niedziela, 23 sierpnia 2015
Kiedy rozdział?
Chciałam was poinformować dlaczego nie ma rozdziału i kiedy będzie, a oto powody czemu nie ma:
1. Są wakacje.
2. Wakacje skończą się za 10 dni, więc ze znajomymi robimy wszystko żeby jak najczęściej się spotykać, bo niestety ale się wszyscy rozstajemy w gimnazjum :'(
3. Jestem strasznie zmęczona. Chodzę spać o 4, czy 5, a wstaje o 11 i kolejny dzień i noc taki sam - ze znajomymi.
4. Zaopatrz am się w rzeczy do szkoły, czyli już tym wszystkim się no zajmuję.
5. Jestem w załamce, bo dowiedziałam się że nie będę z nikim znajomym w klasie i nie wiadomo czy będzie można się przepisać :(
6. Wena ni opuściła.
7. Myślałam, że będę miała dzisiaj wolny wieczór, ale... Jest jakiś koncert, czyli te takie festyny co są i... znajomi mnie wyciągnęli...
Mam jeszcze dużo powodów, ale się spieszę, bo muszę się uszykować, a za pół godziny jadę.
Także postaram się naprawdę dodać rozdział jak najszybciej i po nadrabiam zaległości w komentowaniu :D I przepraszam was za to, że nie ma tak długo rozdziałów, ani nie komentuję blogów :(
Pozdrawiam cieplutko <5
~Suza L
niedziela, 12 lipca 2015
Rodzział XI
niedziela, 21 czerwca 2015
Nowy blog!
I tam wszystko jest też w notce powyjaśniane dlaczego nie ma tu rozdziału :/
Pozdrawiam <3
~Suza
wtorek, 26 maja 2015
New blog! Zapowiedź, fabuła.
czwartek, 30 kwietnia 2015
Rozdział X + ważna notka :)

Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza
środa, 1 kwietnia 2015
Rozdział IX cz. II
*
*
*
*
*
*
*
*
*
Nie! Nie mogę tego napisać...
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
No nie dam rady! Znienawidzicie mnie! Dobra... Trzeba wziąć się w garść i napisać/powiedzieć...
*
*
*
*
*
*
*
Prima Aprilis!!!!!:D
Blog się nie kończy!
Żartowałam!
Jak ktoś się dał nabrać czy coś... Przepraszam :D
Nie gniewajcie się, ale nie mogłam się powstrzymać :) A tutaj macie przeprosinowy fragmencik R9 cz. II!
Jak się wyrobię to dodam dalszą część dzisiaj!
Pozdrawiam cieplutko <3 Chciałam też podziękować za wszystkie wyświetlenia, których jest powyżej 1200! Dziękuję <3
~Suza
wtorek, 31 marca 2015
Rozdział IX cz.I
niedziela, 8 marca 2015
Rozdział VIII


*Oczami Rydel*
-Nie Rydel! Już nic nie będzie takie samo… Chociaż w sumie taka jest kolei
rzeczy… Niektóre rzeczy przychodzą jak i odchodzą… Ludzie giną codziennie…
Codziennie się też rodzą… Codziennie ptaki śpiewają, ale zawsze inaczej. Codziennie
zachodzi i wschodzi słońce, ale nie o tej samej porze. Codziennie ludzie się
budzą, ale już z innym nastawieniem do życia jakie się miało poprzedniego dnia.
Codziennie rodzi się nowa miłość i także stara przemija. Codziennie się rodzą
nowe przyjaźnie i codziennie one się kończą. Codziennie każdy zapada w sen, ale
nigdy nikt nie śni o tym samym. Codziennie ludzie stają się w jednej chwili
bogaczami, a inni w ułamku sekundy tracą wszystko. Mogłabym jeszcze wiele
wymieniać, ale po co? Morał z tego taki, że nigdy nic nie jest takie samo. Codziennie dostajesz
od życia 1440 darmowych minut, tylko jest haczyk… Wykorzystaj je, bo nie
wykorzystane nie przechodzą na następny dzień… - Zatkało mnie…
-Wow… Emma… To było… Piękne.
-Dzięki.
-Muszę Ci coś powiedzieć… - powiedziałam
spuszczając głowę w dół.
-To mów… Nie krępuj się… Jesteśmy przyjaciółkami,
nie?
-Tak, tak… Tylko… Umówiłam się z twoim bratem…
-Co?!
-No… To chyba był twój brat…
-Nazwa!
