niedziela, 23 sierpnia 2015

Kiedy rozdział?

Hejo, cześć i czołem! :D
Chciałam was poinformować dlaczego nie ma rozdziału i kiedy będzie, a oto powody czemu nie ma:
1. Są wakacje.
2. Wakacje skończą się za 10 dni, więc ze znajomymi robimy wszystko żeby jak najczęściej się spotykać, bo niestety ale się wszyscy rozstajemy w gimnazjum :'(
3. Jestem strasznie zmęczona. Chodzę spać o 4, czy 5, a wstaje o 11 i kolejny dzień i noc taki sam - ze znajomymi.
4. Zaopatrz am się w rzeczy do szkoły, czyli już tym wszystkim się no zajmuję.
5. Jestem w załamce, bo dowiedziałam się że nie będę z nikim znajomym w klasie i nie wiadomo czy będzie można się przepisać :(
6. Wena ni opuściła.
7. Myślałam, że będę miała dzisiaj wolny wieczór, ale... Jest jakiś koncert, czyli te takie festyny co są i... znajomi mnie wyciągnęli...

Mam jeszcze dużo powodów, ale się spieszę, bo muszę się uszykować, a za pół godziny jadę.
Także postaram się naprawdę dodać rozdział jak najszybciej i po nadrabiam zaległości w komentowaniu :D I przepraszam was za to, że nie ma tak długo rozdziałów, ani nie komentuję blogów :(
Pozdrawiam cieplutko <5
~Suza L

niedziela, 12 lipca 2015

Rodzział XI

-Emma wstawaj! Do szkoły się spóźnisz! – usłyszałam krzyki mamy. Otworzyłam ociężale powieki. Czyli to wszystko… Littleton… Los Angeles… Ross… To był tylko sen?! Nie… nie mogę w to uwierzyć. Jak? Pamiętam Rossa i Śniło mi się, że miałam dwóch braci… Był chyba jeszcze jeden blondyn i blondynka… Jak oni mieli? A! Riker i Rydel. Chyba… Czyli to był tylko sen… Zeszłam powoli na dół i zobaczyłam pełno kartonów. Sen się zaczyna spełniać??? Oby nie…
-Córciu… - Już wiem co chcą mi powiedzieć w oczach stanęły mi łzy już nic nie widziałam, wszystko było rozmazane.
-Nie przeprowadzamy się… - nie dosłyszałam tego ‘nie’.
-Wiesz co?! Zauważyłam! Tylko czemu bez pytania się mnie o zdanie!? Zawsze tak robicie! Podejmujecie decyzje bez spytania się mnie czy chcę! Ale pewnie się spytaliście Dawida co nie?! No bo jak inaczej! Najlepiej mnie zawsze pozostawiać w niewiedzy! Alex też się spytaliście, no nie?! A wiecie dlaczego?! Bo oni są młodsi i są waszymi skarbami! To, że jestem dla was nic nie liczącym się chodzącym przypadkiem nie znaczy, że nie mam uczuć!
-Emma posłuchaj mnie do jasnej cholery! – wydarła się moja mama, wszyscy już chyba dostali szału.
-Nie!
-Tak! Oddajesz telefon i marsz do swojego pokoju pakować się!
-A wy nie musicie?!
-My nie jedziemy! Ty z Martą jedziesz do L.A do jej ciotki.
-Co? Mamo przepraszam… Nie wiedziałam, myślałam, że chcecie się przeprowadzić. – podeszłam i przytuliłam rodzicielkę.
-Leć się pakować, bo za 1 godzinę przyjeżdża mama z Martą po ciebie. Tylko skarbie…- Mama mnie zatrzymała w ostatniej chwili.
-Tak?
-Bez większych szaleństw! Nie chcę jeszcze być babcią.
-Mamoooo…
-A jak już, to się zabezpieczać.
-Mamo!
-No co? Masz 17 lat, chłopcy w twoim wieku mają pewne potrzeby…
-Słuchaj się matki, bardzo dobrze mówi. – powiedział tata ze śmiechem.
-Tato!
-Masz to prezent ode mnie. – podszedł do mnie i wręczył mi jakieś pudełko jakby od bransoletki zapakowane w papier którym pakuje się prezenty. Później otworzę.
-To ja lecę się mamuś spakować.
-Jasne córuś. – Pobiegłam szybko na górę, bo miałam w kończy tylko godzinę. Szybko się ubrałam w jeans’owe krótkie spodenki, białą bluzkę z dłuższymi końcami i czarne conversy.  Wyjęłam walizkę i zaczęłam już byle ja wrzucać te ciuchy, żeby tylko zdążyć. Nim się obejrzałam była 8:10 i usłyszałam wołanie mamy. Zbiegłam z walizkami na dół (miałam je 2). Wsadziłam do bagażnika i pożegnałam się z rodzicami i rodzeństwem, choć za rodzeństwem nie będę w ogóle tęsknić.
-Marta wyobrażasz to sobie?! Jedziemy do L.A!!!
-AAA!!! – zaczęłyśmy się drzeć jak opętane.
-Te się cieszę dziewczynki, że pozbędę się ciebie Marta na 2 miesiące, ale aż tak nie piszczę…
-Czekaj… Wróć ciociu! (do Marty mamy mówię ciocia) Że na ile my jedziemy?!
-No na 2 miesiące.
-Co?! Ja spakowałam ciuchy tylko na 2 tygodnie! – i Marta się zaczęła ze mnie śmiać. Jędza… Ale i tak ją kocham.
-Wiesz co?! Śmiać się z przyjaciółki?!
-Tak! – I Małpa wytknęła m i język.
-Ej patrz już jesteśmy na lotnisku! – szczerze to trochę bałam się tego lotu… Nigdy nie leciałam samolotem i teraz jeszcze 12h. Wyszłyśmy z samochodu zabierając swoje bagaże. Marta pożegnała się z mamą i poszłyśmy już do odprawy. Gdy siedziałyśmy w samolocie Marta się mnie zapytała:
-Ej… Jak ty ciuchów na 2 tygodnie tylko masz jak masz 2 walizki??
-No bo…  Ciuchów mam na 2 miesiące, a nawet dłużej, ale… bielizny już nie.
-Haha.
-No znowu się ze mnie śmiejesz!
-Tak.
-Nie boisz się lecieć. – spytałam, gdy ta się uspokoiła.
-Trochę, a ty?
-Też. Ale teraz idę spać.
-Ja też. Dobranoc.
-Dobranoc.

Obudziły mnie dopiero turbulencje związane z lądowaniem. (Też przespałam cały lot do L.A. Nie mam pojęcia jak.)
-Śpiąca królewna się obudziła. – uśmiechnęła się do mnie Marta.
-Tak.
-Przespałaś cały lot!
-Ale przynajmniej jestem wyspana.
-A ja nie.
-Ha ha.
-Zapnij pasy.
-No już. –Zapięłam pasy i po paru minutach wreszcie wylądowaliśmy. Gdy wysiedliśmy z samolotu poszłyśmy po bagaże. Tam spotkałyśmy ciocię Marty.
-Ciocia Meg!
-Marta!
-Ciociu, to moja przyjaciółka Emma.
-Miło mi panią poznać.
-Mi cię również i nie pani tylko Meg lub Meganne.
-Dobrze.
-Chodźcie idziemy. Twój wujek czeka w samochodzie. – I poszłyśmy za Meg. Od razu ją polubiłam, wydała się być bardzo miła. Przywitałyśmy się z Kamilem ( tak się nazywał ten wujek.~ od aut.). Gdy dojechaliśmy poszłyśmy z ciocią do naszego apartamentu.
-Naprawdę masz śliczny hotel.
-O, dziękuję ci.
-Ciociu ja nie dam rady go tera oglądać muszę po prostu spać.
-Ja też. Choć cały czas spałam, to i tk jestem padnięta.
-Dobrze, to jak wstaniecie, to mnie zawołajcie, oprowadzę was.

-Dobrze, dziękujemy. – powiedziałyśmy przy apartamencie i weszłyśmy do środka, od razu padłam na łóżko i zasnęłam.

Rozdział jest jaki jest (czyt. byle jaki). SAME dialogi. Obiecuję się poprawić! I pewnie będziecie mieli ochotę mnie zabić, za to, że to wszystko,to był sen, ale chciałam zacząć od nowa :D Przepraszam was za to jaki on jest krótki, ale wolałam go dodać teraz i taki jaki jest niż dodać za 2 lub 3 tygodnie pewnie niewiele dłuższy, bo jutro już się umówiłam z koleżanką, a to się zawsze tak kończy, że ja zostaje u niej, albo na odwrót. 
KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ
Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza L

niedziela, 21 czerwca 2015

Nowy blog!

Tak, tak... wreszcie ten nowy blog :D Zapraszam serdecznie: http://crazy-story-r5.blogspot.com/
I tam wszystko jest też w notce powyjaśniane dlaczego nie ma tu rozdziału :/
Pozdrawiam <3
~Suza

wtorek, 26 maja 2015

New blog! Zapowiedź, fabuła.

No to obiecałam ten opis. Opisu konkretnego nie mam, ale napiszę na czym ten blog by polegał :)

Pewna nastolatka w dzieciństwie przyjaźniła się z pewnym chłopcem, który wyprowadził się wraz z rodziną, gdy mieli po 12 lub 13 lat (wiek ustalę już sobie później :D~ Suza). Cały czas za nim tęskniła i wiedziała, że na pewno o niej zapomniał. Po paru latach ona znalazła swój stary pamiętnik, a parę dni później on się powrotem przeprowadził z rodziną. Miała okazję się z nim spotkać, ale nie miała odwagi, bała się, że ją wyśmieje. Chcąc przypomnieć sobie stare czasy czyta od początku pamiętnik. (Rozdziały będą wtedy pisane co się wydarzyło itp. W tym pamiętnik. Czyli, np. jeden rozdział to z 1 czy 2 dni w tym pamiętniku. Mam nadzieję, że kumacie o co chodzi, bo inaczej nie umiem tego wyjaśnić. Czyli normalne rozdziały z dzieciństwa tych bohaterów~ Suza). I gdy skończą się rozdziały z tego pamiętnika, to będą w rzeczywistości. Ona ma młodszą siostrę, a on brata w tym samym wieku. Ich rodzeństwo się przyjaźniło ze sobą, ale było wtedy malutkie i nie pamiętają tego. I ich młodsze rodzeństwo się na nowo ze sobą zaprzyjaźnia. I dalej nie wiem co jeszcze wymyślę.


