wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział VII

-Yyy… Wiesz… Rydel… Ja… Ja… Ja się cieszę z tego powodu… Jesteś naprawdę wspaniałą i cudowną dziewczyną… Kocham Cię… A-Ale ja mam dziewczynę… Jestem szczęśliwy z Kelly… I-I wolałbym jakbyśmy zostali przyjaciółmi… Kocham Cię, ale jak siostrę… Jeszcze się w kimś zakochasz… Przykro mi, ale… Przyjaciele?
-Jasne. – odparłam z naprawdę mocno wymuszonym uśmiechem. Przytuliłam Go, a on po chwili wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi na klucz i zsunęłam się po nich płacząc. W życiu nie czułam się gorzej! Jak on mógł tak po prostu powiedzieć, że woli inną?! Nigdy nie miałam złamanego serca, nigdy nie miałam okazji mieć… Teraz bym z chęcią coś rozwaliła! Dupek! Debil! Idiota! Pajac! Rozszarpałabym i Bóg wie co jeszcze! Ale ja Go kocham… Zawsze będę Go kochać… I to jest najgorsze. Teraz się na niego wściekam, ale chcę Go przytulić. Co ja mam zrobić?!
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Rydel! To ja! Riker! Otwórz! – o Cholerka… Poszłam na łóżko i wtuliłam się w poduszkę żeby zagłuszyć płacz.
-Rydel! I tak tam wejdę! – ciekawe jak. Nagle drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Taa… Zapasowe klucze… Zapomniałam.
                                              ~Oczami Rikera~
Wszedłem do pokoju Rydel, bo zostawiłem tam swój telefon. Zobaczyłem tam płaczącą na łóżku Delly. Szybko do niej podbiegłem.
-Boże. Rydel co się stało?
-Nic.
-Masz mi powiedzieć!
-Bo co?!
-Bo jestem twoim starszym bratem.
-No i?! Zawołaj Emmę…
-Po co?
-Bo chcę z nią pogadać…
-Ehh… Dobrze. – no co miałem zrobić?! Ona już mi nie ufa…
-Nie ufasz mi już… Prawda? – dodałem po chwili.
-Riker, to nie tak. Po prostu babskie sprawy… Spokojnie! Nie jestem w ciąży!
-To zaraz przyjdę z Emmą...
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
-To zaraz wracam. - oznajmiłem i wyszedłem z jej pokoju. Skierowałem się w stronę domu Em. Zapukałem, ale nikt nie otwierał. Chwyciłem za klamkę i pociągnąłem. Drzwi się otworzyły, i wszedłem do środka. Obeszłem cały dom, ale nikogo nie było. Dziwne. Wszedłem do pokoju Emmy i sprawdziłem szafki, a tam było pusto. Czyli, że wyjechała... Wyjechała bez pożegnania... Smutek, żal, wściekłość, tęsknota i dziwne ukłucie w brzuchu, teraz tylko to czułem. Nic więcej. Nie byłem w niej zakochany, broń Boże. Po prostu traktowałem ją jak siostrę, była dla mnie naprawdę ważna, jakby była członkiem rodziny. Tak jak Ell. Postanowiłem pójść do domu, po tym jak się skapnąłem, że 10 minut stałem na środku pokoju i gapiłem się na ścianę. Wbiegłem do swojego domu, i pobiegłem do kuchni, tak jak myślałem. Byli tam moi rodzice z rodzicami diabolątek.
-Emma... Wyjechała? - wyjąkałem po chwili.
-Tak. Miała wyjechać jutro rano, ale spieszyło się im.
-Wróciła do Polski, bez pożegnania... - wyszeptałem, tak jakby do siebie i opadłem na krzesło. Ale coś mi nie gra... Czemu wszyscy są uśmiechnięci?!
-Oj synku... Ona nie wyjechała do Polski, tylko do L.A. - powiedziała rozbawiona moja mama. Wait, wait... Do L.A?!
-Na serio?! - krzyknąłem uradowany, jak to do mnie dotarło.
-Tak. Powiedz wszystkim żeby się pakowali, bo o 22 mamy samolot. Wcześniej wracamy do L.A. - zaśmiała się, a ja szczęśliwy wyleciałem z kuchni jak z procy i pobiegłem na górę. Stanąłem na środku korytarza i krzyknąłem:
-Pakować się! O 22 samolot do L.A! - postanowiłem nikomu nie mówić, że Em tam jest. A niech się pomęczą! Pobiegłem, again, do swojego pokoju spakować się, dużo się dzisiaj nabiegam.
              ~Oczami Rossa, kilka chwil wcześniej~
Jak częściowo domyłem włosy, poszedłem do siebie, a tam na łóżku zastałem Maię. Ehh...
-Co znowu chcesz?! - warknąłem. Nie zamierzam być dla niej miły. Co z tego, że to moja była?!
-Ty dobrze wiesz... Ciebie... - wyszeptała mi uwodzicielskim tonem do ucha i przejeżdżając palcem po moim torsie. O nie!
-Nie! Tak się bawić nie będziemy! Mówiłem Ci, że to co do ciebie czułem, to nic. Nic nigdy do ciebie nie czułem. To było po prostu złudzenie! Kocham Emmę! Mówiłem Ci, że mam dziewczynę! Wieć masz się do cholery jasnej nie wtrącać!
-Oj Rossy, Rossy... Jakiś Ty naiwny...
-O co Ci chodzi?
-O to, że Emma Cię zdradza... - nie wierzę w to co słyszę.
-Skąd te podejrzenia?
-Popatrz. - pokazała mi filmik jak Em całuje się z jakimś chłopakiem. Nie będę gorszy! Zacząłem brunetkę namiętnie całować. Zanim się zorientowałem byliśmy już w samej bieliźnie. Już miałem rozpinać jej stanik, ale do mojego królestwa wpadła Emma. Zrobiła mi awanturę i dała mi z liścia. Tak w ogóle to czemu ja, jej to próbowałem wytłumaczyć?! Przecież ja nic nie zrobiłem! Po kiego się tłumaczę! Po tym jak dała mi z liścia Maia podeszła do niej uderzyła ją i wyciągnęła z pokoju za włosy. Nie! Co jak co, ale to, to już przesada!
-Maia...
-Tak?
-Wyjdź.
-A może tak, dokończymy to w czym nam przeszkodzono?
-Nie. Masz stąd wyjść! - krzyknąłem wypychając ją za drzwi i rzucając w nią jej ubraniami. Jestem wściekły, za to co zrobiłem, jestem smutny, rozczarowany, zagubiony, nie wiem co mam teraz zrobić, czuję się jak mały bezbronny chłopczyk na środku ulicy. Czuję strach, ale nie mogę się ruszyć, nie mogę nic z tym zrobić. Skomplikowane... Co nie? Ale tak się właśnie czuję. To przykre, jak moje uczucia mogą się szybko zmienić... Jak może się zmienić życie, podejście do niego. Niestety z moich rozmyślań wyrwał mnie wrzask Rikera, że mamy się pakować, bo o 22 mamy lot do Los Angeles. A co z Emmą?! Co z nami?! Nie ma już nas... Ona mnie zdradziła. Z moimi rozmyśleniami zacząłem się pakować. Czułem jak łzy spływają po moich policzkach. Łzy smutku, samotności, zawiedzenia, rozpaczy... Ufałem jej... Trudno... Trzeba skończyć ten rozdział w życiu i nie żyć przeszłością. Wiem, że to banalne, bo znamy się bardzo krótko, ale ja serio coś do niej czułem. Można powiedzieć, że była to zwykła, letnia, przelotna miłość. Gdy wreszcie skończyłem pakować walizkę, zszedłem na dół ze sztucznym uśmieszkiem przyklejonym na superglue.
-Gotowi? Możemy jechać? - spytał mój tata, a wszyscy mu przytaknęli. Po chwili byliśmy w drodzę na lotnisko. Czemu ten świat jest taki szary?! Zawsze był pełny kolorów! Zawsze był pełny kolorów... z nią... Przestań o niej myśleć! Już się w życiu nie spotkacie! Ona mieszka po drugiej stronie Atlantyku! Ej... Kiedy ja wsiadłem do samolotu?! Okeeeyyy... Siedzę między jakąś dziewczynką, a chłopczykiem. Wyglądają na jakieś 7/8 lat. Przede mną siedzi Rydel, Riker i Ryland, a za mną Rocky, Ratliff i jakiś biznesmen.
-Pseplasam pana. Cy Ty jestes Austin Moon? (wiem! zabijcie mnie! zapomniałam wspomnieć
że Ross gra w Austin i Ally ~od aut) - wysepleniła do mnie ta dziewczynka.
-Emmm... Tak. Znaczy jestem Ross Lynch, a ja gram Austina. A Ty jesteś?
-Malta. (jakby ktoś nie skumał, to Marta~ od aut.)
-Miło mi.
-A to mój stalsy blat Piotlek.
-Ile masz lat?
-Tyle. - odparła i pokazała na swoich maleńkich rączkach liczbę 5.
-Aż 5?
-Tak. A Ty?
-15.
-Ale staly jesteś.
-A Ty jaka młoda.
-Hahah. No wiem. To Ty jestes Austin Moon?
-Nie. Ja jestem Ross Lynch i gram Austina w serialu.
-Taaak. Oczywiście. Uwazaj, bo Ci uwieze!
-No naprawdę!
-Ehe... Jasne, jasne... A teraz mów! Co blałeś?! - okeeej... Mała jest niezła z tymi tekstami.
-Nic! No chyba, że moje rodzeństwo dosypało mi coś do śniadania.
-Hahah. Ale Austin nie ma rodzeństwa.
-Ehh... A znasz zespół R5?
-Taaak! Austin w nim gra!
-Eghh! I reszta członków tego zespołu, to jego rodzeństwo.
-Skąd to wiesz?! To niemozliwe! Bo Austin nazywa się Moon! A reszta członków zespołu Lynch i Ratliff!
-Cholera! Ja jestem Austin Moon! Jestem też Ross Lynch!
-Czyli jesteś jak Spider-Man?
-Co?! Nie! Ja gram Austina Moona w serialu Austin i Ally, ale jestem Ross Lynch!
-Czyli Austin nie istnieje?
-Przykro mi, ale nie.
-Mamo! Ten debil mówi, ze Austin Moon nie istnieje! Sam gościu nie istniejes!
-Ale ja wiem lepiej czy Austin istnieje czy nie!
-Fuck you! - krzknęła na cały samolot i pobiegła do mamy. Na mnie spojrzało moje rodzeństwo i Ell.
-Ta mała to ma język w gębie. - powiedział Rocky po chwili, ale nie zauważył, że ta dziewczynka wróciła.
-Mała to jest twoja pala! Ja jestem niska. - powiedziała pokazując na Rocky`ego. Wszyscy zaczęli się z niego niepochamowanie śmiać, a Riker przybił nawet z nią piątkę. Nagle było ogłoszenie, że zaraz lądujemy. Zapiąłem pas i usiadłem wygodnie. Po chwili wysiadaliśmy z samolotu. Po wysiadce okazało się, że ta dziewczynka co obok mnie siedziała i chłopczyk `niemowa' mieszkają obok nas, a Rocky`emu ich starsza siostra wpadła w oko. Ktoś się zakochał! Albo przynajmniej zauroczył.
-Dobra. To jedziemy do domku. - głos Rydel wybudził mnie z zamyśleń. Cały czas chodzę jakiś taki zamyślony... Kiedy ja do cholery jasnej wsiadłem i wysiadłem z samochodu?! Stoję przed moim pięknym domkiem za którym się stęskniłem jak nigdy! Zaniosłem swoje walizki do SWOJEGO POKOIKU! I zszedłem ponownie na dół.
-Słuchajcie! - krzyknęła Rydel stając na środku salonu. -Idziemy dzisiaj wieczorem, tak około 19, przywitać nowych sąsiadów z na przeciwka! - dodała po chwili i wyszła. Dosiadłem się do grających na xbox`ie chłopaków i tak zleciał nam mniej więcej czas do wyjścia. Za 15, 19. Delly gania mnie już pół godziny i mówi co mam zrobić, założyć itd. Kocham ją, ale czasem mam ochotę ją udusić! Wreszcie się zdecydowała! Alleluja! Wychodzimy z domu i przechodzimy na drugą stronę. Pukam do drzwi sąsiadów, a one po chwili się otwierają. Mój świat legnął w gtuzach... Drzwi otworzył/a...
                          C.D.N