-Jack, Jacek…
-O-o-okej… Ale, że na randkę?
-Tak, nie, nie wiem…
-Jak to, nie wiesz?
-No, bo. On powiedział jak się Go spytałam
czy to randka, to powiedział, że to przyjacielskie spotkanie, ale wcześniej
mówił do mnie ‘śliczna’ i, że mam ładne imię…
-O masakra! A! Mój braciszek się zakochał!
-Tak oczywiście… We mnie! Zabawna jesteś!
-Czemu?
-No bo… A dobra, nie ważne… Idę spać! – Tak jak
powiedziałam tak zrobiłam, tylko jeszcze najpierw poszłam się wykąpać.
*W tym samym
czasie na dole*
-Maia? Zostajesz u nas na noc? – spytał Rik.
-Nie, nie… Ja już pójdę do domu. – odparła z
uśmiechem.
-Skarbie, nie pozwolę Ci wracać do domu o tej
porze.
-To ja ją odwiozę. – zaproponował Rik i
wyszedł z Maią z domu.
*Oczami Rikera*
Cała droga z Maią minęła w ciszy. Gdy
wreszcie wróciłem do domu postanowiłem poważnie pogadać z Ross’em. Weszłam bez
pukania do jego w pokoju, Ross leżał ze słuchawkami w uszach na łóżku.
-Ross musimy pogadać… - Zero reakcji.
-Ross słyszysz? – I nadal nic…
-Ja mówię poważnie, pogadajmy. – No cholera! Bo
się wścieknę.
-Ross! Mówię do ciebie! – Trzeba Go umówić do
laryngologa.
-Kuźwa, Ross! Cholera jasna, mówię do ciebie!
– Teraz się wściekłem i krzycząc wyrwałem mu słuchawki.
-Co?!
-Pogadajmy.
-Nie!
-Czemu?
-Na jaki temat?! Na temat Maii?!
-Tak.
-Wyjdź.
-Nie.
-Wyjdź.
-Nie! Nie wyjdę dopóki nie pogadamy!
-To mów!
-Czy- Czy Ty coś czujesz do Emmy?
wtorek, 24 lutego 2015
Rozdział VII
-Yyy… Wiesz… Rydel… Ja… Ja… Ja się cieszę z tego powodu… Jesteś naprawdę wspaniałą i cudowną dziewczyną… Kocham Cię… A-Ale ja mam dziewczynę… Jestem szczęśliwy z Kelly… I-I wolałbym jakbyśmy zostali przyjaciółmi… Kocham Cię, ale jak siostrę… Jeszcze się w kimś zakochasz… Przykro mi, ale… Przyjaciele?
-Jasne. – odparłam z naprawdę mocno wymuszonym uśmiechem. Przytuliłam Go, a on po chwili wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi na klucz i zsunęłam się po nich płacząc. W życiu nie czułam się gorzej! Jak on mógł tak po prostu powiedzieć, że woli inną?! Nigdy nie miałam złamanego serca, nigdy nie miałam okazji mieć… Teraz bym z chęcią coś rozwaliła! Dupek! Debil! Idiota! Pajac! Rozszarpałabym i Bóg wie co jeszcze! Ale ja Go kocham… Zawsze będę Go kochać… I to jest najgorsze. Teraz się na niego wściekam, ale chcę Go przytulić. Co ja mam zrobić?!
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Rydel! To ja! Riker! Otwórz! – o Cholerka… Poszłam na łóżko i wtuliłam się w poduszkę żeby zagłuszyć płacz.
-Rydel! I tak tam wejdę! – ciekawe jak. Nagle drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Taa… Zapasowe klucze… Zapomniałam.
~Oczami Rikera~
Wszedłem do pokoju Rydel, bo zostawiłem tam swój telefon. Zobaczyłem tam płaczącą na łóżku Delly. Szybko do niej podbiegłem.
-Boże. Rydel co się stało?
-Nic.
-Masz mi powiedzieć!
-Bo co?!
-Bo jestem twoim starszym bratem.
-No i?! Zawołaj Emmę…
-Po co?
-Bo chcę z nią pogadać…
-Ehh… Dobrze. – no co miałem zrobić?! Ona już mi nie ufa…
-Nie ufasz mi już… Prawda? – dodałem po chwili.
-Riker, to nie tak. Po prostu babskie sprawy… Spokojnie! Nie jestem w ciąży!
-To zaraz przyjdę z Emmą...
-Dziękuję.