Także jak pod tym postem nie będą co najmniej 3 komentarze, to nie piszę nowego bloga. And jakby co to blog będzie z udziałem R5 :)

czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział X + ważna notka :)

*Rydel*

-Nie! Kolejna jest za mała! Czy ja serio jestem taka gruba?! – Krzyknęłam załamując się. Siedzimy u mnie i Em szykuje mnie na randkę. No, ale jak ja pójdę jak się w nic nie zmieszczę?!
-Oj już nie przesadzaj! Ona jest… Emm…
-Za obcisła!
-Ale lepsza od poprzednich. Poczeeee… kaj. – Dokończyła dając mi kolejną sukienkę.
-Ugh…
-Nie marudź tylko się przebieraj! – Wepchnęła mnie do łazienki. Małpa. Jeszcze lustro zasłoniła. Menda. Przebrałam się i co dziwniejsze - zmieściłam się. Gdy wyszłam z łazienki Emma otworzyła tylko szeroko buzię. Aż tak źle?
-O Boziu! Wyglądasz pięknie!
-Naprawdę?
-No nie, na niby!
-A mogę chociaż zobaczyć jak wyglądam?
-Nie!
-Czemu?
-Bo muszę Cię uczesać i pomalować.
-Ugh… Mam się bać?
-Raczej nie.
-Raczej?
-Boże Delly! Czepiasz się dziś wszystkiego! W ciąży jesteś?!
-Niby z kim?!
-Hm… No nie wiem… Zastanówmy się… Może tak z Ellem?!
-Co?! Głupia jesteś?!
-Mądrzejsza się znalazła!
-Żebyś wiedziała.
-To, że jesteś starsza nie znaczy, że mądrzejsza.
-Spadaj kurduplu. I ja jestem mądrzejsza!
-Hej! Nie jestem kurduplem mam 166cm wzrostu!
-A ja 173cm!
-Ugh…  Nie kręć się.
-Ha! Jak łatwo cię zgasić! Długo jeszcze? Bo za pół godziny mam randkę z twoim braciszkiem.
-No to się tak nie kręć do licha!
-Dobra, dobra… A wiesz może gdzie mnie twój braciszek zabiera na tą randkę?
-Nie mam zielonego pojęcia. Ale czekaj, czekaj… Ty dwa razy użyłaś słowa randka! A mówiłaś, że to randka nie będzie! A! Delly idzie na randkę! Delly idzie na randkę!
-Już się tak młoda nie podniecaj. Mój braciszek nie zaspokoił twoich potrzeb?
-Idź Ty zboczeńcu!
-Hahaha… A nawet jeśli powiedziałam randka to twój brat uważa to za przyjacielskie spotkanie. I nadal to nie jest to samo co z Ellem.
-Eh… Nie smutaj. Niech Ell zrozumie co stracił. I nie wydaje mi się żeby mój brat traktował to jako randkę. Może ci tak powiedział, że to spotkanie przyjacielskie, ale tylko po to żeby cię nie przestraszyć czy coś. Mogę ci zagwarantować, że będzie cię próbował pocałować.
-Może marz rację? Sama nie wiem co o tym sądzić. Ej zostało 7 minut.
-Już kończę. Proszę. Idę otworzyć, a ty się przejrzyj.
-Czekaj Em!
-Co?!
-Jak ja mam się zachowywać?!
-Bądź po prostu sobą. Nie udawaj nikogo.
-Dzięki. – Zaraz po tym Em zbiegła na dół. Przejrzałam się w lustrze i się zachwyciłam. Wyglądam pięknie! Ta moja skromność. Wyglądałam tak:
Zeszłam powoli na dół. Zaczęłam właśnie panikować. Czemu ja się tak stresuję?!
-Hej Rydel. Ślicznie wyglądasz. – Czemu ja się rumienię?! Ja nie chcę! Nie! Nie mogę!
-Dziękuję. Ty też niczego sobie.
-To idziemy?
-Jasne. A jeśli mogę wiedzieć, to gdzie mnie zabierasz?
-Nie, nie możesz wiedzieć, bo to niespodzianka. Chodź. – pociągnął mnie za rękę w stronę samochodu. Zdążyłam Emmie krzyknąć tylko żeby nigdzie nie szła i została u nas. Jack otworzył mi kulturalnie drzwi do samochodu. Droga minęła nam w ciszy. Wysiedliśmy przed restauracją. Weszliśmy do środka. Jack zaprowadził mnie do stolika i odsunął mmi krzesło, po czym sam usiadł. Od razu podszedł do nas kelner i czekał aż złożymy zamówienie.
-Ja poproszę spaghetti z krewetkami i atramentem ośmiornicy (tak, takie coś jest jadalne. Jadłam sama u wujka we włoskiej knajpce. Jadalne, ale… ~Suza)– powiedział po chwili zastanowienia się.
-A dla pani?
-To samo. – Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, co nie? Miejmy przynajmniej taką nadzieję.

*Oczami Emmy*

I zostałam sama. Serio nie wiem co Rydel widzi w moim bracie. Nie jestem zazdrosna! Broń Boże! Ale się dziwię, bo ani to przystojne nie jest, ani to mądre. Rydel mi kazała tu poczekać, ale ja chcę do domu! Ktoś wszedł. Może to chłopaki. Albo…
-Ross?
-Siema. – powiedział ostro. Co się stało z moim Rossem? Zmienił się tak z dnia na dzień.
-Ross co ci się stało? – spytałam, gdy zobaczyłam siniaki na jego prawie, że całej twarzy.
-Nic co powinno cię interesować.
-Dlaczego się taki stałeś?
-Weź już se daj siana z tymi pytaniami. Do czego ty cholera jasna dążysz?! Twój Rossiaczek pysiaczek zniknął?! Idź sobie szukaj kolejnego naiwnego, którego będziesz mogła zdradzać!
-Ale ja cię nie zdradzałam!
-Zamknij mordę suko, bo jak nie to ja ci ją zamknę!
-Nie odważysz się! – Wtedy do mnie podszedł i uderzył mnie w policzek z całej siły. Upadłam od razu na podłogę. Nawet oddychać zaczęło mi się trochę ciężej. Czułam jakbym nie miała czym oddychać. Ale co zdążyłam zauważyć to oczy Rossa. Nie były takie same jak zawsze. Były jakby puste. To nie był mój Ross.  On coś brał…
-Ross… - wyszeptałam i zobaczyłam ciemność. Obudziłam się na czymś miękkim. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam siedzącego obok mnie Rocky’ego i chyba Rikera? Chyba tak, ale nie widziałam dokładnie. Nadal miałam rozmazany obraz.

-Emma! Obudziłaś się. – krzyknął Rocky i mnie przytulił.
-Co się stało? – spytałam.
-Nie wiem. Jak wróciliśmy z kręgli…
-Nie mieliście być na plaży?
-Pogoda się popsuła. No to jak wróciliśmy z kręgli zobaczyliśmy ciebie jak leżałaś nieprzytomna na podłodze. Więc co się stało?
-Musiałam się słabo poczuć i zemdlałam. – Pamiętałam co się stało, jednak wolę im nie mówić.
-Kłamiesz. – powiedział stanowczo Riker.
-Nie.
-Kłamiesz.
-Skąd te podejrzenia?
-Masz cały siny policzek.
-Pewnie się uderzyłam.
-Nie kłam.
-Nie kłamie.
-Kłamiesz.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Tak.
-Nie.
-Nie?
-Tak.
-Wiedziałem!
-Nosz kurde!
-To co się stało?
-Gdzie Dells?
-Właśnie nie wiem, po tym jak porwałaś ją z samo… Nie zmieniaj tematu.
-Nic się nie stało Riker.
-Ktoś cię uderzył! Jakby to było lekko widoczne, czy byś miała lekko zaczerwienione to okej.
-A jakie mam?
-Masz cały siny policzek! I strasznie spuchnięte!
-Później wam powiem, jak sobie przypomnę, bo nie za bardzo pamiętam.

-No okej. To wracając… Gdzie Rydel? – I właśnie ktoś wszedł do domu. Byle nie Ross, byle nie Ross. Byle nie Ro… Cholera. Już bym wolała Rossa. Do salone weszła Rydel z moim bratem, ale nie tak normalnie jak na ludzi przystało. Weszli połykając się wzajemnie. Gdy doszli do ściany ten palant zaczął zdejmować jej sukienkę. Widziałam, że chłopaki byli w ‘lekkim’ szoku. Skończy to się dzisiaj w szpitalu.

Dam, dam, dam! Ta notka będzie z dwa razy dłuższa niż rozdział. Zacznijmy od... długości rozdziału/ów. Są strasznie krótkie. I ja o tym wiem. Ten rozdział miał być dłuugaśny. Ale mi taki nie wyszedł :( Więc tak... PRZYRZEKAM! Że rozdziały będą dłuższe, ale dopiero gdy się skończy ten cholerny maj. Nie wyrabiam się!

1.Jadę na zieloną szkołę.
2. Muszę zdobyć 5 z histy na koniec roku.
3. Muszę mieć 5 z angielskiego na koniec roku.
4. Jadę na jakiś mecz w Warszawie.
5. Mam jakieś zawody z siatkówki przez co 2 weekendy na treningach.
6. Jedziemy całą klasą pod namioty na 2 dni.
7. Mam urodziny dziadka, wujka, kuzyna, ciotki (która mieszka w Poznaniu i muszę tam jechać). 
8. Moje imieniny!
9. Zdajemy z w-fu koszykówkę, piłkę ręczną, siatkówkę. Na co najmniej 6 żeby mieć 5 na koniec roku. Mam upartego nauczyciela.
10. Mam aż dwa wesela. 
11. Pierdyliard kartkówek i sprawdzianów. Zauważyłąm, że pani od matmy chce nam pogorszyć ocenę na koniec roku. Wychodziła mi 5, a teraz ledwo 4 :(

I jeszcze parę drobniejszych rzeczy, które muszę zrobić w maju.
Także w maju może będę z 3, 2 rozdziały.
Wybaczcie za to.
Ostatni niby-rozdział był 1 kwietnia a jest już 30. Jest tam ktoś jeszcze?
W następnym tygodniu nie będzie rozdziału i nie będę miała czasu na komentowanie, bo wyjeżdżam na zielonkę. I nadal myślę, jak ja mam te wszystkie ciuchy wcisnąć do mojej walizki :/
Mam parę pytań :) :
1. Jak wam się podoba rozdział?
2. Co zrobią chłopcy Jackowi?
3. Czy Emma się przyzna do tego co zrobił jej Ross?
4. Jak wam się podoba nowy szablon? 
5. Co chcielibyście w next'cie?
Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział IX cz. II

Umm... No to ten... Ostatni rozdział :'( Będę naprawdę tęsknić za tym blogiem :( Dziękuję wszystkim osobą które go choć raz skomentowały... To dla mnie naprawdę dużo znaczy... Ale teraz to co napiszę... Zabijecie mnie za to... Już nie żyję, mogę się o 100 założyć... To będzie chamskie... To było chamskie. Wytrwajcie do końca tej notki. Kocham was <3
*
*
*
*
*
*
*
*
*
Nie! Nie mogę tego napisać...