No i jak?! Wiem, że krótki, beznadziejny, ale pisany na telefonie. Siedzę właśnie z kuzynką przed domem cioci i oglądamy jak Amerykańska młodzież popisuje się na deskorolkach. Nawet mi zaproponowali, że mnie nauczą jeździć, ale poddałam się jak nie mogłam ustać na niej. Może jeszcze spróbuję.
Rozdział miał być jak wrócę do Polski, ale moglibyście długo na niego poczekać.
A teraz parę pytań:
1.Kto się spodziewał Rydellington?
2.Kogo w drzwiach zobaczył Ross?
3.Co myślicie o zachowaniu Rossa i Emmy? Kto ma rację?
4.Co powinni zrobić Ross i Em żeby się pogodzić?
5. I jak się dodaje współtwórcę?
Pozdrawiam cieplutko<5
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział VI

Jak nic  mnie zabijecie... 

Cały salon i kuchnia były w… jedzeniu, od sufitu do podłogi. WSZYSTKO!
-Diabły! Do mnie! – wydarłam się, bo sądząc po minie Rydel to ta by nic w związku z tym nie zrobiła. Po chwili stali przede mną w szeregu.
-Coś się stało? – spytała Amanda z głupawym uśmieszkiem.
-Ja Ci zaraz powiem co się stało! Jesteście małymi, naburmuszonymi, niewychowanymi, rozpieszczonymi bachorami! Jeśli myślicie, że ujdzie wam to na sucho to się bardzo mylicie!
-Niby czemu?! Rodzice nam uwierzą, że to Wy to zrobiliście. Tak samo jak uwierzyli w to, że Riker nas niby pobił. – odparła Annabell i uśmiechnęła się przebiegle.
-A tu Was zdziwię! Mam to WSZYSTKO co teraz powiedzieliście na dyktafonie! Więc, albo grzecznie to wszystko posprzątacie, albo pokażemy to rodzicom. – ooo taak… Nie ma to jak szantaż… Ja zabrałam oszołomioną Rydel do jej pokoju, gdzie usiadłyśmy na łóżku, a ona mnie przytuliła i się rozpłakała. Yyy… O co chodzi?
-Zamknij drzwi… Na klucz. – wydukała. Zrobiłam o co blondynka prosiła i wróciłam na miejsce.
-Co się stało Delly? – spytałam z troską.
-No… No… Bo… Ell…
-Co Ell?!
-Ale co ja?! – wpadł nagle do pokoju zdezorientowany brunet. Jak on otworzył drzwi?
-Delly! Co się stało?! – podbiegł do niej, jak tylko zobaczył, że płacze.
-To ja Was może zostawię samych… - powiedziałam i ich zostawiłam. Poszłam do myjących włosy chłopaków.
-Emm… Czemu masz Emma czarne plamy na koszulce? – spytał Rocky. Spojrzałam na bluzkę i faktycznie miałam ślad po tuszu do rzęs.
-Delly płakała. – powiedziałam, a Riker wystrzelił jak z procy i chciał iść do niej, ale Go zatrzymałam.
-Nie! Ratliff jest u niej!
-O to ja też pójdę! – powiedział groźnie na to Ross i Rocky razem.
-Nie! Czemu?!
-Bo jak on jej coś zrobi?!
-Chłopaki!
-Co?!
-To się robi chore! Ell to wasz najlepszy przyjaciel i Rydel także!
-Niech Ci będzie… Mam mocno jeszcze kolorowe włosy? – zapytał się mnie Riker.
-Nie. Ale kolorowe nadal masz. Ile już razy już je myliście?
-20. – odparł Riker.
-25. – powiedział dumnie Ross.
-To ja Cię Ross pobiję! 27! – dodał Rocky.
-15. – burknął Ryland.
                                             ~Oczami Rydel~
Zostałam sama z Ellem. I co ja mu powiem?! Że się w nim zakochałam?! On ma od niedawna dziewczynę! (Wiem, że o tym nie wspominałam ;( zapomniałam ~od aut.)  I to właśnie z tego powodu płaczę…
-Czemu płaczesz? – spytał z troską uwalniając mnie tym samym z uścisku. Ouu… I co ja mam mu powiedzieć?!
-Nieważne…
-Właśnie, że ważne!
-Bo… Bo… Bo… Bo Rocky nie chciał iść ze mną na zakupy… I powiedział, że chyba śnię… Myślę, że on się mnie wstydzi… I to przykre… - fakt, faktem nie skłamałam, bo Rocky nie chciał iść ze mną na zakupy, ale ja Go o to prosiłam jeszcze w L.A!
-Och… Delly… Na pewno tak nie jest. Rocky jest twoim bratem i kocha Cię najmocniej na świecie. Jak chcesz to jak wrócimy do Los Angeles, to pójdziemy wszyscy na zakupy. Oki?
-Jasne.
-Tylko prooszę, nie płacz już. – dodał po chwili, jaki on kochany!
-Dobrze. Idź umyć teraz te włosy. – odparłam, a on pierw mnie przytulając wyszedł. I co teraz robić? Internet!   
-Emma! – zawołałam.
-Tak?
-Oglądasz ze mną film?
-Jaki?
-,,Gwiazd naszych wina”?
-No pewnie. – odparła i przysiadła się do mnie. Włączyłam film i zaczęłyśmy oglądać.
                                             ~Oczami Ell’a~
Wyszedłem z pokoju blondynki i poszedłem z powrotem do łazienki.
-Hej. – powiedziałem.
-Hej. Czemu Rydel płakała?
-Przez Rocky’ego.
-Przeze mnie?!
-Tak.
-Czemu?!
-Bo w Los Angeles nie chciałeś iść z nią na zakupy. Powiedziałeś, że chyba śni i ona mi powiedziała, że myślała, że się jej wstydzisz.
-Och… Mogłem tak nie zareagować. Biedna. Ja się jej nie wstydzę. – odparł smutny.
-Ale… - zamknąłem drzwi. – Mi się wydaje, że z innego powodu płakała. Nigdy się tak nie zachowywała jak ktoś nie chciał iść z nią na zakupy. – dodałem swoją sugestię.
-Pewnie znowu okres ma. – powiedział dotąd nie odzywający się Ross.
-Pogadam z nią o tym wieczorem.
-O tym czy ma okres?
-Nie! Ross! Ty jesteś głupi, czy tylko udajesz?
-Foch Forever. Emma! – krzyknął zrozpaczony pobiegł do niej. –Emma! Ell nazwał nie głupim! Zrób mu coś! – dało się tyko jeszcze słyszeć. Czyli odpowiedź brzmi: Jest głupi.
-Ratliff? – zapytał nagle Riker.
-Si?
-Czujesz coś do Delly?
-Pogrzało Cię?! Ja mam dziewczynę! – no dobra… Może jakieś małe zauroczenie jest, ale po za tym nic więcej nie ma…
-Serio?!
-Tak.
-Zdradziłeś mnie! – załkał Rocky.
-Riker. Też chcesz się jeszcze na mnie fochnąć?
-Nie… Na razie nie mam za co.
-Raliff! – o ho! Przyszła zdenerwowana Emma z Rossem.
-Tak?
-Czemu Go przezwałeś?!
-Bo jest głupi!
-Sam jesteś głupi! Masz przeprosić Rossiego! – walnęła mnie mocno w tył głowy.
-Bo?!
-Nie słyszałeś! Mas mnie pseplosić!
-O God! Z kim jak żyję!? Przepraszam! Pasi?!
-Pasić to się może konik!
-Och! Co za przedszkole! Myć do cholery te włosy i nie gadać!
-Ej! Emma! Czekaj!
-Czego?! – kolejna ma okres?!
-Co zrobiłaś z tymi dziećmi?
-Nabrudziły, to teraz sprzątają.
-Jak Ty to zrobiłaś?
-Szantaż.
-Aha.
-Dzieci! Wróciliśmy! – usłyszeliśmy krzyk Stormie.
-Myjcie te włosy! – powiedziała szybko Em i wyszła.
                                                 ~Oczami Emmy~
Jestem ciekawa czy posprzątali już na dole.
-Delly! Chodź. Idziemy na dół rodzice przyjechali. – oznajmiłam wchodząc do jej pokoju.
-Powiesz mi dlaczego płaczesz? – spytałam jak zauważyłam, że blondynka znów zalewa się łzami.
-Bo Ell ma dziewczynę.
-Ooo… Biedactwo. Może byś z nim na spokojnie pogadała?
-Nie. Idziemy?
-Nie zmieniaj tematu! Ale chodź. – odparłam i zeszłam z Delly do salonu gdzie siedzieli rodzice.
-Emma. Mogłabyś pójść do tego sklepiku obok i kupić sałatę? – spytała moja mama.
-Jasne. Zaraz wracam. – odparłam i wyszłam. Po chwili byłam w sklepiku. Wzięłam sałatę i   zauważyłam bardzo ciekawą rzecz…
-Ile płacę? – spytałam biorąc gazetkę do ręki.
-5 dolarów.
-Proszę. – zapłaciłam i wychodząc ze sklepu, przeczytałam w tej gazecie bardzo ciekawy, bolesny fakt. A mianowicie:
Ross Lynch wraz z rodzeństwem wyjeżdżają do Littleton. Czy jego związek z nie jaką Maią Mitchell się rozpadnie? Ponoć na lotnisku przysięgali sobie wieczną miłość i, że nie ważne co się wydarzy nie rozstaną się. Dzisiaj w wiadomościach o 17:00 na CNN ich pożegnanie na lotnisku, a także spotkanie w Littelton.
Dobra… Tylko nie płacz… Zobaczysz w wiadomościach jak to wyglądało. Która godzina?!
17:30! To teraz sprint do Lynchów! Wbiegłam do domu zostawiając byle gdzie sałatę i włączyłam szybko kanał. Dobrze, że nikogo nie było. Zauważyłam, że rodzice byli w kuchni. A reszta mnie teraz nie interesuję.