-Nie ma za co. Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
-To zaraz wracam. - oznajmiłem i wyszedłem z jej pokoju. Skierowałem się w stronę domu Em. Zapukałem, ale nikt nie otwierał. Chwyciłem za klamkę i pociągnąłem. Drzwi się otworzyły, i wszedłem do środka. Obeszłem cały dom, ale nikogo nie było. Dziwne. Wszedłem do pokoju Emmy i sprawdziłem szafki, a tam było pusto. Czyli, że wyjechała... Wyjechała bez pożegnania... Smutek, żal, wściekłość, tęsknota i dziwne ukłucie w brzuchu, teraz tylko to czułem. Nic więcej. Nie byłem w niej zakochany, broń Boże. Po prostu traktowałem ją jak siostrę, była dla mnie naprawdę ważna, jakby była członkiem rodziny. Tak jak Ell. Postanowiłem pójść do domu, po tym jak się skapnąłem, że 10 minut stałem na środku pokoju i gapiłem się na ścianę. Wbiegłem do swojego domu, i pobiegłem do kuchni, tak jak myślałem. Byli tam moi rodzice z rodzicami diabolątek.
-Emma... Wyjechała? - wyjąkałem po chwili.
-Tak. Miała wyjechać jutro rano, ale spieszyło się im.
-Wróciła do Polski, bez pożegnania... - wyszeptałem, tak jakby do siebie i opadłem na krzesło. Ale coś mi nie gra... Czemu wszyscy są uśmiechnięci?!
-Oj synku... Ona nie wyjechała do Polski, tylko do L.A. - powiedziała rozbawiona moja mama. Wait, wait... Do L.A?!
-Na serio?! - krzyknąłem uradowany, jak to do mnie dotarło.
-Tak. Powiedz wszystkim żeby się pakowali, bo o 22 mamy samolot. Wcześniej wracamy do L.A. - zaśmiała się, a ja szczęśliwy wyleciałem z kuchni jak z procy i pobiegłem na górę. Stanąłem na środku korytarza i krzyknąłem:
-Pakować się! O 22 samolot do L.A! - postanowiłem nikomu nie mówić, że Em tam jest. A niech się pomęczą! Pobiegłem, again, do swojego pokoju spakować się, dużo się dzisiaj nabiegam.
~Oczami Rossa, kilka chwil wcześniej~
Jak częściowo domyłem włosy, poszedłem do siebie, a tam na łóżku zastałem Maię. Ehh...
-Co znowu chcesz?! - warknąłem. Nie zamierzam być dla niej miły. Co z tego, że to moja była?!
-Ty dobrze wiesz... Ciebie... - wyszeptała mi uwodzicielskim tonem do ucha i przejeżdżając palcem po moim torsie. O nie!
-Nie! Tak się bawić nie będziemy! Mówiłem Ci, że to co do ciebie czułem, to nic. Nic nigdy do ciebie nie czułem. To było po prostu złudzenie! Kocham Emmę! Mówiłem Ci, że mam dziewczynę! Wieć masz się do cholery jasnej nie wtrącać!
-Oj Rossy, Rossy... Jakiś Ty naiwny...
-O co Ci chodzi?
-O to, że Emma Cię zdradza... - nie wierzę w to co słyszę.
-Skąd te podejrzenia?
-Popatrz. - pokazała mi filmik jak Em całuje się z jakimś chłopakiem. Nie będę gorszy! Zacząłem brunetkę namiętnie całować. Zanim się zorientowałem byliśmy już w samej bieliźnie. Już miałem rozpinać jej stanik, ale do mojego królestwa wpadła Emma. Zrobiła mi awanturę i dała mi z liścia. Tak w ogóle to czemu ja, jej to próbowałem wytłumaczyć?! Przecież ja nic nie zrobiłem! Po kiego się tłumaczę! Po tym jak dała mi z liścia Maia podeszła do niej uderzyła ją i wyciągnęła z pokoju za włosy. Nie! Co jak co, ale to, to już przesada!
-Maia...
-Tak?
-Wyjdź.
-A może tak, dokończymy to w czym nam przeszkodzono?