*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*

No nie dam rady! Znienawidzicie mnie! Dobra... Trzeba wziąć się w garść i napisać/powiedzieć...
*
*
*
*
*
*
*
Prima Aprilis!!!!!:D

Blog się nie kończy!
Żartowałam!
Jak ktoś się dał nabrać czy coś... Przepraszam :D
Nie gniewajcie się, ale nie mogłam się powstrzymać :) A tutaj macie przeprosinowy fragmencik R9 cz. II!
Jak się wyrobię to dodam dalszą część dzisiaj! 
Gdy zszedłem na dół zobaczyłem Rylanda siedzącego na plecach biegającego Rocky’ego z miską na głowie, który w dodatku wołał: Ujeżdżaj mnie Rylandzie! Ujeżdżaj mnie! (wybaczcie za to, ale nie mogłam się powstrzymać :D ).
-Um… Nie chcę wam przerywać waszej zabawy… ale zaraz idziemy na plażę. I z tego co wiem ujeżdżanie podchodzi pod kazirodztwo, więc… no ten… w niedziele do spowiedzi. – Jak ci idioci mnie zobaczyli, stanęli jak wryci i gapili się na mnie ze wstydem w oczach.
-O-o-okej…  - wyjąkał tylko Rocky i obydwaj poszli do samochodu.
-Już jestem gotowa. Chodźmy. – Zobaczyłem nagle Delly idącą do samochodu, ma się ten refleks. W samochodzie była też już Emma. Usiadłem na miejsce kierowcy i już miałem odpalać, ale…
-Ej! Czekaj! – Usłyszałem krzyk Emmy.
-Co?
-Rydel! Nie możesz jechać!
-Dlaczego nie mogę?
-Bo miałaś iść dzisiaj na…
-Cicho! Zapomniałam! OMG! I co ja teraz zrobię?!
-Wiem! Nie jedziemy. Pomogę ci. Chodź!
-Okej. – Rydel zdążyła tylko tyle powiedzieć, bo Em wyciągnęła ją z samochodu i pobiegły do nas.
-To może jedziemy na kręgle zboczeńcy? – spytałem.
-Czemu? Mieliśmy na plażę… - jęknęli.
-Bo zaraz zacznie padać ślepoty.
-No dooobra. – odparli a ja odpaliłem samochód i wyjechałem z garażu…
No... To jeszcze raz przepraszam :D Dał się ktoś nabrać?!
Pozdrawiam cieplutko <3 Chciałam też podziękować za wszystkie wyświetlenia, których jest powyżej 1200! Dziękuję <3
~Suza
                                              

wtorek, 31 marca 2015

Rozdział IX cz.I

                                                               UWAGA!!!
Chciałabym przeprosić za wszelkie przekleństwa w rozdziale :D
-Pogięło Cię?!
-Nie zaprzeczaj! Przecież widzę jak na nią patrzysz!
-Ja pierdolę! Jeszcze nigdy nie słyszałem żeby ktoś komuś wmawiał, że się zakochał!
-Wyrażaj się gówniarzu!
-Wypierdalaj mi stąd!
-Ty pieprzony dupku! Zamknij mordę idioto, który wszystkich rani! Zastanów się co Ty robisz! Jak przestaniesz być takim debilem to powiedz! - krzyknąłem i wyszedłem z jego pokoju trzaskając z całej siły drzwiami. Słyszałem jak tylko mówi fuck you i śmieje się. Co za nie wychowany cham… Muszę się na czymś wyżyć! Wszedłem do pokoju Rocky’ego i zacząłem walić w jego worek treningowy. Rocky się na mnie gapił z przerażeniem. Jak na jakiegoś psychopatę, który wtargnął do jego pokoju w nocy. No w sumie tak było… Oprócz psychopaty. Tylko do jego pokoju wtargnął angry brat. Gdy worek pękł pod wpływem uderzenia przeraziłem się co może zrobić mi Rocky, więc uciekłem szybko do siebie i walnąłem się na łóżko zmęczony. Padam! Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obudziłem się o 10:34. Poszedłem do łazienki, wykąpałem się i ubrałem. Zszedłem na dół, a tam czekało na mnie śniadanie, które już jadła moja mama i tata.
-Hej synku.
-Hej mamuś. Co na śniadanie?
-Gofry.
-Super! – krzyknąłem i usiadłem do mojego śniadanka. Nagle po schodach zszedł wkurzony, lekko mówiąc, Ross.
-Ja pierniczę! Co tu tak jedzie?! – krzyknął zaciągnąwszy się.
-Obawiam się, że Ty. – mruknąłem.
-Coś Ty powiedział?!
-To co słyszałeś…
-Masz mnie przeprosić, bo… - Nie dokończył, o przerwałem mu wstając gwałtownie z krzesła i stając naprzeciwko niego. Ha! Zabawnie to zapewnie wyglądało! O pół głowy niższy brat Ci grozi. Komedia za dychę…
-Bo co?! Bo co mi zrobisz?! Jesteś młodszy i słabszy! – Wzięły mnie teraz nerwy, Go najwyraźniej jeszcze bardziej to zezłościło, bo nagle uderzył mnie z pięści w nos, a ja upadłem na podłogę. Podbiegła do niego Rydel i próbowała Go odciągnąć żeby mnie nie kopnął. On wtedy zrobił coś czego by się nikt nie spodziewał, nie odważył. Uderzył ją w twarz tak, że upadła, a momentalnie po jej policzkach zaczęły spływać strumienie łez.
-Teraz to masz przejebane! – krzyknąłem podnosząc się szybko. Podbiegłem do niego i kopnąłem Go, po czym wziąłem za ubrania i wyrzuciłem z domu. Jakby ktoś nas z zewnątrz obserwował powiedziałby, że jesteśmy patologiczną rodziną. Choć zawsze się dogadywaliśmy, nigdy taka kłótnia nie miała miejsca. Nigdy nasze kłótnie nie przeszły do takich poważnych rękoczynów. Podszedłem do Delly, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej pokoju, za mną poszedł tylko Ell. Posadziłem ją na łóżku i przytuliłem. Wszedł do jej pokoju Ratliff, więc wyszedłem żeby zostali sami. Zszedłem do salonu, a tam moje rodzeństwo i Em stali osłupiali, rodziców nie było, pewnie wyszli na początku kłótni, myśląc, że to kolejna zwykła sprzeczka, która się zakończy po jakichś 5 minutach. Niestety to nie była tylko sprzeczka, tylko poważna awantura.
-Co robimy? – spytałem widząc, że oni mogli by sobie tak stać i stać. Emma się nagle ‘obudziła’ i podbiegła do mnie przytulając mnie. Zaczęła płakać.
-Ri-Ri-Rike-ke-ker… D-D-Dlaczego…. Dlaczego on to zrobił?! – mówiła wtulając się we mnie jeszcze bardziej.
-Ehh… To Ross… Tego nie ogarniesz… Ale… Po prostu wkurzył się… Żyłka mu pękła… Ludzie tak mają pod wpływem złości… Z resztą ja… ja byłem nie lepszy.
-Nie mów tak…
-Ale Em, to prawda. Ja na niego też naskoczyłem, jakbym się nie odzywał, to może do tego by nie doszło. Mógł mnie pobić, Rocky’ego, Ryland’a, Ell’a, ale żeby uderzyć Delly… Przeszedł samego siebie. – Przytuliłem ją mocniej do siebie.
-A może pójdziemy na plażę… Żeby się rozluźnić i zapomnieć o tym wszystkim choć na chwilę? – zaproponował Rocky.
-Czyli jednak miewasz czasem bracie przebłyski. – zaśmiałem się na co zawtórowała reszta, a Rocky zmierzył mnie groźnym spojrzeniem.
-Uważaj, bo się wystraszę.
-Idę się spakować… - dodał tylko. Szybko go idzie załatwić.
-To… Idziemy! – krzyknąłem.
-To idę do siebie po rzeczy. – powiedziała Emma.
-Dobra, to po ciebie przyjdziemy. – odparłem, a ona mi tylko pomachała i wyszła. Pobiegliśmy do sowich pokoi spakować wszystko. Gdy skończyłem poszedłem do pokoju Delly ich powiadomić.
-Hej… Idziemy na plażę. Idziecie z nami?
-Nie… My chyba zostaniemy. – powiedziała rozbawiona Rydel. Czyli już w porządku…
-Ymm… Wybacz Rydel… Ja nie mogę umówiłem się z Kelly i…
-Idź. Nie musisz mi się tłumaczyć. Jestem tylko twoją przyjaciółką… - to ostatnie wyszeptała.
-Dobra, to ja lecę. Nara. – powiedział Ell i wyszedł, a Rydel po policzku spłynęła łza. Y-Y-Y… Coś mnie ominęło?
-To w takim razie idę z wami. –powiedziała, smutna?