R-Ross, M-Maia

M: Ross. Będzie lepiej jak się rozstaniemy.
R: Nie! Ja bez ciebie nie wytrzymam! Kocham Cię…
M: Ja ciebie też, al…

Dobra! Nie chcę tego słuchać! Poszłam szybko do pokoju Ross to wyjaśnić, ale co tam zastałam?! Bardzo ciekawe widoki! A konkretniej Maię w samej bieliźnie, siedzącą okrakiem na Rossie i całującą Go. A blondyn był w samych spodniach, a to jest najlepsze,że już miał jej rozpinać stanik.
-Ross… - powiedziałam tak głośno, na ile pozwoliły mi łzy. Czyli prawie nie słyszalnie.
-E-E-Emma?
-Przepraszam bardzo! Proszę! Nie przeszkadzajcie sobie! Pieprzcie się dalej!  Ja głupia myślałam, że jesteś inny! Jesteś jak wszyscy! Liczy się dla ciebie tylko żeby przelecieć jakąś dziewczynę!
-Nie mów ta…
-Nie?! To co to ma być?! Jeszcze rano mówiłeś mi, że mnie kochasz! Zapewniałeś, że mnie nie zranisz! A tym razem robisz wszystko na odwrót! To koniec Ross…  – nie wytrzymałam i dałam mu porządnie z liścia. Ale nie spodziewałam się tego, że ta dziewczyna podejdzie do mnie, da mi z liścia, przewróci, kopnie porządnie w brzuch i za włosy wyciągnie z pokoju. Najbardziej zabolało mnie to, że Ross nic z tym nie zrobił. Zeszłam, a raczej dowlokłam się do salonu i wyszłam z ich domu. Nie miałam siły i po prostu usiadłam na schodach wejściowych. I płakałam. Płakałam jak głupia. Dobra! Emma! Trzeba wziąć się w garść! I dojść chociaż do domu! Jak pomyślałam tak zrobiłam, i poszłam do swojego domu. Tam wtuliłam się w poduszkę i płakałam. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Mama…
(J-Ja, M-Mama)
J: Halo?
M: Hej córciu. Mam dla ciebie niespodziankę.
J: Jaką?
M: Pakuj się.
J: Po co?
M: Lecimy do L.A na całe wakacje!
J: Super… Kiedy mamy lot?
M: Rano o 10.
J: A co z Kacprem i Jackiem?
M: Też przylecą.
J; Dobrze. To ja kończę. Papa…
Mama już nic nie odpowiedziała, bo się rozłączyłam. Normalnie bym się cieszyła, ale teraz jedyne na co mam ochotę to się zabić… Idę się spakować…
                                               ~Oczami Rydel~
Muszę sobie wszystko przeanalizować… Emma zniknęła, poszła ponoć do siebie… Zaraz kolacja… Chłopaki prawie domyli włosy… Em skręciła rękę…. Ratliff ma dziewczynę… Rocky czuje się zdradzony… Ell właśnie wszedł do mojego pokoju… Ro… Zaraz, zaraz… Ell wszedł do mojego pokoju?!
-Hej… Coś się stało? Chciałeś coś? – spytałam.
-Nie i tak… Czyli nic się nie stało, ale chciałem pogadać.
-O czym?
-O tym dlaczego naprawdę płakałaś?
-Ja powiedziałam Ci prawdę…
-Jasne. Powiedz teraz taką prawdę, prawdę.
-Ale ja powiedziała prawdę!
-Oby dwoje dobrze wiemy, że nie.
-Nie musisz wiedzieć…
-Muszę.
-Nie. Nie interesuj się.
-Właśnie się będę interesował, bo jestem twoim przyjacielem!
-I w tym tkwi problem! – ja serio to powiedziałam?! Tak serio, serio?!
-C-C-Co? Nie rozumiem… - serio gościu?!
-Płakałam, bo Ty masz dziewczynę! Bo się w tobie zakochałam! – wyrzuciłam wreszcie to z siebie i się czuje parę kilo lżejsza. Boże! Co ja narobiłam!?
-Yyy… Wiesz… Rydel… Ja…

A teraz szczerze...  Nie było tego zerwania w planach jak wyobrażałam sobie ten rozdział ;) Przepraszam za błędy ale strasznie trzęsą mi się ręce... Siedzę na lotnisku na laptopie i piszę. Ja zaraz na zawał padnę! Pomocy! Ja nie chcę lecieć! Dlaczego się nie wyspowiadałam?! A jak samolot się rozbije?! Wpadnie do Atlantyku?! Zaginie na trójkącie Bermudzkim?! (chociaż nie wiem czy trasa tego samolotu Go w ogóle obejmuje xdd). W środku będą terroryści?! Ruskie nas postrzelą?! (choć w ogóle to nie w tę stronę) Dobra ciutek histeryzuję.... Odmówiłam cały pacierz. Najwyżej nie dowiecie się co Ell powie Delly... Chociaż ze mną i tak jest dobrze, Wika już się modli półgodziny, ja się zastanawiam czy  ona czasem Mszy Świętej nie odmawia ;) Chociaż tak po cichu liczę, że może spotkam R5 na miejscu... Jadę do cioci! Która mieszka na Labrador Street 17531! A to przecież nie daelko Lynchów! Prawda? Wiem, że się wyprowadzili, ale wiem od cioci, że Stormie i Mark chyba nadal tam mieszkają, więc jest szansa, że Ryland też! Chociaż i tak wiem, że mi nikt nie uwierzy... Dobra, bo zaraz notka wyjdzie dłuższa niż rozdział... Mam parę pytań:
1. Jak się podoba rozdział?
2. Co sądzicie o zerwaniu Rossa i Emmy?
3. Co powie Ell, Delly?
4. Czy reszta rodzeństwa będzie chronić Emmę, czy Rossa?
5. Kto leciał samolotem?! Jest się czego bać?! Jaka jest szansa na napad terrorystyczny?! Ile się ok. leci do L.A?
Pozdrawiam cieplutko <5
Kochałam Was <3
~Suza
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział V

