-Emmm... Tak. Znaczy jestem Ross Lynch, a ja gram Austina. A Ty jesteś?
-Malta. (jakby ktoś nie skumał, to Marta~ od aut.)
-Miło mi.
-A to mój stalsy blat Piotlek.
-Ile masz lat?
-Tyle. - odparła i pokazała na swoich maleńkich rączkach liczbę 5.
-Aż 5?
-Tak. A Ty?
-15.
-Ale staly jesteś.
-A Ty jaka młoda.
-Hahah. No wiem. To Ty jestes Austin Moon?
-Nie. Ja jestem Ross Lynch i gram Austina w serialu.
-Taaak. Oczywiście. Uwazaj, bo Ci uwieze!
-No naprawdę!
-Ehe... Jasne, jasne... A teraz mów! Co blałeś?! - okeeej... Mała jest niezła z tymi tekstami.
-Nic! No chyba, że moje rodzeństwo dosypało mi coś do śniadania.
-Hahah. Ale Austin nie ma rodzeństwa.
-Ehh... A znasz zespół R5?
-Taaak! Austin w nim gra!
-Eghh! I reszta członków tego zespołu, to jego rodzeństwo.
-Skąd to wiesz?! To niemozliwe! Bo Austin nazywa się Moon! A reszta członków zespołu Lynch i Ratliff!
-Cholera! Ja jestem Austin Moon! Jestem też Ross Lynch!
-Czyli jesteś jak Spider-Man?
-Co?! Nie! Ja gram Austina Moona w serialu Austin i Ally, ale jestem Ross Lynch!
-Czyli Austin nie istnieje?
-Przykro mi, ale nie.
-Mamo! Ten debil mówi, ze Austin Moon nie istnieje! Sam gościu nie istniejes!
-Ale ja wiem lepiej czy Austin istnieje czy nie!
-Fuck you! - krzknęła na cały samolot i pobiegła do mamy. Na mnie spojrzało moje rodzeństwo i Ell.
-Ta mała to ma język w gębie. - powiedział Rocky po chwili, ale nie zauważył, że ta dziewczynka wróciła.
-Mała to jest twoja pala! Ja jestem niska. - powiedziała pokazując na Rocky`ego. Wszyscy zaczęli się z niego niepochamowanie śmiać, a Riker przybił nawet z nią piątkę. Nagle było ogłoszenie, że zaraz lądujemy. Zapiąłem pas i usiadłem wygodnie. Po chwili wysiadaliśmy z samolotu. Po wysiadce okazało się, że ta dziewczynka co obok mnie siedziała i chłopczyk `niemowa' mieszkają obok nas, a Rocky`emu ich starsza siostra wpadła w oko. Ktoś się zakochał! Albo przynajmniej zauroczył.
-Dobra. To jedziemy do domku. - głos Rydel wybudził mnie z zamyśleń. Cały czas chodzę jakiś taki zamyślony... Kiedy ja do cholery jasnej wsiadłem i wysiadłem z samochodu?! Stoję przed moim pięknym domkiem za którym się stęskniłem jak nigdy! Zaniosłem swoje walizki do SWOJEGO POKOIKU! I zszedłem ponownie na dół.
-Słuchajcie! - krzyknęła Rydel stając na środku salonu. -Idziemy dzisiaj wieczorem, tak około 19, przywitać nowych sąsiadów z na przeciwka! - dodała po chwili i wyszła. Dosiadłem się do grających na xbox`ie chłopaków i tak zleciał nam mniej więcej czas do wyjścia. Za 15, 19. Delly gania mnie już pół godziny i mówi co mam zrobić, założyć itd. Kocham ją, ale czasem mam ochotę ją udusić! Wreszcie się zdecydowała! Alleluja! Wychodzimy z domu i przechodzimy na drugą stronę. Pukam do drzwi sąsiadów, a one po chwili się otwierają. Mój świat legnął w gtuzach... Drzwi otworzył/a...
C.D.N
No i jak?! Wiem, że krótki, beznadziejny, ale pisany na telefonie. Siedzę właśnie z kuzynką przed domem cioci i oglądamy jak Amerykańska młodzież popisuje się na deskorolkach. Nawet mi zaproponowali, że mnie nauczą jeździć, ale poddałam się jak nie mogłam ustać na niej. Może jeszcze spróbuję.
Rozdział miał być jak wrócę do Polski, ale moglibyście długo na niego poczekać.
A teraz parę pytań:
1.Kto się spodziewał Rydellington?
2.Kogo w drzwiach zobaczył Ross?
3.Co myślicie o zachowaniu Rossa i Emmy? Kto ma rację?
4.Co powinni zrobić Ross i Em żeby się pogodzić?
5. I jak się dodaje współtwórcę?
Pozdrawiam cieplutko<5
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