-Okej… To czekamy na ciebie na dole. – Ona tylko z zawiedzeniem pokiwała głową. Wyszedłem z jej pokoju i zszedłem na dół, a tam zobaczyłem…

No i jak? Mnie się nie podoba... Wybaczcie, że krótki :( Jutro sprawdzian! Wydaje mi się, że rodzice i nauczyciele bardziej się stresują od nas- czyli uczniów :) Ross-Bad Boy ;) A! Bym zapomniała... Co ja miałam...? Aha! Ankieta! Większość głosów była żeby Ross był z Emmą... Może będzie, ale na razie będzie Raia :D Chociaż... Zobaczycie! I zapewne już nie dodam nic przed Wielkanocą, więc chciałabym wam życzyć...
WESOŁEGO JAJKA! (Jakby co... Tekst z Toma i Jerrego :) )
Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział VIII

*Oczami Emmy, parę godzin wcześniej*
Jak się okazało, wczoraj przylecieliśmy do Los Angeles, Miasta Aniołów. Siedzę u siebie w pokoju i rozpakowuję swoje rzeczy.

Mój pokój wygląda tak:
 
To miasto jest piękne. Tylko szkoda, że ja postrzegam wszystko na czarno- biało. Ehh… Odkąd zerwałam z Rossem. Przecież to było wczoraj… Mówisz jakby to zerwanie było, co najmniej pół roku temu. Zamknij sięk! No to wracając… Odkąd zerwałam z Rossem świat jest taki… taki… taki zły. Nie ma barw, kolorów. Wszędzie jakieś przestępstwa… Ahh… Jak ja za nim tęsknię… Ale on Cię zdradził! To przez niego miałaś ochotę wyskoczyć z samolotu! On Cię zranił, zdradził, oszukał… I znów momentalnie miałam łzy w oczach. Wystarczyło żeby mnie ktoś dotknął, one by wyleciały. Od kiedy człowiek doprowadza sam siebie do płaczu?! Ale dobra! Trzeba się ogarnąć! Już Go na pewno więcej nie spotkam! Byłam pewnie dla niego kolejną dziewczyną, może on mnie postrzegał jako zwykłą fankę?! Pewnie miał już z miliard dziewczyn. Dobra! Koniec! Koniec Ross’a! Koniec tego rozdziału w życiu! Rozdziału zwanego: Lynch’ami! Znów zaczęłam się rozpakowywać, i znowu zaczęłam ryczeć. Nagle usłyszałam, że ktoś wlatuje do mojego pokoju i mnie przewraca. Ten ktoś jest bardzo ciężki, a raczej ktosie. Otworzyłam oczy, zamknięte pod wpływem uderzenia. A tam zobaczyłam…
-Jacek. Kacper. – wymamrotałam, ale byłam naprawdę szczęśliwa, że oni już są. Że są przy mnie moi starsi braciszkowie. Jacek wziął mnie na ręce i usiadł na łóżku, sadzając mnie sobie na kolana, a obok usiadł Kacper.
-Co się Misia stało? – zapytał po chwili Jacek.
-I nie mów nic, bo przecież widzimy, że płaczesz. – oznajmił mi Kacper, po tym jak próbowałam powiedzieć: Nic. Serio, jestem aż taka przewidywalna?!
-Bo w Littelton… W Littleton poznałam takiego chłopaka… I… I on… On mnie zdradził. – Rozpłakałam się jeszcze bardziej i wtuliłam w swojego braciszka, ale postanowiłam mówić dalej.:
-Najpierw widziałam Go w gazecie z inną dziewczyną, ale tym się nie przejmowałam. Obejrzałam wiadomości i tam też było o nich, więc postanowiłam iść do niego i to wyjaśnić. Pobiegłam do jego pokoju. i co tam zobaczyłam? Jak oni się tam obściskują... On już miał jej odpinać stanik, ale wykrzyczałam mu w ostatniej chwili co o nim myślę i z nerwów podeszłam do niego i dałam mu z liścia, a ta dziewczyna do mnie podeszła i mnie uderzyła, i-i-i potem wyciągnęła za włosy z jego pokoju… - rozpłakałam się już na dobre.
-Dlaczego to tak boli?! Dlaczego!? A jeszcze parę godzin przed tym zajściem zapewniał mnie, że mnie nie zrani! Że mnie kocha… - Już nie wytrzymałam i zaczęłam coraz bardziej płakać, jeśli w ogóle to możliwe, a Jacek mnie przytulił.
-Jackie (czyt. Dżeki~ Suza)! Idź do sklepu po zakupy! – krzyknęła moja mama nagle z dołu. Bez słowa posadził mnie na łóżku, i szepnął do Kacpra: Zajmij się nią, po czym wyszedł. Kacper mnie przytulił i próbował uspokoić.
-Cii… Jak dorwiemy drania… Już po nim… Jak on się nazywa?
-Ross Lynch. Ale… Ale nic mu nie rób… Proszę…
-Eh… Połóż się spać. Szkoda łez na niego. Gwiazdor.
-To- To Ty- Ty Go znasz?
-Gra na Disney Chanel.
-Ty oglą… - Nie dał mi dokończyć.
-Jak się spędza tyle czasu z naszą młodszą kuzyneczką, Lilą, to się wie takie rzeczy. – powiedział, a ja się delikatnie zaśmiałam.
-No poważnie mówię! Za kim jesteś? Za Leonem, czy za Thomasem?
-Ty serio?-No... Tak. Ja za Thomasem!
-Bo sobie coś pomyślę!
-Oj no... Nie wiem czy Ci rodzice mówili, ale będziemy mieć gości.
-To fajnie. A teraz idź, bo chcę się uszykować!
-Tak wcześnie?! Jest 16, a goście przychodzą na 19!
-No, ale ja zanim się uszykuję, to troch minie. Ej! Czy ja z tobą gadam po angielsku?!
-Haha! No tak. Co Ty myślałaś? Że ja nie umiem rozmawiać po angielsku?
-Ta... - nie dał mi dokończyć.
-Nie kończ. Eh, to się szykuj. Baby... - rzucił wychodząc.
-Słyszałam!
-No i dobrze!
-Faceci...
-Słyszałem!
-No i dobrze!
-Nie papuguj!
-Spadaj!
-Ała!
-Co?!
-Spadłem!
-Ha-Ha-Ha! Zabawne, wiesz?!
-No wiem! Jestem najzabawniejszym gościem jakiego znasz!
-W marzeniach!
-No przecież wiem, że Ty tylko marzysz o tym żebym Cię rozśmieszył!
-Ugh! Jesteś aż tak głupi czy tylko udajesz?!
-Czy Ty twierdzisz, że jestem głupi?!
-I wszystko jasne... Nie! Ależ skądże bym miała nawet śnić się do ciebie w tak brutalny sposób zwrócić!
-No ja myślę!
-Jakaś nowość!?
-Ugh! Nie znoszę Cię!
-Też Cię kocham!
-Ha, ha! Ale zabawne!
-Chcesz powtórkę z rozrywki!?
-Ehh... Już się zamykam! - I jak zawsze ja wygrywam. Hahah. Od razu mi się poprawił humor. No to teraz trzeba coś wybrać na wieczór... Po paro tysięcznym przeszukaniu swojej szafy zdecydowałam się na ten zestaw:
(bez torebki i lakieru~ Suza)

I znowu problem chodzenia w szpilkach... Eh... No trudno, czasem trzeba się poświęcić. Jak już się przebrałam i zrobiłam makijaż, jak zwykle zbytnio niewidoczny, poszłam na dół pomóc mamie.
-Hej mamuś. Pomóc Ci w czymś? - zapytałam będąc w kuchni.
-O! Emma! Wreszcie wyszłaś z pokoju! A jeśli chcesz pomóc, to możesz nakryć do stołu.
-Dobrze. - wzięłam talerze, sztućce, obrus i poszłam do jadalni. Akurat jak skończyłam, ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam je otworzyć, bo znając życie nikt by się nie ruszył. Przekręciłam klucz i w drzwiach zobaczyłam...
-Emma?!
-Ross? - Ja przynajmniej głosu nie podnoszę... I znów mam ochotę się rozpłakać, ale nie dam się... Już miałam mu coś powiedzieć, gdy nagle zobaczyłam jak Kacper przywala Lynch'owi prosto w twarz, a ten upada i waląc głową w podłoże traci przytomność... Wszyscy się na niego spojrzeli ze strachem, a ja uciekłam, płacząc do swojego pokoju, gdzie rzuciłam się na łóżko i płakałam dalej.


