wtorek, 31 marca 2015

Rozdział IX cz.I

                                                               UWAGA!!!
Chciałabym przeprosić za wszelkie przekleństwa w rozdziale :D
-Pogięło Cię?!
-Nie zaprzeczaj! Przecież widzę jak na nią patrzysz!
-Ja pierdolę! Jeszcze nigdy nie słyszałem żeby ktoś komuś wmawiał, że się zakochał!
-Wyrażaj się gówniarzu!
-Wypierdalaj mi stąd!
-Ty pieprzony dupku! Zamknij mordę idioto, który wszystkich rani! Zastanów się co Ty robisz! Jak przestaniesz być takim debilem to powiedz! - krzyknąłem i wyszedłem z jego pokoju trzaskając z całej siły drzwiami. Słyszałem jak tylko mówi fuck you i śmieje się. Co za nie wychowany cham… Muszę się na czymś wyżyć! Wszedłem do pokoju Rocky’ego i zacząłem walić w jego worek treningowy. Rocky się na mnie gapił z przerażeniem. Jak na jakiegoś psychopatę, który wtargnął do jego pokoju w nocy. No w sumie tak było… Oprócz psychopaty. Tylko do jego pokoju wtargnął angry brat. Gdy worek pękł pod wpływem uderzenia przeraziłem się co może zrobić mi Rocky, więc uciekłem szybko do siebie i walnąłem się na łóżko zmęczony. Padam! Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obudziłem się o 10:34. Poszedłem do łazienki, wykąpałem się i ubrałem. Zszedłem na dół, a tam czekało na mnie śniadanie, które już jadła moja mama i tata.
-Hej synku.
-Hej mamuś. Co na śniadanie?
-Gofry.
-Super! – krzyknąłem i usiadłem do mojego śniadanka. Nagle po schodach zszedł wkurzony, lekko mówiąc, Ross.
-Ja pierniczę! Co tu tak jedzie?! – krzyknął zaciągnąwszy się.
-Obawiam się, że Ty. – mruknąłem.
-Coś Ty powiedział?!
-To co słyszałeś…
-Masz mnie przeprosić, bo… - Nie dokończył, o przerwałem mu wstając gwałtownie z krzesła i stając naprzeciwko niego. Ha! Zabawnie to zapewnie wyglądało! O pół głowy niższy brat Ci grozi. Komedia za dychę…
-Bo co?! Bo co mi zrobisz?! Jesteś młodszy i słabszy! – Wzięły mnie teraz nerwy, Go najwyraźniej jeszcze bardziej to zezłościło, bo nagle uderzył mnie z pięści w nos, a ja upadłem na podłogę. Podbiegła do niego Rydel i próbowała Go odciągnąć żeby mnie nie kopnął. On wtedy zrobił coś czego by się nikt nie spodziewał, nie odważył. Uderzył ją w twarz tak, że upadła, a momentalnie po jej policzkach zaczęły spływać strumienie łez.
-Teraz to masz przejebane! – krzyknąłem podnosząc się szybko. Podbiegłem do niego i kopnąłem Go, po czym wziąłem za ubrania i wyrzuciłem z domu. Jakby ktoś nas z zewnątrz obserwował powiedziałby, że jesteśmy patologiczną rodziną. Choć zawsze się dogadywaliśmy, nigdy taka kłótnia nie miała miejsca. Nigdy nasze kłótnie nie przeszły do takich poważnych rękoczynów. Podszedłem do Delly, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do jej pokoju, za mną poszedł tylko Ell. Posadziłem ją na łóżku i przytuliłem. Wszedł do jej pokoju Ratliff, więc wyszedłem żeby zostali sami. Zszedłem do salonu, a tam moje rodzeństwo i Em stali osłupiali, rodziców nie było, pewnie wyszli na początku kłótni, myśląc, że to kolejna zwykła sprzeczka, która się zakończy po jakichś 5 minutach. Niestety to nie była tylko sprzeczka, tylko poważna awantura.
-Co robimy? – spytałem widząc, że oni mogli by sobie tak stać i stać. Emma się nagle ‘obudziła’ i podbiegła do mnie przytulając mnie. Zaczęła płakać.
-Ri-Ri-Rike-ke-ker… D-D-Dlaczego…. Dlaczego on to zrobił?! – mówiła wtulając się we mnie jeszcze bardziej.
-Ehh… To Ross… Tego nie ogarniesz… Ale… Po prostu wkurzył się… Żyłka mu pękła… Ludzie tak mają pod wpływem złości… Z resztą ja… ja byłem nie lepszy.
-Nie mów tak…
-Ale Em, to prawda. Ja na niego też naskoczyłem, jakbym się nie odzywał, to może do tego by nie doszło. Mógł mnie pobić, Rocky’ego, Ryland’a, Ell’a, ale żeby uderzyć Delly… Przeszedł samego siebie. – Przytuliłem ją mocniej do siebie.
-A może pójdziemy na plażę… Żeby się rozluźnić i zapomnieć o tym wszystkim choć na chwilę? – zaproponował Rocky.
-Czyli jednak miewasz czasem bracie przebłyski. – zaśmiałem się na co zawtórowała reszta, a Rocky zmierzył mnie groźnym spojrzeniem.
-Uważaj, bo się wystraszę.
-Idę się spakować… - dodał tylko. Szybko go idzie załatwić.
-To… Idziemy! – krzyknąłem.
-To idę do siebie po rzeczy. – powiedziała Emma.
-Dobra, to po ciebie przyjdziemy. – odparłem, a ona mi tylko pomachała i wyszła. Pobiegliśmy do sowich pokoi spakować wszystko. Gdy skończyłem poszedłem do pokoju Delly ich powiadomić.
-Hej… Idziemy na plażę. Idziecie z nami?
-Nie… My chyba zostaniemy. – powiedziała rozbawiona Rydel. Czyli już w porządku…
-Ymm… Wybacz Rydel… Ja nie mogę umówiłem się z Kelly i…
-Idź. Nie musisz mi się tłumaczyć. Jestem tylko twoją przyjaciółką… - to ostatnie wyszeptała.
-Dobra, to ja lecę. Nara. – powiedział Ell i wyszedł, a Rydel po policzku spłynęła łza. Y-Y-Y… Coś mnie ominęło?
-To w takim razie idę z wami. –powiedziała, smutna?