Proszę tylko nie uśnijcie! Nie miałam weny i rozdział wyszedł jaki wyszedł :(

No dobra z tego co zrozumiałam jak Lynchowie opowiadali mam się bać tych dzieci, co nie? Chłopaki przytulili się do siebie i się trzęsą, a Rydel patrzy się na 'diabły' cały czas i trzyma mnie mocno za rękę.
-Emma! Chodź na chwilkę z Delly! – zawołała nas moja mama, a wspomniana blondynka odetchnęła z ulgą. Wstałyśmy od stołu i próbowałyśmy ruszyć do ogrodu. A dlaczego próbowałyśmy?
-Nie zostawiajcie nas samych!
-Jestem za młody i za piękny żeby umierać!
-Myślałem, że nas kochacie! – to oczywiście wykrzyczał Ross.
-Delly! Kocham Cię najbardziej z całego rodzeństwa!
-Jesteś moją ulubienicą!
-Dziewczyny my Was tak kochamy, a Wy nas zostawiacie na pastwę losu!
-Zlitujcie się!
-Delly moja ukochana, najukochańsza, najpiękniejsza istotko na świecie nie zostawiaj mnie! – to krzyknął Ell, a wszyscy dziwnie na niego popatrzyli. Ha! Nawet widziałam tą rządzę mordu w oczach Rikera!
-No nawet już na litość brać nie można… - mruknął Ell i zdał sobie sprawę, że powiedział to przy nas.
-Emmuśu kochany! Nie zostawiaj nas! - chłopcy wyli rozpaczliwie trzymając nas dwie za ręce, a ja z Rydel patrzyłyśmy na nich jak na chorych umysłowo… Chociaż nikogo innego teraz nie przypominali. No co najwyżej małpy z depresją…
-Morda w kubeł! – wydarła się wreszcie Dells, a oni jak na zawołanie zamknęli się i popatrzyli na nas szczenięcymi oczami. No ja nie mogę! Przestańcie się tak gapić! Delly jest najwyraźniej już odporna na takie coś, ale ja nie!
-A teraz ja z Em idziemy do rodziców, a Wy zajmiecie się przeuroczymi istotami, które siedzą naprzeciwko. – powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do ogrodu. W tle słyszałyśmy tylko jęki, m.in. Zdrajczynie! Zemścimy się kiedyś! No to są zdradzieckie żmije!; To osatnie należało do Rockliffa, oni serio są bliźniakami…
-No co tak długo? A nieważne! Macie mięso i przyprawcie je, przyprawy są w kuchni. – odparła Stormie i podała nam 4 tacki z karkówkami, stekami, bekonami itp. I, że ja niby mam dotknąć surowego mięsa?! No chyba ich coś swędzi! Gdy doszłyśmy do kuchni zaczęłam swój wykład na temat dotykania surowego mięsa. Męska część już się zmyła. Choć czy taka męska?
-JA. TEGO. NIE. DOTKNĘ! – wykrzyczałam już w kuchni, a Rydel zaczęła mi pod nos podsuwać to paskudztwo z głupkowatym uśmiechem! Jak mnie zaraz coś trafi, to urządzimy grilla na OIOMIE!
-Przestań! – wydarłam się wreszcie.
-Czemu nie chcesz mięska? Hę? Hę? – zaraz mi to na siłę do buzi wpakuje!
-Bo nie lubię! – krzyknęłam i dopiero zdałam sobie sprawę jak to zabrzmiało…
-Ty… Ty… Ty jesteś wegetarianką? – spytała ze skruchą w oczach.
-Nie!
-To czemu nie dotkniesz mięsa?
-No, bo… Ehh… To głupie…
-No mów! Przed rodziną nie można mieć tajemnic. – rodziną? Wzruszyłam się…
-Czy Ty… Nazwałaś mnie rodziną? – zapytałam niepewnie.
-Popędziłam?
-Nie. Cieszę się, że mam taką siostrę… - odparłam i przytuliłyśmy się.
-Bo się wzruszę… - powiedziała, a w oczach miała łzy.
-Ja już się wzruszyłam.
-Dobra koniec tych czułości. Mów czemu nie tkniesz mięsa!
-Kto powiedział, że nie tknę?! Nie tknę surowego mięsa.
-No to jesz kilogramami mięso, a nie dotkniesz surowego?
-No, bo to jest takie obślizgłe, jest takie bleee… Zakrwawione i w ogóle!
-Hahahaha! – no zaczęła się bezczelnie ze mnie śmiać!
-Już Ci przeszło?
-Ja to zrobię. Idź sprawdzić jak radzą sobie chłopcy! – wydukała rozbawiona. No co w tym śmiesznego?! A dobra! Gdzie są nasi dzielni mężczyźni? Dobraaaa… Co to za odgłosy na strychu?! Wbiegłam czym prędzej we wspomniane miejsce. A tam… Dosłownie załamałam ręce. Chłopaki siedzieli na krzesłach z taśmą na ustach i związanymi kończynami. Serio?! Ja nie wiem czy mam się śmiać, płakać,  bać, czy raczej uciekać… Wszystkie opcje są bardzo możliwe. Zapomniałam dodać, że Riker ma różowe brwi i włosy, Ell fioletowe, Rocky czerwone. Hmm… Nawet mu do twarzy… Wygląda jak ten Polski... No jak on się nazywał... No Wiśniewski... Ten Wiśniewski co miał czerwone włosy... No jak on miał na imię?! A! Już wiem! Michał Wiśniewski! Dobra! Nie teraz! Rossy ma zielone, a RyRy… Yyyy?... Brokatowe.
-Rydeeeeellll!!!!!!! – zaczęłam się drzeć, a blondi zaraz pojawiła się obok mnie.
-O w mordę jeża… - stała z rozdziawioną buzią na szerz, zakrywając ją ustami.
-Słuchać niewychowane bachory! – i wzrok wszystkich obrócił się na mnie.
-Myślałam, że się dogadamy! Teraz wszyscy do kąta! Już! – krzyknęłam i trochę się zdziwiłam, bo niby męska część zaczęła podskakiwać do kątów na krzesłach. Serio jestem aż taka straszna?
-No nieźle. – powiedziała Delly z podziwem.
-Nie o Was małpy nieogolone mówiłam! – wydarłam się i z Rydel poszłyśmy ich rozwiązać. Przez to całe zamieszanie nauczyłam się chodzić w szpilkach, ale jak sobie o tym przypomniałam poleciałam z hukiem na ziemię. Au! Moja ręka! Od razu podbiegł do mnie rozwiązany już Ross. Dostałam sms’a od swojego byłego, który był ze mną dla zakładu.
(O! Teraz jest na odwrót i wyrazy pisane kursywą są po Polsku. Zapomniałam dodać wcześniej :P ~od aut.)
Od: Darka (zjebańca przez którego płakałam):
Hej kotku! Jak tam ci leci czas?! Mam nadziejem, że kiepsko :D Mi zajebiście! Przeleciałem już od twojego wyjazdu 30 dziwek! Brakuje tylko ciebie i paru dziewczyn na mojej liście  a jak już Was przelece  powiem dumnie, że przeleciałem całom szkole! Kiedy bedziesz ty? Mam nadzieje że nadal mnie kochasz! I hejt ju! Jakbyś była normalna, a nie dziwkom byś pewnie zrozumiała co Ci napisałem :)
Momentalnie poczułam łzy w oczach. Co za pieprzony analfabeta! Nawet nie wie jak się pisze nienawidzę cię po angielsku! Rozpłakałam się na dobre. Trochę z bólu ręki spowodowanym upadkiem, ale głównie przez tego debila. Wszyscy się pytają co mnie boli. Serce mnie boli... Podałam Rossiemu telefon z wiadomością. On tylko przeczytał i dał Rikerowi. Czyli to on jest specem od Polskiego. Jak to przeczytał zbladł i mnie przytulił, a z Rossa już się kopciło.
-Boże. Co za pajac i niewychowany dupek. Em nie płacz przez niego. Nie warto. – zaczął mnie pocieszać, a reszta się dziwnie na nas patrzyła.
-Co tam pisało? – spytał po chwili Rocky. Riker im przetłumaczył wiadomość i wszyscy mnie przytulili.
-Skarbie nie martw się, nie pozwolę Cię mu skrzywdzić. – powiedział Ross i mnie pocałował.
-Nic Cię nie boli po upadku? – zapytała Delly.
-Trochę, bardzo ręka. Nadgarstek. – wyjaśniłam, a Rossy wziął mnie na ręce i kierował się w stronę samochodu. Lynchowie i Ell pobiegli za nami. Riker usiadł za kierownicą, obok niego Rydel, za nią Rocky, Ross ze mną na kolanach po środku, a obok RyRy. Ell wcisnął się pomiędzy Rylandem, a drzwiami.
-Gdzie my jedziemy? – spytałam, bo wszyscy wiedzieli oprócz mnie. Normalnie jak jakaś uprowadzona…
-Do szpitala. – odparł uśmiechając się szeroko Ross.
-Ross, mnie boli tylko ręka. Nie przesadzajcie.
-A jak to złamanie?
-Tak, oczywiście…
-No widzisz? Sama się przyznałaś. Jesteśmy. – on serio nie kuma sarkazmu? Wysiedliśmy z samochodu, Ross oczywiście niósł mnie na rękach. Doszliśmy do jakiegoś gabinetu i weszliśmy do środka. Znaczy oni weszli. Tak bez kolejek i czekania?