*Oczami Rydel*
To co się przed chwilą stało, kompletnie mnie zamurowało... Gdy Em otworzyła drzwi i zobaczyła Ross'a, widziałam, że miała łzy w oczach. Moi rodzice od razu weszli do domu. Ciekawe co się stało... No, ale wracając... Przyszedł jakiś chłopak i uderzył mojego blond braciszka w twarz.
-Czemu Go uderzyłeś?! - krzyknął Riker, jak dotarło do niego co się stało.
-Bo sobie zasłużył! Gwiazdeczka niewychowana!
-Ej! Nie mów tak na niego! On przynajmniej nie bije ludzi bez powodu!
-Ja bez powodu też ludzi nie biję!
-A to, to co?! - Jak zaraz ktoś ich nie powstrzyma, to sobie do gardeł skoczą jak nic!
-Czy skrzywdzenie mojej siostry jest wystarczającym powodem?! – krzyknął. Wszystkich zamurowało. Nawet nikt nie raczył pomóc jęczącemu z bólu Ross’owi, który odzyskał właśnie przytomność. Co ten blond-debil zrobił Emmie!? Już nie żyje! Po 5 minutach ocknął się pierwszy Rocky.
-A-A-Ale, ale, jak ją skrzywdził? – wyjąkał Rocky.
-To niech już wam Emma sama powie…
-No proszę! Ona nam nie powie!
-Ehh… Ross ją zdradził. Widziała jak się pieprzy z Tą jego ‘niby byłą’ dziewczyną.
-Maią? – spytałam dla potwierdzenia.
-Ta, chyba tak.
-Ross! Ty debilu! Do domu! Ale to już! Musimy poważnie porozmawiać! – wydarłam się na niego, ale tak szczerze, z chęcią bym Go teraz ukatrupiła.
-Ehhhhmmm… - jęknął tylko w odpowiedzi. No tak… On został właśnie pobity… Ups… Zapomniałam.
-Rik pomóż mu! – Jak ich człowiek nie doprowadzi do porządku, to nigdy nic nie zrobią. Riker zamiast być delikatnym, ciągnął Go za ręce na drugi koniec ulicy i zostawił Go jeszcze bardziej obolałego na wycieraczce.
-Ross! Ty pieprzony idioto! Wstawaj mi tu do cholery jasnej!
-Już… - Zdziwiłam się jak wstał i wlekł swoje zwłoki do domu. W środku opadł na kanapę i patrzył się na mnie ze strachem, bólem i żalem, a także cierpieniem. Tylko nie wiem z jakiego powodu było to ostatnie… Może dlatego, że właśnie dostał z pięści, czy dlatego, że skrzywdził Em. I nagle poleciała łza po jego policzku.
-Oj Rossy… - Podeszłam do niego i Go przytuliłam.
-Powiesz mi co się stało?
-Bo… Ona mnie zdradziła…
-No zdecydujcie się!
-Co?
-Ja słyszałam, że to Ty ją zdradziłeś.
-Może…
-To… Opowiesz mi jak było?
-W Littleton przyszła do mnie Maia i pokazała mi zdjęcia i nagranie, jak Em całuje innego… Potem ja zacząłem całować Maię i jak już miałem jej rozpinać stanik wbiegła Emma… No i wyrzuciła mi parę niemiłych słów o mnie… Po czym ze mną zerwała… I dała mi z liścia, a Mais ją uderzyła i wyciągnęła z pokoju… Powiedziałem Mai, że nie chcę z nią być i wyrzuciłem ze swojego pokoju… Myślałem, że szybko zapomnę o Emmie, bo przecież znaliśmy się parę dni, a tym razem tęsknię za nią… Cholernie za nią tęsknię… Tak mi jej brakuję… Delly… Pomóż! – Rozpłakał się już na dobre. Dobra, jeszcze pogadam z Em. Nie mam pojęcia komu współczuć… Kogo pocieszać… Kto ma rację…
-Cii… Już cichutko Rossy… Nie musisz iść jak nie chcesz na ten obiad, ale…
-Jak zwykle jest jakieś ale…
-Tak. Masz mi przysiąść, że niczego głupiego nie zrobisz… Jasne?
-Tak. Przysięgam. Nie chcę Was zostawiać…
-No ja myślę! A teraz wybacz, ale lecę do Emi.
-Możesz nie wymawiać imienia na ‘E’?
-Z tego co pamiętam, to Voldemort miał imię na ‘V’! – A Go zgasiłam! Ale zanim pojmie o co mi chodziło, to spokojnie dojdę do Em.
-Ej! Ale nie o to mi chodziło! – Zza naszych drzwi wyłonił się Ross. Ale ma szybki refleks… Weszłam do domu blondynki i poszłam od razu do salonu, gdzie wszyscy oprócz Emi jedli obiad/kolację.
-Umm… Dzień dobry… Jest Emma? – spytałam.
-Yyy… Dzień… Dzień dobry… Jestem Jacek, ale jak chcesz możesz mi mówić Jack, tak żeby Ci się łatwiej wymawiało. – powiedział jakiś blondyn, podchodząc do mnie i całując wierzch mojej dłoni.
-A Ty pewnie się nazywasz śliczna? – Aha… Jaki kiepski tekst na podryw. A moi wspaniali bracia wyglądają przekomicznie. Riker ściska nogę Ryland’a odcinając mu tym dopływ krwi, a drugą ręką gniecie nóż (tak, to możliwe… Próbowałam na Zielonej Szkole… Mojemu koledze się udało :/ Nie próbujcie tego w domu!). Rocky jest cały czerwony i wygina na wszystkie strony widelec. A Ell… Ell nic nie robi. A tak w ogóle to gdzie Ell?!
-Przesadzasz… Jestem Rydel.
-Ładne imię, tak samo jak jego nosicielka.
-Nie kłam.
-Nie kłamię. Nigdy nie słyszałaś, że ładnie wyglądasz?
-Rzadko to się zdarza….
-To uwierz mi, że jesteś śliczna. I skoro rzadko to słyszysz to ja mogę powtarzać Ci to codziennie. – Oho! Rzut oszczepem! A w tym przypadku widelcem i nożem! Widelcem dostanie w plecy, a nożem… ciut niżej. A RyRy’emu będzie trzeba zaraz nogę amputować.
-Dziękuję. – O nie! Nie! Nie! Nie! Rydel nie rumień się! I za późno… Spuściłam głowę w dół żeby choć trochę to ukryć.
-Słodko wyglądasz jak się rumienisz. – No przestań mi gościu słodzić! Bo rzygam tęczą!
-Masz bardzo oryginalny styl… Wiesz? Znaczy w takim dobrym sensie.
-Dzięki. – No oryginalnie ubrana byłam… Różowe tutu, biała bluzka z Hello Kitty, trampki prawie, że do kolan, i dżinsowe podziurawione szorty.
-Chciałabyś może pójść gdzieś jutro?
-Ale, że randka?
-Yyy… Nie… Takie przyjacielskie spotkanie?
-Okej.
-To wpadnę jutro po ciebie o 14?
-Spoko. Umm… Gdzie jest pokój Em?
-Na górze, drugie drzwi po lewo.
-Dzięki.
-Ale się dzisiaj nadziękujesz.
-Hahaha… Masz rację. To ja idę do Emmy. – Jezu! Jaki stres! Pobiegłam szybko do pokoju dziewczyny i jak weszłam zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam obok płaczącej jej na łóżku.
-Oj Emi, Emi…
-Co?
-Opowiedz mi swoją wersję wydarzeń.
-A Ross Ci nic nie mówił?
-Mówił, ale chcę usłyszeć ciebie. – Zaczęła mi opowiadać. Wszystko by się zgadzało gdyby nie jeden mały szczegół… Kto kogo zdradził?
-Ale czekaj, czekaj…
-No?
-Ross mówił, że to Ty Go zdradziłaś.
-Co?! Kiedy?! Jak?! Gdzie?!!
-Mówił, że Maia mu pokazała filmik i zdjęcia jak się całujesz z jakimś innym chłopakiem.
-Co?!
-No…
-Delly! Idziemy! – Usłyszałam nagle głos Riker’a z dołu.
-Przepraszam Cię, ale muszę iść.
-Nie zostaniesz na noc?
-Nie mogę… Muszę jeszcze się rozpakować.
-Ehh…
-A może Ty do nas przyjdziesz?
-Ale Ross…
-Nie ma ‘ale Ross’! Idziemy do mnie i bez gadania!
-Ugh… Ty nie odpuścisz, co nie?
-Nie. A teraz chodź.
-Ale ja się nie spakowałam!
-Pożyczę Ci coś! – Pociągnęłam ją za rękę na dół.
-Emma idzie z nami! I bez gadania! – powiedziałam, jak Riker już otwierał buzię.
-Okej. – Wyszliśmy wszyscy z ich domu, oczywiście jak wszyscy się pożegnali. Weszliśmy do naszego domu i poszłam z Em do salonu, a tam zobaczyłam…

Dobra, napiszę dalej, nie będę taka :D

Maię obściskującą się z Ross’em. E-E-E… Wtf?!
-Maia? – spytałam nieśmiało. Normalnie bym się na nią wydarła i wyrzuciła z domu, ale przecież jesteśmy ‘‘przyjaciółkami”. Tsa… Przynajmniej ona tak uważa…
-Delly?! Jak ja za tobą tęskniłam! Kochana! – Podbiegła do mnie szybko i przytuliła. A ja pokazałam wszystkim za jej plecami odruch ‘wymiotny’.
- Nawet nie wiesz jak ja tęskniłam! A Ty i Ross… - No nie da człowiekowi dokończyć. Jak ona nie potrafi wyczuć, że nikt jej nie lubi?!
-A! Ross i ja jesteśmy razem!
-To gratulację! – powiedziałam zakłopotana, przytuliłam ‘przyjaciółkę’, po czym szybko pociągnęłam Em za rękę do mojego pokoju. Widziałam, że miała już łzy w oczach.
-Dlaczego?! Dlaczego on mi to Delly zrobił?! – mówiła Emma wtulając się we mnie.
-Cii… Spokojnie… Wszystko się wyjaśni i ułoży…

-Nie Rydel! Już nic nie będzie takie samo… Chociaż w sumie taka jest kolei rzeczy… Niektóre rzeczy przychodzą jak i odchodzą… Ludzie giną codziennie… Codziennie się też rodzą… Codziennie ptaki śpiewają, ale zawsze inaczej. Codziennie zachodzi i wschodzi słońce, ale nie o tej samej porze. Codziennie ludzie się budzą, ale już z innym nastawieniem do życia jakie się miało poprzedniego dnia. Codziennie rodzi się nowa miłość i także stara przemija. Codziennie się rodzą nowe przyjaźnie i codziennie one się kończą. Codziennie każdy zapada w sen, ale nigdy nikt nie śni o tym samym. Codziennie ludzie stają się w jednej chwili bogaczami, a inni w ułamku sekundy tracą wszystko. Mogłabym jeszcze wiele wymieniać, ale po co? Morał z tego taki, że nigdy nic nie jest takie samo. Codziennie dostajesz od życia 1440 darmowych minut, tylko jest haczyk… Wykorzystaj je, bo nie wykorzystane nie przechodzą na następny dzień… - Zatkało mnie…

-Wow… Emma… To było… Piękne.

-Dzięki.

-Muszę Ci coś powiedzieć… - powiedziałam spuszczając głowę w dół.

-To mów… Nie krępuj się… Jesteśmy przyjaciółkami, nie?

-Tak, tak… Tylko… Umówiłam się z twoim bratem…

-Co?!

-No… To chyba był twój brat…

-Nazwa!

-Jack, Jacek…

-O-o-okej… Ale, że na randkę?

-Tak, nie, nie wiem…

-Jak to, nie wiesz?

-No, bo. On powiedział jak się Go spytałam czy to randka, to powiedział, że to przyjacielskie spotkanie, ale wcześniej mówił do mnie ‘śliczna’ i, że mam ładne imię…

-O masakra! A! Mój braciszek się zakochał!

-Tak oczywiście… We mnie! Zabawna jesteś!

-Czemu?

-No bo… A dobra, nie ważne… Idę spać! – Tak jak powiedziałam tak zrobiłam, tylko jeszcze najpierw poszłam się wykąpać.

*W tym samym czasie na dole*

-Maia? Zostajesz u nas na noc? – spytał Rik.

-Nie, nie… Ja już pójdę do domu. – odparła z uśmiechem.