-Okej… To czekamy na ciebie na dole. – Ona tylko z zawiedzeniem pokiwała głową. Wyszedłem z jej pokoju i zszedłem na dół, a tam zobaczyłem…

No i jak? Mnie się nie podoba... Wybaczcie, że krótki :( Jutro sprawdzian! Wydaje mi się, że rodzice i nauczyciele bardziej się stresują od nas- czyli uczniów :) Ross-Bad Boy ;) A! Bym zapomniała... Co ja miałam...? Aha! Ankieta! Większość głosów była żeby Ross był z Emmą... Może będzie, ale na razie będzie Raia :D Chociaż... Zobaczycie! I zapewne już nie dodam nic przed Wielkanocą, więc chciałabym wam życzyć...
WESOŁEGO JAJKA! (Jakby co... Tekst z Toma i Jerrego :) )
Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział VIII

*Oczami Emmy, parę godzin wcześniej*
Jak się okazało, wczoraj przylecieliśmy do Los Angeles, Miasta Aniołów. Siedzę u siebie w pokoju i rozpakowuję swoje rzeczy.

Mój pokój wygląda tak:
 
To miasto jest piękne. Tylko szkoda, że ja postrzegam wszystko na czarno- biało. Ehh… Odkąd zerwałam z Rossem. Przecież to było wczoraj… Mówisz jakby to zerwanie było, co najmniej pół roku temu. Zamknij sięk! No to wracając… Odkąd zerwałam z Rossem świat jest taki… taki… taki zły. Nie ma barw, kolorów. Wszędzie jakieś przestępstwa… Ahh… Jak ja za nim tęsknię… Ale on Cię zdradził! To przez niego miałaś ochotę wyskoczyć z samolotu! On Cię zranił, zdradził, oszukał… I znów momentalnie miałam łzy w oczach. Wystarczyło żeby mnie ktoś dotknął, one by wyleciały. Od kiedy człowiek doprowadza sam siebie do płaczu?! Ale dobra! Trzeba się ogarnąć! Już Go na pewno więcej nie spotkam! Byłam pewnie dla niego kolejną dziewczyną, może on mnie postrzegał jako zwykłą fankę?! Pewnie miał już z miliard dziewczyn. Dobra! Koniec! Koniec Ross’a! Koniec tego rozdziału w życiu! Rozdziału zwanego: Lynch’ami! Znów zaczęłam się rozpakowywać, i znowu zaczęłam ryczeć. Nagle usłyszałam, że ktoś wlatuje do mojego pokoju i mnie przewraca. Ten ktoś jest bardzo ciężki, a raczej ktosie. Otworzyłam oczy, zamknięte pod wpływem uderzenia. A tam zobaczyłam…
-Jacek. Kacper. – wymamrotałam, ale byłam naprawdę szczęśliwa, że oni już są. Że są przy mnie moi starsi braciszkowie. Jacek wziął mnie na ręce i usiadł na łóżku, sadzając mnie sobie na kolana, a obok usiadł Kacper.
-Co się Misia stało? – zapytał po chwili Jacek.
-I nie mów nic, bo przecież widzimy, że płaczesz. – oznajmił mi Kacper, po tym jak próbowałam powiedzieć: Nic. Serio, jestem aż taka przewidywalna?!
-Bo w Littelton… W Littleton poznałam takiego chłopaka… I… I on… On mnie zdradził. – Rozpłakałam się jeszcze bardziej i wtuliłam w swojego braciszka, ale postanowiłam mówić dalej.:
-Najpierw widziałam Go w gazecie z inną dziewczyną, ale tym się nie przejmowałam. Obejrzałam wiadomości i tam też było o nich, więc postanowiłam iść do niego i to wyjaśnić. Pobiegłam do jego pokoju. i co tam zobaczyłam? Jak oni się tam obściskują... On już miał jej odpinać stanik, ale wykrzyczałam mu w ostatniej chwili co o nim myślę i z nerwów podeszłam do niego i dałam mu z liścia, a ta dziewczyna do mnie podeszła i mnie uderzyła, i-i-i potem wyciągnęła za włosy z jego pokoju… - rozpłakałam się już na dobre.
-Dlaczego to tak boli?! Dlaczego!? A jeszcze parę godzin przed tym zajściem zapewniał mnie, że mnie nie zrani! Że mnie kocha… - Już nie wytrzymałam i zaczęłam coraz bardziej płakać, jeśli w ogóle to możliwe, a Jacek mnie przytulił.
-Jackie (czyt. Dżeki~ Suza)! Idź do sklepu po zakupy! – krzyknęła moja mama nagle z dołu. Bez słowa posadził mnie na łóżku, i szepnął do Kacpra: Zajmij się nią, po czym wyszedł. Kacper mnie przytulił i próbował uspokoić.
-Cii… Jak dorwiemy drania… Już po nim… Jak on się nazywa?
-Ross Lynch. Ale… Ale nic mu nie rób… Proszę…
-Eh… Połóż się spać. Szkoda łez na niego. Gwiazdor.
-To- To Ty- Ty Go znasz?
-Gra na Disney Chanel.
-Ty oglą… - Nie dał mi dokończyć.
-Jak się spędza tyle czasu z naszą młodszą kuzyneczką, Lilą, to się wie takie rzeczy. – powiedział, a ja się delikatnie zaśmiałam.
-No poważnie mówię! Za kim jesteś? Za Leonem, czy za Thomasem?
-Ty serio?-No... Tak. Ja za Thomasem!
-Bo sobie coś pomyślę!
-Oj no... Nie wiem czy Ci rodzice mówili, ale będziemy mieć gości.
-To fajnie. A teraz idź, bo chcę się uszykować!
-Tak wcześnie?! Jest 16, a goście przychodzą na 19!
-No, ale ja zanim się uszykuję, to troch minie. Ej! Czy ja z tobą gadam po angielsku?!
-Haha! No tak. Co Ty myślałaś? Że ja nie umiem rozmawiać po angielsku?
-Ta... - nie dał mi dokończyć.
-Nie kończ. Eh, to się szykuj. Baby... - rzucił wychodząc.
-Słyszałam!
-No i dobrze!
-Faceci...
-Słyszałem!
-No i dobrze!
-Nie papuguj!
-Spadaj!
-Ała!
-Co?!
-Spadłem!
-Ha-Ha-Ha! Zabawne, wiesz?!
-No wiem! Jestem najzabawniejszym gościem jakiego znasz!
-W marzeniach!
-No przecież wiem, że Ty tylko marzysz o tym żebym Cię rozśmieszył!
-Ugh! Jesteś aż tak głupi czy tylko udajesz?!
-Czy Ty twierdzisz, że jestem głupi?!
-I wszystko jasne... Nie! Ależ skądże bym miała nawet śnić się do ciebie w tak brutalny sposób zwrócić!
-No ja myślę!
-Jakaś nowość!?
-Ugh! Nie znoszę Cię!
-Też Cię kocham!
-Ha, ha! Ale zabawne!
-Chcesz powtórkę z rozrywki!?
-Ehh... Już się zamykam! - I jak zawsze ja wygrywam. Hahah. Od razu mi się poprawił humor. No to teraz trzeba coś wybrać na wieczór... Po paro tysięcznym przeszukaniu swojej szafy zdecydowałam się na ten zestaw:
(bez torebki i lakieru~ Suza)