-Dzień dobry. Siadajcie i mówcie co się znowu stało. Czemu macie kolorowe włosy?! – powiedział znudzonym tonem lekarz.
-Jak to znowu? – spytałam ciekawa.
-Lynchowie to stali klienci. Raz w tygodniu wpadają. – ooookey… Czyli wizyty w szpitalu będą codziennością?
-Emma biegła, wywróciła się i mówi, że boli ją nadgarstek. A z włosami to dłuuuga historia. – wytłumaczył Rocky. Hello! Ja z tego co wiem to umiem mówić!
-Aha. Pokaż rękę. – odparł, a ja zeszłam Rossowi z kolan i podeszłam do lekarza. Zaczął mi wyginać nadgarstek. Cholera! Jak to boli!
-Au! – nie wytrzymałam i krzyknęłam.
-Hmm… Skręciłaś tylko nadgarstek. Zaraz Ci zaopatrzę i będziecie mogli wracać do domu. – stwierdził po chwili namysłu i poszedł do jakiegoś pokoju. Wrócił z bandażem.
-Ciesz się, że nie trzeba nastawiać. Rocky wie co to znaczy. – pokazał na szatyna, a on spalił buraka. Owinął mi szybko rękę.
-Do widzenia. Mam nadzieję, że tym razem się tak szybko nie spotkamy. – dodał po chwili, a Ross znowu wziął mnie na ręce. Przez całą drogę do domu nikt się nie odzywał. Każdy pewnie myślał jak wytłumaczyć to rodzicom. Gdy wreszcie dojechaliśmy wysiedliśmy z auta i weszliśmy do domu. Tam dzieci oglądały telewizję, a dorośli stali zniecierpliwieni przy drzwiach. Czemu Ross mnie cały czas nosi?!
-Tłumaczcie się. – powiedziała stanowczo Stormie.
-Bo… Bo… - nie mogłam się wysłowić.
-Czemu macie kolorowe włosy?! – wybuchła moja mama.
-Nooo… To bawiliśmy się w chowanego i Emma biegła, i się przewróciła, i skręciła rękę, i byliśmy w szpitalu.
-A czemu macie kolorowe włosy? – o! Jakaś nowość! Moja mama mówi spokojnym tonem.
-Bo bawiliśmy się z maluchami w farbowanie włosów! – wykrzyknął szczęśliwy Ell.
-Powiedzmy, że wam wierzę. Idźcie zmyć tą farbę. Bo chyba zmywalną sobie malowaliście? – uuu… To mają przesrane…
-No pewnie! To my idziemy się umyć! – krzyknął Ross i pociągnął wszystkich do swojej łazienki.
-Okej! Jak TO zmyć!? – zaczął się drzeć.
-Poczekaj! Tu jest pudełko po tej farbie! – krzyknęłam kiedy zauważyłam pudełeczko. Ojoj…
-Zmyje się po 40 myciach. – powiedziałam. Riker pił wodę, którą od razu wypluł.
-40!?
-No… Tak tu pisze…
-Pokaż!
-Masz.
-No to chłopcy. Powodzenia w myciu włosów. Chodź Em. Zjemy coś – powiedziała szybko Delly i pociągnęła mnie za rękę do salonu.

-O. MÓJ. BOŻE! – wykrztusiła tylko Delly. Co to ma być?!
I jak? Wiem, że miał być wczoraj, ale przyjechała do mnie rodzina i młodsza kuzynka zakosiła mi laptopa, a za nim oni pojechali to do drugiej zeszło ;( Przepraszam, że krótki, ale następny będzie dłuższy. Proszę o szczerą opinię w  komentarzach. Następny postaram się dodać do niedzieli. Z racji, że dzisiaj zaczęły mi się ferie, przez następny tydzień nie będzie rozdziału, bo wyjeżdżam, ale w drugim tygodniu postaram się dodać :D Jeśli macie jakieś pytania, pomysły na następny rozdział, czy coś w tym stylu to piszcie w komentarzach ;) Pozdrawiam cieplutko <5
~Suza