-Nie. Masz stąd wyjść! - krzyknąłem wypychając ją za drzwi i rzucając w nią jej ubraniami. Jestem wściekły, za to co zrobiłem, jestem smutny, rozczarowany, zagubiony, nie wiem co mam teraz zrobić, czuję się jak mały bezbronny chłopczyk na środku ulicy. Czuję strach, ale nie mogę się ruszyć, nie mogę nic z tym zrobić. Skomplikowane... Co nie? Ale tak się właśnie czuję. To przykre, jak moje uczucia mogą się szybko zmienić... Jak może się zmienić życie, podejście do niego. Niestety z moich rozmyślań wyrwał mnie wrzask Rikera, że mamy się pakować, bo o 22 mamy lot do Los Angeles. A co z Emmą?! Co z nami?! Nie ma już nas... Ona mnie zdradziła. Z moimi rozmyśleniami zacząłem się pakować. Czułem jak łzy spływają po moich policzkach. Łzy smutku, samotności, zawiedzenia, rozpaczy... Ufałem jej... Trudno... Trzeba skończyć ten rozdział w życiu i nie żyć przeszłością. Wiem, że to banalne, bo znamy się bardzo krótko, ale ja serio coś do niej czułem. Można powiedzieć, że była to zwykła, letnia, przelotna miłość. Gdy wreszcie skończyłem pakować walizkę, zszedłem na dół ze sztucznym uśmieszkiem przyklejonym na superglue.
-Gotowi? Możemy jechać? - spytał mój tata, a wszyscy mu przytaknęli. Po chwili byliśmy w drodzę na lotnisko. Czemu ten świat jest taki szary?! Zawsze był pełny kolorów! Zawsze był pełny kolorów... z nią... Przestań o niej myśleć! Już się w życiu nie spotkacie! Ona mieszka po drugiej stronie Atlantyku! Ej... Kiedy ja wsiadłem do samolotu?! Okeeeyyy... Siedzę między jakąś dziewczynką, a chłopczykiem. Wyglądają na jakieś 7/8 lat. Przede mną siedzi Rydel, Riker i Ryland, a za mną Rocky, Ratliff i jakiś biznesmen.
-Pseplasam pana. Cy Ty jestes Austin Moon? (wiem! zabijcie mnie! zapomniałam wspomnieć
że Ross gra w Austin i Ally ~od aut) - wysepleniła do mnie ta dziewczynka.
-Emmm... Tak. Znaczy jestem Ross Lynch, a ja gram Austina. A Ty jesteś?
-Malta. (jakby ktoś nie skumał, to Marta~ od aut.)
-Miło mi.
-A to mój stalsy blat Piotlek.
-Ile masz lat?
-Tyle. - odparła i pokazała na swoich maleńkich rączkach liczbę 5.
-Aż 5?
-Tak. A Ty?
-15.
-Ale staly jesteś.
-A Ty jaka młoda.
-Hahah. No wiem. To Ty jestes Austin Moon?
-Nie. Ja jestem Ross Lynch i gram Austina w serialu.
-Taaak. Oczywiście. Uwazaj, bo Ci uwieze!
-No naprawdę!
-Ehe... Jasne, jasne... A teraz mów! Co blałeś?! - okeeej... Mała jest niezła z tymi tekstami.
-Nic! No chyba, że moje rodzeństwo dosypało mi coś do śniadania.
-Hahah. Ale Austin nie ma rodzeństwa.
-Ehh... A znasz zespół R5?
-Taaak! Austin w nim gra!
-Eghh! I reszta członków tego zespołu, to jego rodzeństwo.
-Skąd to wiesz?! To niemozliwe! Bo Austin nazywa się Moon! A reszta członków zespołu Lynch i Ratliff!
-Cholera! Ja jestem Austin Moon! Jestem też Ross Lynch!
-Czyli jesteś jak Spider-Man?
-Co?! Nie! Ja gram Austina Moona w serialu Austin i Ally, ale jestem Ross Lynch!
-Czyli Austin nie istnieje?
-Przykro mi, ale nie.
-Mamo! Ten debil mówi, ze Austin Moon nie istnieje! Sam gościu nie istniejes!
-Ale ja wiem lepiej czy Austin istnieje czy nie!
-Fuck you! - krzknęła na cały samolot i pobiegła do mamy. Na mnie spojrzało moje rodzeństwo i Ell.
-Ta mała to ma język w gębie. - powiedział Rocky po chwili, ale nie zauważył, że ta dziewczynka wróciła.
-Mała to jest twoja pala! Ja jestem niska. - powiedziała pokazując na Rocky`ego. Wszyscy zaczęli się z niego niepochamowanie śmiać, a Riker przybił nawet z nią piątkę. Nagle było ogłoszenie, że zaraz lądujemy. Zapiąłem pas i usiadłem wygodnie. Po chwili wysiadaliśmy z samolotu. Po wysiadce okazało się, że ta dziewczynka co obok mnie siedziała i chłopczyk `niemowa' mieszkają obok nas, a Rocky`emu ich starsza siostra wpadła w oko. Ktoś się zakochał! Albo przynajmniej zauroczył.