I znowu problem chodzenia w szpilkach... Eh... No trudno, czasem trzeba się poświęcić. Jak już się przebrałam i zrobiłam makijaż, jak zwykle zbytnio niewidoczny, poszłam na dół pomóc mamie.
-Hej mamuś. Pomóc Ci w czymś? - zapytałam będąc w kuchni.
-O! Emma! Wreszcie wyszłaś z pokoju! A jeśli chcesz pomóc, to możesz nakryć do stołu.
-Dobrze. - wzięłam talerze, sztućce, obrus i poszłam do jadalni. Akurat jak skończyłam, ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam je otworzyć, bo znając życie nikt by się nie ruszył. Przekręciłam klucz i w drzwiach zobaczyłam...
-Emma?!
-Ross? - Ja przynajmniej głosu nie podnoszę... I znów mam ochotę się rozpłakać, ale nie dam się... Już miałam mu coś powiedzieć, gdy nagle zobaczyłam jak Kacper przywala Lynch'owi prosto w twarz, a ten upada i waląc głową w podłoże traci przytomność... Wszyscy się na niego spojrzeli ze strachem, a ja uciekłam, płacząc do swojego pokoju, gdzie rzuciłam się na łóżko i płakałam dalej.


*Oczami Rydel*
To co się przed chwilą stało, kompletnie mnie zamurowało... Gdy Em otworzyła drzwi i zobaczyła Ross'a, widziałam, że miała łzy w oczach. Moi rodzice od razu weszli do domu. Ciekawe co się stało... No, ale wracając... Przyszedł jakiś chłopak i uderzył mojego blond braciszka w twarz.
-Czemu Go uderzyłeś?! - krzyknął Riker, jak dotarło do niego co się stało.
-Bo sobie zasłużył! Gwiazdeczka niewychowana!
-Ej! Nie mów tak na niego! On przynajmniej nie bije ludzi bez powodu!
-Ja bez powodu też ludzi nie biję!
-A to, to co?! - Jak zaraz ktoś ich nie powstrzyma, to sobie do gardeł skoczą jak nic!
-Czy skrzywdzenie mojej siostry jest wystarczającym powodem?! – krzyknął. Wszystkich zamurowało. Nawet nikt nie raczył pomóc jęczącemu z bólu Ross’owi, który odzyskał właśnie przytomność. Co ten blond-debil zrobił Emmie!? Już nie żyje! Po 5 minutach ocknął się pierwszy Rocky.
-A-A-Ale, ale, jak ją skrzywdził? – wyjąkał Rocky.
-To niech już wam Emma sama powie…
-No proszę! Ona nam nie powie!
-Ehh… Ross ją zdradził. Widziała jak się pieprzy z Tą jego ‘niby byłą’ dziewczyną.
-Maią? – spytałam dla potwierdzenia.
-Ta, chyba tak.
-Ross! Ty debilu! Do domu! Ale to już! Musimy poważnie porozmawiać! – wydarłam się na niego, ale tak szczerze, z chęcią bym Go teraz ukatrupiła.
-Ehhhhmmm… - jęknął tylko w odpowiedzi. No tak… On został właśnie pobity… Ups… Zapomniałam.
-Rik pomóż mu! – Jak ich człowiek nie doprowadzi do porządku, to nigdy nic nie zrobią. Riker zamiast być delikatnym, ciągnął Go za ręce na drugi koniec ulicy i zostawił Go jeszcze bardziej obolałego na wycieraczce.
-Ross! Ty pieprzony idioto! Wstawaj mi tu do cholery jasnej!