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział IV

-Co to ma być?! – krzyknęła Stormie.
-Emm… Bałagan? – odpowiedział Ross. Zaraz będzie miał jeszcze bardziej przerąbane…
-Widzę, że bałagan!
-To czemu się pytasz? – jego niewiedza mnie rozwala.
-Ehh… Macie to posprzątać, bo dzisiaj na obiad przychodzą rodzice Emmy i jeszcze takie małżeństwo…
-Z dziećmi? –spytał Rocky.
-Tak z Annabell, Tosią, Amandą, Piotrkiem i Sewerynem.
-Nieee!!! – krzyknęli wszyscy rozpaczliwie.
-A wy się nimi zajmiecie.
-Dlaczego?! Co my złego zrobiliśmy?! Nie chcę jeszcze umierać! To Ross i Emma nabrudzili! – krzyknął Rocky. No dzięki gościu!
-Tak, ale ja jestem sprawiedliwa i wszyscy się nimi zajmiecie. Koniec dyskusji! Ross i Emma posprzątajcie kuchnię, a ja z waszym ojcem idę na zakupy. – odparła pani Lynch i wyszła z mężem z domu.
-Myślałam, że wasza mama jest mniej surowa… - powiedziałam zszokowana.
-Też tak myśleliśmy.
-By the way… Kto to te dzieci, i czemu nie chcecie się nimi zajmować? To tylko dzieci.
-To nie dzieci, to diabły. - powiedział z wyrzutem Ell.
-No bez przesady.
-Raz zamknęły mnie w szafie. Siedziałem tam z dwa dni! -  Mówił Rocky.
-Mi skleiły końcówki włosów klejem! – dodała Rydel.
-Ja przez nie miałem szlaban na trzy tygodnie. – powiedział Rik.
-Za co?
-Za to, że niby je pobiłem!
-Nie unoś się tak!
-Dobra, Em i Ross, życzę miłego sprzątania, a my idziemy do kina. – powiedział Ell obejmując Rydel  ramieniem. Coś się kroi! Riker, Rocky i Ross patrzyli na nich już cali czerwoni i wyglądali jakby mieli zaraz wydrapać oczy biednemu Ellowi, jak ten to zauważył od razu wziął rękę z ramienia Delly.
-To idziemy. – powiedziała Rydel i wyszli, zostaliśmy z Rossem sami w kuchni.
                                             ~Oczami Rydel~
Moi cudowni braciszkowie (tak, to sarkazm), potrafią wszystko spieprzyć! Jedziemy właśnie six’em do kina, ale chłopaki zaproponowali kino tylko dlatego żeby nie pomagać w sprzątaniu. Jej! Dojechaliśmy. Weszliśmy do kina i zaczęliśmy wybierać film który obejrzymy.
-Może… Hmm… ,,Spongebob Kanciastoporty’’? – zaproponował Ryland.
-Nie… Może… ,,Klątwa Jessabelle’’? – spytał tym razem Rocky. Tak! Powiedzcie tak! Powiedzcie tak!
-No dobra. Rydel zgadzasz się? – po raz pierwszy Riker pyta się mnie o zdanie, w ogóle pierwszy raz jestem pytana o zdanie w wyborze filmu…
-No okej… - Jezu jak ja się cieszę, że to wybraliście! Skąd to szczęście? Przecież nienawidzę horrorów… A stąd, że będę mogła przytulić się do Ella! Aaaa!!! Wiem cieszę się jak bym była jego fanką. No, a jak inaczej… Pamiętaj! Ell to przyjaciel! Ale jak czuje coś do mnie, tak jak ja do niego?! No błagam! Nie łudź się, że on coś do ciebie czuję! A jeśli? A nawet jeśli to twoi cudowni bracia Go do ciebie nie dopuszczą! Riker Go rozszarpię. Rocky poskłada i zakopie żywcem, a Ross Go odkopie i da wygłodniałym zwierzętom na pożarcie. A ciebie zamkną jak niewolnicę w pokoju, choć wtedy to będzie izolatka! Ja do tego nie dopuszczę! Przypomnij sobie ile razy i co robili twoim kolegom. Być może to będzie koniec R5! Niby dlaczego? Proste! Jak z tobą zerwie, albo chociaż cię zrani, twoi bracia Go znienawidzą! Ugh! Zamknij się głosie! Ze mną już coraz gorzej, gadam sama ze sobą… Z rozmyślań wyrwał mnie głos Rikera.
-Delly? – mówił w kółko coraz bardziej zaniepokojonym głosem.
-Co?
-Już się bałem…
-O co chodzi?
-Pan cię prosi żebyś mu dała bilet. Stoimy tu jakieś 10 minut.
-Yyy… Aha! Już! Proszę! – dałam temu facetowi bilet. Nawet nie skapnęłam się, że przeszliśmy do kasy, bo najwyraźniej byłam zbyt zajęta rozmową ze samą sobą. Weszliśmy wreszcie na salę. Usiadłam pomiędzy Ellem, a Rikerem.
-Delly? – usłyszałam nagle Rikera.
-Tak?
-Usiądziesz obok Rocky’ego?
-Czemu?
-No nie wiem, tak jakoś… - ja dobrze wiem z jakiego powodu! Cierp teraz Ty pulpecie niedosmażony! Po paru minutach filmu, stał się on naprawdę straszny, od razu przytuliłam się do Ratliffa. Jak widziałam wzrok moich braci, którzy patrzyli na nas co pięć minut, to mi się śmiać chciało, byli cali czerwoni. Jedyny Ryland normalny. Film wreszcie się skończył, myślałam, że nie będzie taki straszny, a jednak… Wreszcie wracamy do domu, po filmie nikt się nie odzywał. Przez całą drogę tak samo, i w końcu jesteśmy w domu. Wbiegłam  sprintem do swojego pokoju i zaczęłam przegrzebywać szafę. Nie mam się w co ubrać! O! Ktoś puka!
-Proszę! – krzyknęłam, a zza drzwi wyłonił się Rik. I teraz będzie wyznawanie sekretów…
-Hej…
-Hej. Siadaj. – odparłam, a blondyn usiadł na łóżku, a ja na fotelu obok.
-Możemy pogadać?
-Jasne. Co chciałeś? Coś się stało? Jakaś dziewczyna?
-Nie… Bardziej chciałem pogadać na temat dotyczący ciebie… - uuu… Będą kłopoty… Już wiem na jaki temat będziemy gadać. Na temat Ella… I jak ja mam mu kłamać w żywe oczy?! Nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic. No okej, może mi coś doradzi? Dobra nie oszukujmy się.
-To co chciałeś?
-Nie będę owijać w bawełnę… Podoba ci się Ell? Albo inaczej. Czujesz coś do niego? – i co ja mam mu powiedzieć?! Tak, zakochałam się w Ellu. I zaraz będzie wizyta na pogotowiu.
-Nie.
-Rydel, nie kłam. Przecież widzę, że ostatnio się trochę inaczej przy nim zachowujesz. Rumienisz się jak cię on przytula, lub obejmuję ramieniem. – mówił to spokojnym i jakby zmęczonym tonem, lub takim rozczarowanym.
-Riker! Czy ty siebie słyszysz?! Nie czuję nic do Ratliff po za przyjaźnią! – oszukuję samą siebie.
-Rydel, mnie nie oszukasz, znam cię zbyt długo. Ty po prostu chcesz oszukać samą siebie. – czy on mi czasem nie czyta w myślach?
-Pomożesz?
-W czym?
-W wybraniu sukienki.
-Nie wmawiaj mi też, że nie masz się w co ubrać? – zaśmiał się.
-No, bo nie mam.
-To usiądź, a ja ci coś znajdę. – odparł rozbawiony i zaczął mi przegrzebywać szafę. Po 10 minutach dał mi ten zestaw:
Szybko poszłam do łazienki się przebrać. No nie powiem, Riker ma gust.
-Ślicznie. – powiedział jak mnie zobaczył.
-Dziękuję. Goście już są?
-Są.
-Dzieci też?
-Demony też…
-Hah. Idziemy?
-Jasne. – zeszliśmy na dół i usiedliśmy przy stole, brakowało tylko Rossa i Emmy. O już idą.
                                        ~Oczami Emmy. Dwie godziny wcześniej…~
-Kiedyś mu te oczy wydłubię… - mruknął Ross, jak wszyscy wyszli.
-Czemu? I komu?
-Ellowi!
-Za co?
-Za nie trzymanie łap przy sobie.
-Mam takie pytanie…
-To pytaj. – uśmiechnął się do mnie ciepło zeskrobując resztki jedzenia z podłogi.
-Co byś zrobił chłopakowi który by zrobił coś Delly?
-Rozwalił mu łeb, resztki rozszarpał, poskładał z powrotem żeby ożył i zakopał żywcem w ziemi, po tygodniu odkopał i dał reszcie moich braciszków na gorsze tortury. Jak by z nim skończyli poszedł bym z nim do zoo i rzucił hienom na pożarcie. – powiedział jakby nigdy nic, a ja parsknęłam śmiechem.
-No co? Taka prawda.
-Wiesz, że moi bracia to samo zrobią z tobą jak mnie skrzywdzisz? – spytałam, a on spojrzał na mnie zaskoczony i przerażony, a ja wybuchłam śmiechem wyobrażając to sobie.
-Oni mi nigdy nic nie zrobią. – powiedział pewnie.
-Niby… Hahaha… Czemu tak… Hahahh… Uważasz?
-Bo ja cię nigdy nie skrzywdzę. – odparł podchodząc do mnie i czule mnie pocałował.
-Mam nadzieję.
-O ile ty mnie nie skrzywdzisz…
-Nie ma mowy.
-Widać postęp w sprzątaniu.
-Masz rację. Która godzina?
-14:35.
-Na którą przychodzą goście?
-Nie wiem, ale jak ktoś do nas przychodzi na obiad to zazwyczaj na 16, więc musimy się sprężać.
-Taa… Ja muszę iść się jeszcze do domu przebrać.
-Też się muszę przebrać. – powiedział i szybko wzięliśmy się za dalsze sprzątanie. Po godzinie skończyliśmy.
-To ja już idę do siebie. Pa Ross. – powiedziałam pospiesznie i wbiegłam z domu. Weszłam do domu, a tam zastałam wychodzących już rodziców.
-Emma?! Jak ty wyglądasz?! – krzyknęła moja mama, no tak zapomniałam się umyć.
-Nie mam czasu! Późnej wyjaśnię! – odkrzyknęłam i pobiegłam do siebie. Wbiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic i umyłam włosy. Gdy skończyłam, owinęłam się w ręcznik i wysuszyłam włosy. Weszłam do pokoju i zaczęłam przegrzebywać szafę. Co ja na siebie włożę?! Po przeszukaniu całej szafy wreszcie się na coś zdecydowałam. Była to ta sukienka:
(bez bolerka i kwiatka ~od aut.)
-Tylko teraz pytanie… Jak ja mam w tym chodzić? I skąd ja mam w ogóle te buty? Aaa… przecież Wiktoria mnie kiedyś na zakupy wyciągnęła to mi na siłę je kupiła. Super. Gadam sama do siebie. Może cudem się nie wywrócę… - po przebraniu się zeszłam gotowa na dół, gdzie czekali na mnie rodzice, ale jak ja zeszłam to pozostanie na zawsze tajemnicą. Zapukałam do drzwi i po chwili otworzył nam Ross. Zaczął się na mnie gapić, a z jego kącika ust leciała mu ślina.
-Ross? Bawisz się w buldoga?
-Eee… Co?! Jak?! Gdzie?!
-Pytam, czy bawisz się w buldoga? – on na to podrapał się nerwowo po głowie i zarumienił się, wycierając ślinę.
-Ślicznie wyglądasz.
-Ty też niczego sobie. – odparłam, a blondyn mnie pocałował. Ups… Zapomniałam, że za mną stoją moi rodzice… Jak się obejrzałam nie było ich. Hmm… Nie zauważyłam kiedy weszli do środka.
-Idziemy?
-Tak. – odparłam, a blondyn pociągnął mnie za rękę do środka.
-Czekaj! Ross! – zawołałam za nim weszliśmy do salonu, a on się chaotycznie zatrzymał przez co nie utrzymałam równowagi i wpadłam mu w ramiona.
-Nic ci nie jest? – spytał z troską.
-Nie, jeszcze nie umiem chodzić w tych butach.
-Hahaha…
-No nie śmiej się!
-No już dobra, co się stało, że tak nagle mnie zatrzymałaś?
-Twoi rodzice wiedzą, że my jesteśmy razem?
-Nie, a twoi?
-Nie.
-Powiemy im teraz?
-Tak. Ej w jakim wieku są te dzieci.
-Emm… Annabell ma 11 lat.
-Czyli można powiedzieć, że jest prawie w naszym wieku?
-Tak. Tylko wygląda na o wiele młodszą.
-Czemu?
-Ma pewne braki w wyglądzie.
-Aha.
-Ty przy niej jesteś dorosła.
-Okej… Wiem o co chodzi, bo nie wiem dlaczego są 14 latki które w życiu nie wyglądają na swój wiek, i są takie które są dojrzałe, ze względu na wygląd.
-Wiem, ty zaliczasz się do tych dojrzalszych, masz bardzo ładną figurę, a tym bardziej powyżej pasa. – powiedział uśmiechając się głupkowato.
-Gdzie się gapisz?!
-Na twoje piersi… - jeszcze ma czelność się przyznawać?! Dałam mu z liścia.
-Au!
-No co?
-Silna jesteś…
-No przecież wiem.
-A jaka skromna.
-Skromniejsza od ciebie.
-No to wracając do tematu. Tosia ma 10 lat, Amanda ma 8 lat, Piotrek też 10, a Seweryn 7 lat.
-Aha... Mam się bać?
-Tak. Chodź! – krzyknął i pociągnął mnie za rękę do jadalni. Stanęliśmy na środku i Ross zabrał głos.
-Chcieliśmy wam coś ogłosić! – krzyknął, a wszystkie pary oczu zostały na nas skierowane.
-Ja i Emma jesteśmy razem! – ku mojemu zdziwieniu rozległy się głośne oklaski. Usiedliśmy do stołu i wszyscy zaczęliśmy jeść, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Myślałam, że będzie to jakaś wyrafinowana rodzina, a  tymczasem atmosfera była luźna
-Może pójdziemy na taras, a Mark, Dawid (tata Emmy ~od aut.) i Irek (tata tych dzieci ~od aut.) rozpalą ognisko, albo grilla? – zaproponowała Stormie.
-Tak, dzieciaki kochają jedzenie z ogniska.

-To zajmijcie się dziećmi, a my idziemy na dwór. – odparła Stormie zwracając się do mnie, Lynchów i Ella.
I jak? No nie powiem, długi mi chyba wyszedł.  Nie spałam dwie noce, ale jest! Napisałam bym go szybciej, ale co chwila coś zmieniałam. Większość pomysłów podsunęła mi Wika. Widzisz wykorzystałam w nagrodę twoje imię! Nie mam zielonego pojęcia jak ma wyglądać kolejny rozdział, więc możecie pisać propozycje w komentarzach. Albo co zrobią te dzieci Lynchom, Emmie i Ratilffowi? Życzę miłego dnia, czy tam wieczoru, zależy kto kiedy czyta ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział III