-Dobra. To jedziemy do domku. - głos Rydel wybudził mnie z zamyśleń. Cały czas chodzę jakiś taki zamyślony... Kiedy ja do cholery jasnej wsiadłem i wysiadłem z samochodu?! Stoję przed moim pięknym domkiem za którym się stęskniłem jak nigdy! Zaniosłem swoje walizki do SWOJEGO POKOIKU! I zszedłem ponownie na dół.
-Słuchajcie! - krzyknęła Rydel stając na środku salonu. -Idziemy dzisiaj wieczorem, tak około 19, przywitać nowych sąsiadów z na przeciwka! - dodała po chwili i wyszła. Dosiadłem się do grających na xbox`ie chłopaków i tak zleciał nam mniej więcej czas do wyjścia. Za 15, 19. Delly gania mnie już pół godziny i mówi co mam zrobić, założyć itd. Kocham ją, ale czasem mam ochotę ją udusić! Wreszcie się zdecydowała! Alleluja! Wychodzimy z domu i przechodzimy na drugą stronę. Pukam do drzwi sąsiadów, a one po chwili się otwierają. Mój świat legnął w gtuzach... Drzwi otworzył/a...
C.D.N
No i jak?! Wiem, że krótki, beznadziejny, ale pisany na telefonie. Siedzę właśnie z kuzynką przed domem cioci i oglądamy jak Amerykańska młodzież popisuje się na deskorolkach. Nawet mi zaproponowali, że mnie nauczą jeździć, ale poddałam się jak nie mogłam ustać na niej. Może jeszcze spróbuję.
Rozdział miał być jak wrócę do Polski, ale moglibyście długo na niego poczekać.
A teraz parę pytań:
1.Kto się spodziewał Rydellington?
2.Kogo w drzwiach zobaczył Ross?
3.Co myślicie o zachowaniu Rossa i Emmy? Kto ma rację?
4.Co powinni zrobić Ross i Em żeby się pogodzić?
5. I jak się dodaje współtwórcę?
Pozdrawiam cieplutko<5
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
poniedziałek, 16 lutego 2015
Rozdział VI
Cały salon i kuchnia były w… jedzeniu, od sufitu do podłogi. WSZYSTKO!
-Co zrobiłaś z tymi dziećmi?
A teraz szczerze... Nie było tego zerwania w planach jak wyobrażałam sobie ten rozdział ;) Przepraszam za błędy ale strasznie trzęsą mi się ręce... Siedzę na lotnisku na laptopie i piszę. Ja zaraz na zawał padnę! Pomocy! Ja nie chcę lecieć! Dlaczego się nie wyspowiadałam?! A jak samolot się rozbije?! Wpadnie do Atlantyku?! Zaginie na trójkącie Bermudzkim?! (chociaż nie wiem czy trasa tego samolotu Go w ogóle obejmuje xdd). W środku będą terroryści?! Ruskie nas postrzelą?! (choć w ogóle to nie w tę stronę) Dobra ciutek histeryzuję.... Odmówiłam cały pacierz. Najwyżej nie dowiecie się co Ell powie Delly... Chociaż ze mną i tak jest dobrze, Wika już się modli półgodziny, ja się zastanawiam czy ona czasem Mszy Świętej nie odmawia ;) Chociaż tak po cichu liczę, że może spotkam R5 na miejscu... Jadę do cioci! Która mieszka na Labrador Street 17531! A to przecież nie daelko Lynchów! Prawda? Wiem, że się wyprowadzili, ale wiem od cioci, że Stormie i Mark chyba nadal tam mieszkają, więc jest szansa, że Ryland też! Chociaż i tak wiem, że mi nikt nie uwierzy... Dobra, bo zaraz notka wyjdzie dłuższa niż rozdział... Mam parę pytań:
1. Jak się podoba rozdział?
2. Co sądzicie o zerwaniu Rossa i Emmy?
3. Co powie Ell, Delly?
4. Czy reszta rodzeństwa będzie chronić Emmę, czy Rossa?
5. Kto leciał samolotem?! Jest się czego bać?! Jaka jest szansa na napad terrorystyczny?! Ile się ok. leci do L.A?
Pozdrawiam cieplutko <5
Kochałam Was <3
~Suza
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