-Już… - Zdziwiłam się jak wstał i wlekł swoje zwłoki do domu. W środku opadł na kanapę i patrzył się na mnie ze strachem, bólem i żalem, a także cierpieniem. Tylko nie wiem z jakiego powodu było to ostatnie… Może dlatego, że właśnie dostał z pięści, czy dlatego, że skrzywdził Em. I nagle poleciała łza po jego policzku.
-Oj Rossy… - Podeszłam do niego i Go przytuliłam.
-Powiesz mi co się stało?
-Bo… Ona mnie zdradziła…
-No zdecydujcie się!
-Co?
-Ja słyszałam, że to Ty ją zdradziłeś.
-Może…
-To… Opowiesz mi jak było?
-W Littleton przyszła do mnie Maia i pokazała mi zdjęcia i nagranie, jak Em całuje innego… Potem ja zacząłem całować Maię i jak już miałem jej rozpinać stanik wbiegła Emma… No i wyrzuciła mi parę niemiłych słów o mnie… Po czym ze mną zerwała… I dała mi z liścia, a Mais ją uderzyła i wyciągnęła z pokoju… Powiedziałem Mai, że nie chcę z nią być i wyrzuciłem ze swojego pokoju… Myślałem, że szybko zapomnę o Emmie, bo przecież znaliśmy się parę dni, a tym razem tęsknię za nią… Cholernie za nią tęsknię… Tak mi jej brakuję… Delly… Pomóż! – Rozpłakał się już na dobre. Dobra, jeszcze pogadam z Em. Nie mam pojęcia komu współczuć… Kogo pocieszać… Kto ma rację…
-Cii… Już cichutko Rossy… Nie musisz iść jak nie chcesz na ten obiad, ale…
-Jak zwykle jest jakieś ale…
-Tak. Masz mi przysiąść, że niczego głupiego nie zrobisz… Jasne?
-Tak. Przysięgam. Nie chcę Was zostawiać…
-No ja myślę! A teraz wybacz, ale lecę do Emi.
-Możesz nie wymawiać imienia na ‘E’?
-Z tego co pamiętam, to Voldemort miał imię na ‘V’! – A Go zgasiłam! Ale zanim pojmie o co mi chodziło, to spokojnie dojdę do Em.
-Ej! Ale nie o to mi chodziło! – Zza naszych drzwi wyłonił się Ross. Ale ma szybki refleks… Weszłam do domu blondynki i poszłam od razu do salonu, gdzie wszyscy oprócz Emi jedli obiad/kolację.
-Umm… Dzień dobry… Jest Emma? – spytałam.
-Yyy… Dzień… Dzień dobry… Jestem Jacek, ale jak chcesz możesz mi mówić Jack, tak żeby Ci się łatwiej wymawiało. – powiedział jakiś blondyn, podchodząc do mnie i całując wierzch mojej dłoni.
-A Ty pewnie się nazywasz śliczna? – Aha… Jaki kiepski tekst na podryw. A moi wspaniali bracia wyglądają przekomicznie. Riker ściska nogę Ryland’a odcinając mu tym dopływ krwi, a drugą ręką gniecie nóż (tak, to możliwe… Próbowałam na Zielonej Szkole… Mojemu koledze się udało :/ Nie próbujcie tego w domu!). Rocky jest cały czerwony i wygina na wszystkie strony widelec. A Ell… Ell nic nie robi. A tak w ogóle to gdzie Ell?!
-Przesadzasz… Jestem Rydel.
-Ładne imię, tak samo jak jego nosicielka.
-Nie kłam.
-Nie kłamię. Nigdy nie słyszałaś, że ładnie wyglądasz?
-Rzadko to się zdarza….