-Skarbie, nie pozwolę Ci wracać do domu o tej porze.

-To ja ją odwiozę. – zaproponował Rik i wyszedł z Maią z domu.

*Oczami Rikera*

Cała droga z Maią minęła w ciszy. Gdy wreszcie wróciłem do domu postanowiłem poważnie pogadać z Ross’em. Weszłam bez pukania do jego w pokoju, Ross leżał ze słuchawkami w uszach na łóżku.

-Ross musimy pogadać… - Zero reakcji.

-Ross słyszysz? – I nadal nic…

-Ja mówię poważnie, pogadajmy. – No cholera! Bo się wścieknę.

-Ross! Mówię do ciebie! – Trzeba Go umówić do laryngologa.

-Kuźwa, Ross! Cholera jasna, mówię do ciebie! – Teraz się wściekłem i krzycząc wyrwałem mu słuchawki.

-Co?!

-Pogadajmy.

-Nie!

-Czemu?

-Na jaki temat?! Na temat Maii?!

-Tak.

-Wyjdź.

-Nie.

-Wyjdź.

-Nie! Nie wyjdę dopóki nie pogadamy!

-To mów!

-Czy- Czy Ty coś czujesz do Emmy?



No ta napiszę szczerze... Ten rozdział miał wyglądać inaczej, od sceny gdy Emma zaprosiła Delly żeby ta została u niej na noc. Delly miała powiedzieć żeby ona pogadała z Ross'em, a Em właśnie z nim pogadać i... więcej nie zdradzę, bo może jeszcze to wykorzystam :D Następny rozdział będzie w następnym tygodniu lub dopiero za dwa :( Przykro mi, ale teraz mam codziennie po 2 /3 testy i jakieś kartkówki, a pracy domowej od groma i ciut, ciut... Masakra! A ewentualnie dodam jutro, w co naprawdę wątpię. A raczej dzisiaj :D A na drugim blogu postaram się dodać za jakąś godzinkę lub dwie, bo spać nie zamierzam (nie chce mi się). A! Jeszcze jedna ważna sprawa! Tę pierwszą część pisała Wika, a ja tę drugą ;)
I mam parę pytań:
1. Czy Ross ma yć z Maią, czy z Emmą? Nie mogę się zdecydować więc Wy wybierzcie :D
2. Jak myślicie, co odpowie Ross Rik'owi?
3. Co myślicie o rozdziale?
4. Czy coś będzie z relacji: Rydel=Jack?
5. A jak tam u was w szkole?
Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział VII

-Yyy… Wiesz… Rydel… Ja… Ja… Ja się cieszę z tego powodu… Jesteś naprawdę wspaniałą i cudowną dziewczyną… Kocham Cię… A-Ale ja mam dziewczynę… Jestem szczęśliwy z Kelly… I-I wolałbym jakbyśmy zostali przyjaciółmi… Kocham Cię, ale jak siostrę… Jeszcze się w kimś zakochasz… Przykro mi, ale… Przyjaciele?
-Jasne. – odparłam z naprawdę mocno wymuszonym uśmiechem. Przytuliłam Go, a on po chwili wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi na klucz i zsunęłam się po nich płacząc. W życiu nie czułam się gorzej! Jak on mógł tak po prostu powiedzieć, że woli inną?! Nigdy nie miałam złamanego serca, nigdy nie miałam okazji mieć… Teraz bym z chęcią coś rozwaliła! Dupek! Debil! Idiota! Pajac! Rozszarpałabym i Bóg wie co jeszcze! Ale ja Go kocham… Zawsze będę Go kochać… I to jest najgorsze. Teraz się na niego wściekam, ale chcę Go przytulić. Co ja mam zrobić?!
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Rydel! To ja! Riker! Otwórz! – o Cholerka… Poszłam na łóżko i wtuliłam się w poduszkę żeby zagłuszyć płacz.
-Rydel! I tak tam wejdę! – ciekawe jak. Nagle drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Taa… Zapasowe klucze… Zapomniałam.
                                              ~Oczami Rikera~
Wszedłem do pokoju Rydel, bo zostawiłem tam swój telefon. Zobaczyłem tam płaczącą na łóżku Delly. Szybko do niej podbiegłem.
-Boże. Rydel co się stało?
-Nic.
-Masz mi powiedzieć!
-Bo co?!
-Bo jestem twoim starszym bratem.
-No i?! Zawołaj Emmę…
-Po co?
-Bo chcę z nią pogadać…
-Ehh… Dobrze. – no co miałem zrobić?! Ona już mi nie ufa…
-Nie ufasz mi już… Prawda? – dodałem po chwili.
-Riker, to nie tak. Po prostu babskie sprawy… Spokojnie! Nie jestem w ciąży!
-To zaraz przyjdę z Emmą...
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
-To zaraz wracam. - oznajmiłem i wyszedłem z jej pokoju. Skierowałem się w stronę domu Em. Zapukałem, ale nikt nie otwierał. Chwyciłem za klamkę i pociągnąłem. Drzwi się otworzyły, i wszedłem do środka. Obeszłem cały dom, ale nikogo nie było. Dziwne. Wszedłem do pokoju Emmy i sprawdziłem szafki, a tam było pusto. Czyli, że wyjechała... Wyjechała bez pożegnania... Smutek, żal, wściekłość, tęsknota i dziwne ukłucie w brzuchu, teraz tylko to czułem. Nic więcej. Nie byłem w niej zakochany, broń Boże. Po prostu traktowałem ją jak siostrę, była dla mnie naprawdę ważna, jakby była członkiem rodziny. Tak jak Ell. Postanowiłem pójść do domu, po tym jak się skapnąłem, że 10 minut stałem na środku pokoju i gapiłem się na ścianę. Wbiegłem do swojego domu, i pobiegłem do kuchni, tak jak myślałem. Byli tam moi rodzice z rodzicami diabolątek.
-Emma... Wyjechała? - wyjąkałem po chwili.
-Tak. Miała wyjechać jutro rano, ale spieszyło się im.
-Wróciła do Polski, bez pożegnania... - wyszeptałem, tak jakby do siebie i opadłem na krzesło. Ale coś mi nie gra... Czemu wszyscy są uśmiechnięci?!
-Oj synku... Ona nie wyjechała do Polski, tylko do L.A. - powiedziała rozbawiona moja mama. Wait, wait... Do L.A?!
-Na serio?! - krzyknąłem uradowany, jak to do mnie dotarło.
-Tak. Powiedz wszystkim żeby się pakowali, bo o 22 mamy samolot. Wcześniej wracamy do L.A. - zaśmiała się, a ja szczęśliwy wyleciałem z kuchni jak z procy i pobiegłem na górę. Stanąłem na środku korytarza i krzyknąłem:
-Pakować się! O 22 samolot do L.A! - postanowiłem nikomu nie mówić, że Em tam jest. A niech się pomęczą! Pobiegłem, again, do swojego pokoju spakować się, dużo się dzisiaj nabiegam.
              ~Oczami Rossa, kilka chwil wcześniej~
Jak częściowo domyłem włosy, poszedłem do siebie, a tam na łóżku zastałem Maię. Ehh...
-Co znowu chcesz?! - warknąłem. Nie zamierzam być dla niej miły. Co z tego, że to moja była?!
-Ty dobrze wiesz... Ciebie... - wyszeptała mi uwodzicielskim tonem do ucha i przejeżdżając palcem po moim torsie. O nie!
-Nie! Tak się bawić nie będziemy! Mówiłem Ci, że to co do ciebie czułem, to nic. Nic nigdy do ciebie nie czułem. To było po prostu złudzenie! Kocham Emmę! Mówiłem Ci, że mam dziewczynę! Wieć masz się do cholery jasnej nie wtrącać!
-Oj Rossy, Rossy... Jakiś Ty naiwny...
-O co Ci chodzi?
-O to, że Emma Cię zdradza... - nie wierzę w to co słyszę.
-Skąd te podejrzenia?
-Popatrz. - pokazała mi filmik jak Em całuje się z jakimś chłopakiem. Nie będę gorszy! Zacząłem brunetkę namiętnie całować. Zanim się zorientowałem byliśmy już w samej bieliźnie. Już miałem rozpinać jej stanik, ale do mojego królestwa wpadła Emma. Zrobiła mi awanturę i dała mi z liścia. Tak w ogóle to czemu ja, jej to próbowałem wytłumaczyć?! Przecież ja nic nie zrobiłem! Po kiego się tłumaczę! Po tym jak dała mi z liścia Maia podeszła do niej uderzyła ją i wyciągnęła z pokoju za włosy. Nie! Co jak co, ale to, to już przesada!
-Maia...
-Tak?
-Wyjdź.
-A może tak, dokończymy to w czym nam przeszkodzono?
-Nie. Masz stąd wyjść! - krzyknąłem wypychając ją za drzwi i rzucając w nią jej ubraniami. Jestem wściekły, za to co zrobiłem, jestem smutny, rozczarowany, zagubiony, nie wiem co mam teraz zrobić, czuję się jak mały bezbronny chłopczyk na środku ulicy. Czuję strach, ale nie mogę się ruszyć, nie mogę nic z tym zrobić. Skomplikowane... Co nie? Ale tak się właśnie czuję. To przykre, jak moje uczucia mogą się szybko zmienić... Jak może się zmienić życie, podejście do niego. Niestety z moich rozmyślań wyrwał mnie wrzask Rikera, że mamy się pakować, bo o 22 mamy lot do Los Angeles. A co z Emmą?! Co z nami?! Nie ma już nas... Ona mnie zdradziła. Z moimi rozmyśleniami zacząłem się pakować. Czułem jak łzy spływają po moich policzkach. Łzy smutku, samotności, zawiedzenia, rozpaczy... Ufałem jej... Trudno... Trzeba skończyć ten rozdział w życiu i nie żyć przeszłością. Wiem, że to banalne, bo znamy się bardzo krótko, ale ja serio coś do niej czułem. Można powiedzieć, że była to zwykła, letnia, przelotna miłość. Gdy wreszcie skończyłem pakować walizkę, zszedłem na dół ze sztucznym uśmieszkiem przyklejonym na superglue.
-Gotowi? Możemy jechać? - spytał mój tata, a wszyscy mu przytaknęli. Po chwili byliśmy w drodzę na lotnisko. Czemu ten świat jest taki szary?! Zawsze był pełny kolorów! Zawsze był pełny kolorów... z nią... Przestań o niej myśleć! Już się w życiu nie spotkacie! Ona mieszka po drugiej stronie Atlantyku! Ej... Kiedy ja wsiadłem do samolotu?! Okeeeyyy... Siedzę między jakąś dziewczynką, a chłopczykiem. Wyglądają na jakieś 7/8 lat. Przede mną siedzi Rydel, Riker i Ryland, a za mną Rocky, Ratliff i jakiś biznesmen.
-Pseplasam pana. Cy Ty jestes Austin Moon? (wiem! zabijcie mnie! zapomniałam wspomnieć
że Ross gra w Austin i Ally ~od aut) - wysepleniła do mnie ta dziewczynka.
-Emmm... Tak. Znaczy jestem Ross Lynch, a ja gram Austina. A Ty jesteś?
-Malta. (jakby ktoś nie skumał, to Marta~ od aut.)
-Miło mi.
-A to mój stalsy blat Piotlek.
-Ile masz lat?
-Tyle. - odparła i pokazała na swoich maleńkich rączkach liczbę 5.
-Aż 5?
-Tak. A Ty?
-15.
-Ale staly jesteś.
-A Ty jaka młoda.
-Hahah. No wiem. To Ty jestes Austin Moon?
-Nie. Ja jestem Ross Lynch i gram Austina w serialu.
-Taaak. Oczywiście. Uwazaj, bo Ci uwieze!
-No naprawdę!
-Ehe... Jasne, jasne... A teraz mów! Co blałeś?! - okeeej... Mała jest niezła z tymi tekstami.
-Nic! No chyba, że moje rodzeństwo dosypało mi coś do śniadania.
-Hahah. Ale Austin nie ma rodzeństwa.
-Ehh... A znasz zespół R5?
-Taaak! Austin w nim gra!
-Eghh! I reszta członków tego zespołu, to jego rodzeństwo.
-Skąd to wiesz?! To niemozliwe! Bo Austin nazywa się Moon! A reszta członków zespołu Lynch i Ratliff!
-Cholera! Ja jestem Austin Moon! Jestem też Ross Lynch!
-Czyli jesteś jak Spider-Man?
-Co?! Nie! Ja gram Austina Moona w serialu Austin i Ally, ale jestem Ross Lynch!
-Czyli Austin nie istnieje?
-Przykro mi, ale nie.
-Mamo! Ten debil mówi, ze Austin Moon nie istnieje! Sam gościu nie istniejes!
-Ale ja wiem lepiej czy Austin istnieje czy nie!
-Fuck you! - krzknęła na cały samolot i pobiegła do mamy. Na mnie spojrzało moje rodzeństwo i Ell.
-Ta mała to ma język w gębie. - powiedział Rocky po chwili, ale nie zauważył, że ta dziewczynka wróciła.
-Mała to jest twoja pala! Ja jestem niska. - powiedziała pokazując na Rocky`ego. Wszyscy zaczęli się z niego niepochamowanie śmiać, a Riker przybił nawet z nią piątkę. Nagle było ogłoszenie, że zaraz lądujemy. Zapiąłem pas i usiadłem wygodnie. Po chwili wysiadaliśmy z samolotu. Po wysiadce okazało się, że ta dziewczynka co obok mnie siedziała i chłopczyk `niemowa' mieszkają obok nas, a Rocky`emu ich starsza siostra wpadła w oko. Ktoś się zakochał! Albo przynajmniej zauroczył.
-Dobra. To jedziemy do domku. - głos Rydel wybudził mnie z zamyśleń. Cały czas chodzę jakiś taki zamyślony... Kiedy ja do cholery jasnej wsiadłem i wysiadłem z samochodu?! Stoję przed moim pięknym domkiem za którym się stęskniłem jak nigdy! Zaniosłem swoje walizki do SWOJEGO POKOIKU! I zszedłem ponownie na dół.
-Słuchajcie! - krzyknęła Rydel stając na środku salonu. -Idziemy dzisiaj wieczorem, tak około 19, przywitać nowych sąsiadów z na przeciwka! - dodała po chwili i wyszła. Dosiadłem się do grających na xbox`ie chłopaków i tak zleciał nam mniej więcej czas do wyjścia. Za 15, 19. Delly gania mnie już pół godziny i mówi co mam zrobić, założyć itd. Kocham ją, ale czasem mam ochotę ją udusić! Wreszcie się zdecydowała! Alleluja! Wychodzimy z domu i przechodzimy na drugą stronę. Pukam do drzwi sąsiadów, a one po chwili się otwierają. Mój świat legnął w gtuzach... Drzwi otworzył/a...
                          C.D.N