Rozdział III
Po tym zdaniu momentalnie w oczach zebrały mi się łzy.
-C-c-co? – wydukałam i pierwsza z łez zleciała po moim policzku.
-Nie płacz. Proszę cię. – powiedział i mnie przytulił.
-Przecież tu macie swoje pokoje.
-Tak, bo kiedyś tu mieszkaliśmy.
-Aha. Kiedy wyjeżdżacie i gdzie?
-Za cztery dni, do Los Angeles.
-Czyli nadal nie będę miała przyjaciół…
-Hej. My zawsze nimi będziemy. – rozpłakałam się jeszcze bardziej i mocniej wtuliłam w blondyna. Kątem oka zauważyłam Rossa, szybko do niego podbiegłam i go przytuliłam.
-Riker ci powiedział?
-Tak. Ross, my będziemy musieli się… - nie dokończyłam, bo blondyn mnie pocałował.
-Nie. Damy radę. Nie wytrzymam bez ciebie.
-Może masz rację.
-Ja ją zawsze mam.
-Wątpię.
-Ale nie udowodnisz.
-Mam świadków w postaci twojego rodzeństwa.
-Niech ci będzie… - uśmiechnęłam się przez łzy do niego szeroko, co odwzajemnił. Zaczęliśmy sobie patrzeć głęboko w oczy.
-Jacy oni słodcy! – usłyszałam pisk Rydel. Oderwaliśmy się od siebie i jak się obejrzałam zauważyłam, że wszyscy stoją na około nas. Kiedy oni przyszli?
-Kocham cię. – powiedział Ross.
-Ja ciebie też kocham.
-A ja rzygam tęczą… - powiedział Rockliff. Ciekawe jak ludzie potrafią się zgrać… Na ich wypowiedź wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Niedługo was też to czeka. – odparł Ross jak się trochę opanował.
-Z kim? – i znowu w tym samym czasie…
-Myślałem Ell, że się domyślisz…
-Spadaj!
-Sam się zbadaj!
-Ja nie lekarz, tylko bębniarz!
-Hahaha!!! – znowu wszyscy się śmialiśmy.
-Rossy?
-Tak misiu?
-Zrobisz swoje słynne naleśniki?
-Nie chce mi się…
-No pllooosięęę!!!!!
-A co dostanę w zamian?
-A co byś chciał?
-No nie wiem… Może buziaka? – powiedział i nastawił usta.
-To sobie go weź! – krzyknęłam i zaczęłam przed nim uciekać. Przyznam, że szybki to on jest, ale za wolny żeby mnie dogonić. Wiem, że to dziwne, ale jestem szybsza od chłopaków. Ganialiśmy się z dobre dziesięć minut, przez przypadek się na czymś poślizgnęłam, blondyn mnie wziął na ręce i zaczął nieść w stronę basenu. O nie! Ja się tak łatwo nie daję! Nie wyrywałam się, bo miałam plan,  to i tak na nic, bo czy tak, czy tak mnie wrzuci.
-Dasz po dobroci tego buziaka? – spytał trzymając mnie nad basenem.
-Nie dam! – krzyknęłam, a on mnie wrzucił, oczywiście według mojego świetnego planu pociągnęłam go za sobą.
Po wynurzeniu się z wody KTOŚ pociągnął mnie za nogę tam z powrotem, po czym do mnie podpłynął i mnie pocałował.
-Musiałem sobie sam wziąć buziaka... - powiedział smutny, smutnym tonem (hahah... jakie to skomplikowane... - od aut.)
-Oj, no nie smutaj... - podpłynęłam do niego i pocałowałam Go czule.
-Od razu lepiej! To z czym chcesz naleśniki?
-Zaskocz mnie.
-Nie boisz się, że przytyjesz?
-Czy Ty mi coś sugerujesz?!
-Eee... Może?.... Znaczy.... Yyy... Nie?... Tak! Znaczy nie! Nic Ci nie sugeruje! - się plączesz w zeznaniach koleżko... Jak napotkał mój groźny wzrok, to tylko podrapał się nerwowo po głowie i dodał zmieszany:
-To ja już pójdę robić śniadanie... - jak wszedł do domu zauważyłam, że przy basenie stoi Delly i po wyjściu Rossa zaczęła się śmiać jak opętana.
-Szacuneczek Em, boi się ciebie.
-Dzięki. Dasz mi coś na przebranie?
-Jasne. Chodź. - wyszłam z basenu i owinięta w ręcznik poszłam za blondynką. Po przebraniu się leżałam na jej łóżku rozmyślając. I co ja bez nich zrobię jak wyjadą?! Ross jest taki słodki, tym bardziej jak się mnie boi. Uwielbiam tą rodzinkę, choć znamy się jeden nie cały dzień, to mogę powiedzieć o nich przyjaciele. Dobrze, że jutro się kończy rok szkolny, teraz dwa miesiące odpoczynku, jak dobrze. Chcę wrócić do Polski, bo nie wierzę, że ich kiedyś spotkam, a tam mam chociaż Wiktorię... Długo nie widziałam swoich braci, no może jakieś dwa dni, ale się za nimi stęskniłam. Nie widziałam ich dlatego, że zostali u cioci w Polsce, no w końcu nie wiemy czy będziemy tu mieszkać. Jeśli tak to oni przylecą, ale za nic nie żałuję, że tu przyjechałam. Poznałam cudownych ludzi, którzy MNIE akceptują, nie jakąś inną tylko prawdziwą mnie i to mnie cieszy. 
-Em! Śniadanie!
-Idę! - usłyszałam krzyki Rossa, zeszłam na dół i usiadłam przy stole. Przede mną pojawił się talerz z naleśnikami. Coraz bardziej Go kocham! Moje naleśniki wyglądały tak:
-Kocham cię Rossy! - pocałowałam Go. Zwykłe naleśniki, a ile mogą dać szczęścia...
-Ja ciebie też.
-A ja jak już mówiłem rzygam tęczą! - krzyknął tym razem sam Rocky, bo Ella gdzieś wcięło. W sumie byłam tam tylko ja, Ross, Rocky i Rydel.
-Gdzie Ell? - spytałam.
-Pojechał gdzieś z Rikerem, nie wiem nie słuchałem ich.
-A Ryland?
-Na treningu. Smacznego skarbie. - odparł Ross całując mnie w policzek.
-Dziękuję. – Ross usiadł obok mnie. Jak zjadłam naleśniki  blondyn wziął mnie za rękę i poprowadził do kuchni.
-Ross? Co ty robisz?
-Upiecemy babecki? – spytał z nadzieją jak mały chłopiec i zauważyłam w jego oczach skaczące iskierki.
-Dobra. – Co w niego wstąpiło?! Po tym zdaniu zaczął skakać przede mną, a oczy mu się świeciły jak gwiazdki.
-Ross! Uspokój się!
-To piecemy?!?!?
-Tak, ale się tak nie podniecaj!
-No dobze…
-I mów normalnie. – zaśmiałam się.
-Oki. Chodź. – zaczęliśmy robić ciasto na babeczki. Zaczęłam po kilku minutach nakładać ciasto do foremek i nagle poczułam rozbijające się jajko na mojej głowie, odwróciłam się i dostałam mąką w twarz (Skąd ja to Wika znam? ~ od aut.).
-Ross!
-No co? – spytał jakby nigdy nic się nie stało. Teraz to mnie wkurzył! Wzięłam resztki ciasta i wylałam na niego.
-Ooo… Tak się bawić młoda damo nie będziemy! – krzyknął i wylał na mnie olej. Przegiąłeś gościu! Wzięłam słoik z miodem i wylałam na niego. Jego mina, bezcenna. Ross wziął opakowanie z czymś białym i wysypał na nie, jak zauważyłam był to cukier. Ja za to wzięłam wielki słoi z mąką i wysypałam na niego, zaczęliśmy w siebie rzucać wszystkim, nawet babeczkami które zrobiliśmy. Cała kuchnia była w jedzeniu.
-Roooossss!!!!! – usłyszeliśmy wrzaski i przestaliśmy, w wejściu do kuchni stali wszyscy Lynchowie i Ellington. No to po nas...
 Wiem, że krótki... Nie mam pojęcia kiedy będzie następny, ale może jutro coś dodam... Ja napisałam drugą połowę, a Wika pierwszą. Obie jesteśmy chore i siedzimy u mnie w domu. Hahahah... Wczoraj taka sama wojna na jedzenie odbyła się u mnie wieczorem w domu, jak rodzice wyjechali do cioci. Ja rozglabałam jajka na Wiki włosach. I jak się podoba rozdział? Czy Emma wróci do Polski? Jak będzie wyglądało rozstanie Em i Lynchów? Czy w ogóle się pożegnają? Pamiętajcie o tej akcji!!! Spamujcie ile możecie!!!