No i jak?! Wiem, że krótki, beznadziejny, ale pisany na telefonie. Siedzę właśnie z kuzynką przed domem cioci i oglądamy jak Amerykańska młodzież popisuje się na deskorolkach. Nawet mi zaproponowali, że mnie nauczą jeździć, ale poddałam się jak nie mogłam ustać na niej. Może jeszcze spróbuję.
Rozdział miał być jak wrócę do Polski, ale moglibyście długo na niego poczekać.
A teraz parę pytań:
1.Kto się spodziewał Rydellington?
2.Kogo w drzwiach zobaczył Ross?
3.Co myślicie o zachowaniu Rossa i Emmy? Kto ma rację?
4.Co powinni zrobić Ross i Em żeby się pogodzić?
5. I jak się dodaje współtwórcę?
Pozdrawiam cieplutko<5
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział VI

Jak nic  mnie zabijecie... 

Cały salon i kuchnia były w… jedzeniu, od sufitu do podłogi. WSZYSTKO!
-Diabły! Do mnie! – wydarłam się, bo sądząc po minie Rydel to ta by nic w związku z tym nie zrobiła. Po chwili stali przede mną w szeregu.
-Coś się stało? – spytała Amanda z głupawym uśmieszkiem.
-Ja Ci zaraz powiem co się stało! Jesteście małymi, naburmuszonymi, niewychowanymi, rozpieszczonymi bachorami! Jeśli myślicie, że ujdzie wam to na sucho to się bardzo mylicie!
-Niby czemu?! Rodzice nam uwierzą, że to Wy to zrobiliście. Tak samo jak uwierzyli w to, że Riker nas niby pobił. – odparła Annabell i uśmiechnęła się przebiegle.
-A tu Was zdziwię! Mam to WSZYSTKO co teraz powiedzieliście na dyktafonie! Więc, albo grzecznie to wszystko posprzątacie, albo pokażemy to rodzicom. – ooo taak… Nie ma to jak szantaż… Ja zabrałam oszołomioną Rydel do jej pokoju, gdzie usiadłyśmy na łóżku, a ona mnie przytuliła i się rozpłakała. Yyy… O co chodzi?
-Zamknij drzwi… Na klucz. – wydukała. Zrobiłam o co blondynka prosiła i wróciłam na miejsce.
-Co się stało Delly? – spytałam z troską.
-No… No… Bo… Ell…
-Co Ell?!
-Ale co ja?! – wpadł nagle do pokoju zdezorientowany brunet. Jak on otworzył drzwi?
-Delly! Co się stało?! – podbiegł do niej, jak tylko zobaczył, że płacze.
-To ja Was może zostawię samych… - powiedziałam i ich zostawiłam. Poszłam do myjących włosy chłopaków.
-Emm… Czemu masz Emma czarne plamy na koszulce? – spytał Rocky. Spojrzałam na bluzkę i faktycznie miałam ślad po tuszu do rzęs.
-Delly płakała. – powiedziałam, a Riker wystrzelił jak z procy i chciał iść do niej, ale Go zatrzymałam.
-Nie! Ratliff jest u niej!
-O to ja też pójdę! – powiedział groźnie na to Ross i Rocky razem.
-Nie! Czemu?!
-Bo jak on jej coś zrobi?!
-Chłopaki!
-Co?!
-To się robi chore! Ell to wasz najlepszy przyjaciel i Rydel także!
-Niech Ci będzie… Mam mocno jeszcze kolorowe włosy? – zapytał się mnie Riker.
-Nie. Ale kolorowe nadal masz. Ile już razy już je myliście?
-20. – odparł Riker.
-25. – powiedział dumnie Ross.
-To ja Cię Ross pobiję! 27! – dodał Rocky.
-15. – burknął Ryland.
                                             ~Oczami Rydel~
Zostałam sama z Ellem. I co ja mu powiem?! Że się w nim zakochałam?! On ma od niedawna dziewczynę! (Wiem, że o tym nie wspominałam ;( zapomniałam ~od aut.)  I to właśnie z tego powodu płaczę…
-Czemu płaczesz? – spytał z troską uwalniając mnie tym samym z uścisku. Ouu… I co ja mam mu powiedzieć?!
-Nieważne…
-Właśnie, że ważne!
-Bo… Bo… Bo… Bo Rocky nie chciał iść ze mną na zakupy… I powiedział, że chyba śnię… Myślę, że on się mnie wstydzi… I to przykre… - fakt, faktem nie skłamałam, bo Rocky nie chciał iść ze mną na zakupy, ale ja Go o to prosiłam jeszcze w L.A!
-Och… Delly… Na pewno tak nie jest. Rocky jest twoim bratem i kocha Cię najmocniej na świecie. Jak chcesz to jak wrócimy do Los Angeles, to pójdziemy wszyscy na zakupy. Oki?
-Jasne.
-Tylko prooszę, nie płacz już. – dodał po chwili, jaki on kochany!
-Dobrze. Idź umyć teraz te włosy. – odparłam, a on pierw mnie przytulając wyszedł. I co teraz robić? Internet!   
-Emma! – zawołałam.
-Tak?
-Oglądasz ze mną film?
-Jaki?
-,,Gwiazd naszych wina”?
-No pewnie. – odparła i przysiadła się do mnie. Włączyłam film i zaczęłyśmy oglądać.
                                             ~Oczami Ell’a~
Wyszedłem z pokoju blondynki i poszedłem z powrotem do łazienki.
-Hej. – powiedziałem.
-Hej. Czemu Rydel płakała?
-Przez Rocky’ego.
-Przeze mnie?!
-Tak.
-Czemu?!
-Bo w Los Angeles nie chciałeś iść z nią na zakupy. Powiedziałeś, że chyba śni i ona mi powiedziała, że myślała, że się jej wstydzisz.
-Och… Mogłem tak nie zareagować. Biedna. Ja się jej nie wstydzę. – odparł smutny.
-Ale… - zamknąłem drzwi. – Mi się wydaje, że z innego powodu płakała. Nigdy się tak nie zachowywała jak ktoś nie chciał iść z nią na zakupy. – dodałem swoją sugestię.
-Pewnie znowu okres ma. – powiedział dotąd nie odzywający się Ross.
-Pogadam z nią o tym wieczorem.
-O tym czy ma okres?
-Nie! Ross! Ty jesteś głupi, czy tylko udajesz?
-Foch Forever. Emma! – krzyknął zrozpaczony pobiegł do niej. –Emma! Ell nazwał nie głupim! Zrób mu coś! – dało się tyko jeszcze słyszeć. Czyli odpowiedź brzmi: Jest głupi.
-Ratliff? – zapytał nagle Riker.
-Si?
-Czujesz coś do Delly?
-Pogrzało Cię?! Ja mam dziewczynę! – no dobra… Może jakieś małe zauroczenie jest, ale po za tym nic więcej nie ma…
-Serio?!
-Tak.
-Zdradziłeś mnie! – załkał Rocky.
-Riker. Też chcesz się jeszcze na mnie fochnąć?
-Nie… Na razie nie mam za co.
-Raliff! – o ho! Przyszła zdenerwowana Emma z Rossem.
-Tak?
-Czemu Go przezwałeś?!
-Bo jest głupi!
-Sam jesteś głupi! Masz przeprosić Rossiego! – walnęła mnie mocno w tył głowy.
-Bo?!
-Nie słyszałeś! Mas mnie pseplosić!
-O God! Z kim jak żyję!? Przepraszam! Pasi?!
-Pasić to się może konik!
-Och! Co za przedszkole! Myć do cholery te włosy i nie gadać!
-Ej! Emma! Czekaj!
-Czego?! – kolejna ma okres?!
-Co zrobiłaś z tymi dziećmi?
-Nabrudziły, to teraz sprzątają.
-Jak Ty to zrobiłaś?
-Szantaż.
-Aha.
-Dzieci! Wróciliśmy! – usłyszeliśmy krzyk Stormie.
-Myjcie te włosy! – powiedziała szybko Em i wyszła.
                                                 ~Oczami Emmy~
Jestem ciekawa czy posprzątali już na dole.
-Delly! Chodź. Idziemy na dół rodzice przyjechali. – oznajmiłam wchodząc do jej pokoju.
-Powiesz mi dlaczego płaczesz? – spytałam jak zauważyłam, że blondynka znów zalewa się łzami.
-Bo Ell ma dziewczynę.
-Ooo… Biedactwo. Może byś z nim na spokojnie pogadała?
-Nie. Idziemy?
-Nie zmieniaj tematu! Ale chodź. – odparłam i zeszłam z Delly do salonu gdzie siedzieli rodzice.
-Emma. Mogłabyś pójść do tego sklepiku obok i kupić sałatę? – spytała moja mama.
-Jasne. Zaraz wracam. – odparłam i wyszłam. Po chwili byłam w sklepiku. Wzięłam sałatę i   zauważyłam bardzo ciekawą rzecz…
-Ile płacę? – spytałam biorąc gazetkę do ręki.
-5 dolarów.
-Proszę. – zapłaciłam i wychodząc ze sklepu, przeczytałam w tej gazecie bardzo ciekawy, bolesny fakt. A mianowicie:
Ross Lynch wraz z rodzeństwem wyjeżdżają do Littleton. Czy jego związek z nie jaką Maią Mitchell się rozpadnie? Ponoć na lotnisku przysięgali sobie wieczną miłość i, że nie ważne co się wydarzy nie rozstaną się. Dzisiaj w wiadomościach o 17:00 na CNN ich pożegnanie na lotnisku, a także spotkanie w Littelton.
Dobra… Tylko nie płacz… Zobaczysz w wiadomościach jak to wyglądało. Która godzina?!
17:30! To teraz sprint do Lynchów! Wbiegłam do domu zostawiając byle gdzie sałatę i włączyłam szybko kanał. Dobrze, że nikogo nie było. Zauważyłam, że rodzice byli w kuchni. A reszta mnie teraz nie interesuję.