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział II

Cały wieczór  oglądaliśmy filmy, były to z reguły horrory. Nie sądziłam, że można się z kimś zaprzyjaźnić w tak krótkim czasie, a jednak… Zresztą myślałam, że nie będę mieć w ogóle przyjaciół. Właśnie kolejny film dobiegł końca, moja mama z ich rodzicami poszła do mnie.
-To co teraz robimy? – zapytał Riker.
-Gramy w butelkę! – krzyknął Ell i Rocky, dowiedziałam się, że mówią na tę dwójkę Rockliff.
-Okey… O ile nie będzie takiego czegoś jak ostatnio! – krzyknął przerażony Riker. Ciekawe co się stało…
-Oj no… Wiesz jak ci do twarzy było w stringach i różowym staniku…- Słucham?!?!?!
-Zobacz Em. Tu mam zdjęcia. – powiedział Ross i dał mi swój telefon ze zdjęciami.
-Oślepłam!!! Pomocy!!! – zaczęłam się drzeć, a wszyscy się ze mnie śmiali tylko Rikerowi nie było do śmiechu.
-Mam was dość! Kompromitujecie mnie zawsze! Może wstawcie to na twittera, instagrama, facebook’a, lub pokażcie prasie! – krzyknął zdenerwowany, ale w jego oczach widziałam łzy. Pobiegł na górę, a wszyscy nadal się śmiali. Postanowiłam pójść do niego. Weszłam po cichu do jego pokoju, panowała tam ciemność, ale zauważyłam blondyna szlochającego w kącie. Podeszła do niego i go przytuliłam.
-E-E-Emma?
-Tak?
-Czemu przyszłaś?
-Nie mogłam patrzeć jak się z ciebie śmieją… To były zwykłe wygłupy.
-Zrozumiem jak nie będziesz chciała się ze mną, z nami przyjaźnić.
-Dlaczego miałabym się z wami nie przyjaźnić?
-Zrobiliśmy z siebie, a raczej ja zrobiłem z siebie głupka lub jakiegoś… no wiesz o co chodzi…
-Wiem, ale to nic nie wyjaśnia.
-Pewnie przed przeprowadzką miałaś lepszych przyjaciół…
-Ja nie miałam przyjaciół. Znaczy, miałam jedną przyjaciółkę, ale ona musiała się wyprowadzić do babci, bo jej dom spłonął w pożarze i na czas remontu mieszka u babci. (Wiem, że nic o niej nie wspominałam, ale zaraz będzie zakładka bohaterowie - od aut.)
-Naprawdę? Przecież jesteś ładna, zabawna, mądra, nie jesteś taka poważna, nie masz paro warstwowej tapety. Normalnie chodzący ideał. Oczywiście mówię to po przyjacielsku.
-I właśnie w tym problem.
-Nie rozumiem…
-Według wszystkich w mojej szkole jestem brzydka, kujonem, za dziecinna, nie maluję się jak wszystkie dziewczyny i nie ubieram się tak.
-To jak one się ubierają?
-Najkrótsza możliwa miniówka, bluzka odsłaniająca wszystko, szpilki które mają z 20 cm, no może trochę mniej…
-Aha.
-Marzenie, co?
-Nie, ja wolę naturalne.
-Idziemy na dół?
-Okey…
-Nie dopuszczę żeby cię skompromitowali.
-Dzięki. Jesteś dla mnie jak siostra.
-A ty dla mnie jak kolejny brat.
-To ile ich masz?
-Ale biologicznych?
-Tak.
-Dwóch starszych.
-Aha. To chodź. – zeszliśmy na dół, a tam wszyscy siedzieli i chyba na nas czekali.
-Riker przepraszamy. My naprawdę…
-Jest spoko. To gramy?
-Tak! – usiedliśmy w kółku i pierwszy kręcił Ryland. Wypadło na Ella.
-Wyzwanie. – powiedział od razu.
-Okey. Ma ktoś aparat? – podniósł rękę Ross – Świetnie. Ell musisz pocałować w usta Delly. – powiedział, a wspomniana blondynka wypluła sok pomarańczowy.
-S-S-Słucham?! – wydarła się.
-To co słyszałaś, a teraz się całujcie. – Ell zbliżył się do Rydel i ją namiętnie pocałował. Widzę jak chłopaki poczerwienieli ze złości.
-Skończycie w końcu?! – krzyknął Rocky, a oni oderwali się od siebie
-Emma zostaniesz u mnie na noc? – spytała Rydel.
-Nie, nie chcę wam zawracać głowy.
-No proooooszęęęęęęęęęęę!!!!!!!!!!! – zaczęli wszyscy jęczeć.
-Ja muszę jeszcze coś zrobić dzisiaj.
-Dobra, to teraz kręci Ell – powiedziała i zakręcił. Wypadło na Rydel
-Prawda.
-Czy w kimś się zakochałaś? I w kim?
-Tak zakochałam się, jeśli już musicie wiedzieć w kim to tym kłosiem jest... – przedłużała, a wszyscy zaczęli się w nią wyczekująco gapić – Mimi!!!! – Z tego co wiem Mimi, to jej pluszak/króliczek który ma honorowe miejsce na jej łóżku.
-Byście widzieli swoje miny hahahah! - zaczęła się z nas śmiać - Dobra, teraz ja kręcę. - powiedziała i zakręciła butelką. Wypadło na mnie. Mam się bać?
-Wyzwanie. - ostatnio zdarza mi się mówić, nie to co chcę...
-Masz zostać u mnie na noc.
-Rydel, mówiłam ci, że mam coś do zrobienia.
-Co jak co, ale kłamiesz to Ty kiepsko.
-Ehh... Niech ci będzie.
-Jej! To my idziemy spać. Dobranoc! - krzyknęła i pociągnęła mnie za rękę do pokoju i usiadłyśmy na jej łóżku.
-Delly... Znam cię parę godzin, ale widzę, że coś jest nie tak.
-Mogę ci zaufać?
-No pewnie. Spoko nie mam innych przyjaciół, więc nikomu nie powiem.
-Nawet moim braciom, Ellowi?
-Nie powiem. Przyrzekam.
-Rossowi też nie?
-A co On? To, że jest moim chłopakiem, to nie znaczy, że ma jakieś udogodnienia.
-Dobra... To.........
       ~W tym samym czasie na dole~
-Co one się tak nagle zmyły? - spytał rozkojarzony Ross.
-Nie wiem... Ja idę spać. - powiedział Rik i poszedł do siebie. Reszta mu zawtórowała.
                       ~Oczami Emmy~
-Dobra... To...... Podoba mi się Ell.
-Co?!
-No podoba mi się Ell.
-Ty od zawsze do niego coś czujesz?
-Nie. Dzisiaj jak mnie pocałował, czułam takie ciepło. Jakbym się rozpływała.
-Ja takie coś czuję przy Rossie.
-I co ja mam teraz zrobić?! Emma! Ratuj! - wydarła się rozpaczonym głosem, a zaraz po tym do jej pokoju wpadli zdyszani chłopcy.
-Co się dzieje?!
-Przed czym masz ratować Emmę?!
-Kto, kogo gwałci?! - przekrzykiwali się nawzajem. Wyglądało to komicznie, bo przekrzykując się machali `narzędziami`. A mianowicie Ross miał dezodorant, ciekawe jakby chciał tym zabić gwałciciela... Zapsikać na śmierć. Riker miał... kocyk?! Gwałciciela by zagrzał. Ell miał laser.... Coraz bardziej mnie rozwalają. On by Go zamigał na śmierć! Rocky miał doniczkę... Zostawię to bez komentarza... Ryland miał kija do hokeja. Jeden rozsądny! Zaczęłyśmy się z Rydel niepochamowanie śmiać.
-No co!? - krzyknął w końcu Ross.
-Bo...Hahahah...Spójrzcie co... Hhaha...Macie... Hahhahaha!!!! - wydusiłam.
-Ross, co ty byś komuś zrobił dezodorantem? - zapytała Delly.
-No... Oślepił!
-A ty Riker kocykiem?
-Udusił!
-Ell? Laser? Serio?
-No co? Można by było Go tym też oślepić.
-Jedyny Ryland ma przydatną broń.
-Dziękuję. A teraz żegnam państwa. Dobranoc! - Ryland sobie poszedł, a chłopaki przysiedli przy nas.
-A teraz na poważnie. Co się stało? - spytał Ell.
-Ona mi groziła! - krzyknęła Delly pokazując na mnie. Ukatrupie!
-Że co ci zrobi?
-Zacznie mnie łaskotać!
-I to jest powód żeby drzeć się w środku nocy?!
-Tak! Skoro jesteście tacy zmęczeni to idźcie spać! My już krzyczeć nie będziemy! Dobranoc! - krzyknęła Rydel, a oni uciekli z piskiem. No nie powiem wyglądała to ona strasznie...

-A się ciebie boją! – zaśmiałam się.
-Też sobie takie coś wyrób. Będziesz miała Rossa w paluszku. Na niego wystarczy krzyknąć, albo strzelić focha i zrobi wszystko co chcesz. Natomiast Rockliffowi trzeba pogrozić, na przykład tym, że przez tydzień nie dostaną żelków. Na Rylanda wystarczy porządnie krzyknąć i jest jak chodzący zegareczek. Przy Rikerze trzeba się wysilić. On ma tak, że nie chce się na coś zgodzić, ale najpierw się z nim pokłócisz, potem on pójdzie cię przeprosić.
-Wow… Warto zapamiętać.
-No. Załatwię na śniadanie naleśniki.
-Nie! Ja to zrobię!
-Okej!
-Miałyście się nie drzeć, więc zamknąć papy i dobranoc! – krzyknął nagle Riker, a ja z Rydel zaśmiałyśmy się.
-Sorry! – odkrzyknęłyśmy.
-Idę spać, bo jestem padnięta.
-Ja też. Dobranoc.

-Dobranoc. – po chwili zasnęłam. Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Obudziłam się i spojrzałam na zegarek, była 7:19. Ja tak mam. Zawsze tak wcześnie wstaje. Ubrałam się w łazience i zeszłam na dół. Na blacie siedział Riker i pił kawę.
-Hej!
-Hej Emma.
-Ty zawsze tak wcześnie wstajesz?
-Tylko jak mam wyrzuty sumienia.
-Coś ty zrobił?!
-Nic. Muszę ci coś powiedzieć.
-Mam się bać?
-Ja mówię poważnie.
-Przepraszam. To powiesz?
-Bo, bo, bo my nie, nie, nie…
-Wysłów się Riker do cholery!

-My tutaj nie mieszkamy…
Dam, dam, dam... I jak myślicie. Jak zareaguje Emma? Jak się podobał rozdział? Czy Em znajdzie innych przyjaciół? Możecie pisać w komentarzach jakieś pomysły na nowy rozdział, bo nie mam kompletnie pomysłu na niego... O jeszcze jedna bardzo ważna sprawa! Ja ego rozdziału nie napisałam tyko moja kuzynka z którą chciałam współpracować, ale nadal nie odkryłam jak ją dołączyć do współtworzenia bloga, więc ona się podpisze w komie, a ja potwierdzę żebyście nie wątpili :) Ona napisała to w jakąś godzinę! Jak ona to zrobiła?! A wiem, że w godzinę, bo w nocy zasnęłam na godzinę, a ona w tym zasie pisała.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