R-Ross, M-Maia

M: Ross. Będzie lepiej jak się rozstaniemy.
R: Nie! Ja bez ciebie nie wytrzymam! Kocham Cię…
M: Ja ciebie też, al…

Dobra! Nie chcę tego słuchać! Poszłam szybko do pokoju Ross to wyjaśnić, ale co tam zastałam?! Bardzo ciekawe widoki! A konkretniej Maię w samej bieliźnie, siedzącą okrakiem na Rossie i całującą Go. A blondyn był w samych spodniach, a to jest najlepsze,że już miał jej rozpinać stanik.
-Ross… - powiedziałam tak głośno, na ile pozwoliły mi łzy. Czyli prawie nie słyszalnie.
-E-E-Emma?
-Przepraszam bardzo! Proszę! Nie przeszkadzajcie sobie! Pieprzcie się dalej!  Ja głupia myślałam, że jesteś inny! Jesteś jak wszyscy! Liczy się dla ciebie tylko żeby przelecieć jakąś dziewczynę!
-Nie mów ta…
-Nie?! To co to ma być?! Jeszcze rano mówiłeś mi, że mnie kochasz! Zapewniałeś, że mnie nie zranisz! A tym razem robisz wszystko na odwrót! To koniec Ross…  – nie wytrzymałam i dałam mu porządnie z liścia. Ale nie spodziewałam się tego, że ta dziewczyna podejdzie do mnie, da mi z liścia, przewróci, kopnie porządnie w brzuch i za włosy wyciągnie z pokoju. Najbardziej zabolało mnie to, że Ross nic z tym nie zrobił. Zeszłam, a raczej dowlokłam się do salonu i wyszłam z ich domu. Nie miałam siły i po prostu usiadłam na schodach wejściowych. I płakałam. Płakałam jak głupia. Dobra! Emma! Trzeba wziąć się w garść! I dojść chociaż do domu! Jak pomyślałam tak zrobiłam, i poszłam do swojego domu. Tam wtuliłam się w poduszkę i płakałam. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Mama…
(J-Ja, M-Mama)
J: Halo?
M: Hej córciu. Mam dla ciebie niespodziankę.
J: Jaką?
M: Pakuj się.
J: Po co?
M: Lecimy do L.A na całe wakacje!
J: Super… Kiedy mamy lot?
M: Rano o 10.
J: A co z Kacprem i Jackiem?
M: Też przylecą.
J; Dobrze. To ja kończę. Papa…
Mama już nic nie odpowiedziała, bo się rozłączyłam. Normalnie bym się cieszyła, ale teraz jedyne na co mam ochotę to się zabić… Idę się spakować…
                                               ~Oczami Rydel~
Muszę sobie wszystko przeanalizować… Emma zniknęła, poszła ponoć do siebie… Zaraz kolacja… Chłopaki prawie domyli włosy… Em skręciła rękę…. Ratliff ma dziewczynę… Rocky czuje się zdradzony… Ell właśnie wszedł do mojego pokoju… Ro… Zaraz, zaraz… Ell wszedł do mojego pokoju?!
-Hej… Coś się stało? Chciałeś coś? – spytałam.
-Nie i tak… Czyli nic się nie stało, ale chciałem pogadać.
-O czym?
-O tym dlaczego naprawdę płakałaś?
-Ja powiedziałam Ci prawdę…
-Jasne. Powiedz teraz taką prawdę, prawdę.
-Ale ja powiedziała prawdę!
-Oby dwoje dobrze wiemy, że nie.
-Nie musisz wiedzieć…
-Muszę.
-Nie. Nie interesuj się.
-Właśnie się będę interesował, bo jestem twoim przyjacielem!
-I w tym tkwi problem! – ja serio to powiedziałam?! Tak serio, serio?!
-C-C-Co? Nie rozumiem… - serio gościu?!
-Płakałam, bo Ty masz dziewczynę! Bo się w tobie zakochałam! – wyrzuciłam wreszcie to z siebie i się czuje parę kilo lżejsza. Boże! Co ja narobiłam!?
-Yyy… Wiesz… Rydel… Ja…

A teraz szczerze...  Nie było tego zerwania w planach jak wyobrażałam sobie ten rozdział ;) Przepraszam za błędy ale strasznie trzęsą mi się ręce... Siedzę na lotnisku na laptopie i piszę. Ja zaraz na zawał padnę! Pomocy! Ja nie chcę lecieć! Dlaczego się nie wyspowiadałam?! A jak samolot się rozbije?! Wpadnie do Atlantyku?! Zaginie na trójkącie Bermudzkim?! (chociaż nie wiem czy trasa tego samolotu Go w ogóle obejmuje xdd). W środku będą terroryści?! Ruskie nas postrzelą?! (choć w ogóle to nie w tę stronę) Dobra ciutek histeryzuję.... Odmówiłam cały pacierz. Najwyżej nie dowiecie się co Ell powie Delly... Chociaż ze mną i tak jest dobrze, Wika już się modli półgodziny, ja się zastanawiam czy  ona czasem Mszy Świętej nie odmawia ;) Chociaż tak po cichu liczę, że może spotkam R5 na miejscu... Jadę do cioci! Która mieszka na Labrador Street 17531! A to przecież nie daelko Lynchów! Prawda? Wiem, że się wyprowadzili, ale wiem od cioci, że Stormie i Mark chyba nadal tam mieszkają, więc jest szansa, że Ryland też! Chociaż i tak wiem, że mi nikt nie uwierzy... Dobra, bo zaraz notka wyjdzie dłuższa niż rozdział... Mam parę pytań:
1. Jak się podoba rozdział?
2. Co sądzicie o zerwaniu Rossa i Emmy?
3. Co powie Ell, Delly?
4. Czy reszta rodzeństwa będzie chronić Emmę, czy Rossa?
5. Kto leciał samolotem?! Jest się czego bać?! Jaka jest szansa na napad terrorystyczny?! Ile się ok. leci do L.A?
Pozdrawiam cieplutko <5
Kochałam Was <3
~Suza
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