-To uwierz mi, że jesteś śliczna. I skoro rzadko to słyszysz to ja mogę powtarzać Ci to codziennie. – Oho! Rzut oszczepem! A w tym przypadku widelcem i nożem! Widelcem dostanie w plecy, a nożem… ciut niżej. A RyRy’emu będzie trzeba zaraz nogę amputować.
-Dziękuję. – O nie! Nie! Nie! Nie! Rydel nie rumień się! I za późno… Spuściłam głowę w dół żeby choć trochę to ukryć.
-Słodko wyglądasz jak się rumienisz. – No przestań mi gościu słodzić! Bo rzygam tęczą!
-Masz bardzo oryginalny styl… Wiesz? Znaczy w takim dobrym sensie.
-Dzięki. – No oryginalnie ubrana byłam… Różowe tutu, biała bluzka z Hello Kitty, trampki prawie, że do kolan, i dżinsowe podziurawione szorty.
-Chciałabyś może pójść gdzieś jutro?
-Ale, że randka?
-Yyy… Nie… Takie przyjacielskie spotkanie?
-Okej.
-To wpadnę jutro po ciebie o 14?
-Spoko. Umm… Gdzie jest pokój Em?
-Na górze, drugie drzwi po lewo.
-Dzięki.
-Ale się dzisiaj nadziękujesz.
-Hahaha… Masz rację. To ja idę do Emmy. – Jezu! Jaki stres! Pobiegłam szybko do pokoju dziewczyny i jak weszłam zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam obok płaczącej jej na łóżku.
-Oj Emi, Emi…
-Co?
-Opowiedz mi swoją wersję wydarzeń.
-A Ross Ci nic nie mówił?
-Mówił, ale chcę usłyszeć ciebie. – Zaczęła mi opowiadać. Wszystko by się zgadzało gdyby nie jeden mały szczegół… Kto kogo zdradził?
-Ale czekaj, czekaj…
-No?
-Ross mówił, że to Ty Go zdradziłaś.
-Co?! Kiedy?! Jak?! Gdzie?!!
-Mówił, że Maia mu pokazała filmik i zdjęcia jak się całujesz z jakimś innym chłopakiem.
-Co?!
-No…
-Delly! Idziemy! – Usłyszałam nagle głos Riker’a z dołu.
-Przepraszam Cię, ale muszę iść.
-Nie zostaniesz na noc?
-Nie mogę… Muszę jeszcze się rozpakować.
-Ehh…
-A może Ty do nas przyjdziesz?
-Ale Ross…
-Nie ma ‘ale Ross’! Idziemy do mnie i bez gadania!
-Ugh… Ty nie odpuścisz, co nie?
-Nie. A teraz chodź.
-Ale ja się nie spakowałam!
-Pożyczę Ci coś! – Pociągnęłam ją za rękę na dół.
-Emma idzie z nami! I bez gadania! – powiedziałam, jak Riker już otwierał buzię.
-Okej. – Wyszliśmy wszyscy z ich domu, oczywiście jak wszyscy się pożegnali. Weszliśmy do naszego domu i poszłam z Em do salonu, a tam zobaczyłam…

Dobra, napiszę dalej, nie będę taka :D

Maię obściskującą się z Ross’em. E-E-E… Wtf?!
-Maia? – spytałam nieśmiało. Normalnie bym się na nią wydarła i wyrzuciła z domu, ale przecież jesteśmy ‘‘przyjaciółkami”. Tsa… Przynajmniej ona tak uważa…
-Delly?! Jak ja za tobą tęskniłam! Kochana! – Podbiegła do mnie szybko i przytuliła. A ja pokazałam wszystkim za jej plecami odruch ‘wymiotny’.
- Nawet nie wiesz jak ja tęskniłam! A Ty i Ross… - No nie da człowiekowi dokończyć. Jak ona nie potrafi wyczuć, że nikt jej nie lubi?!
-A! Ross i ja jesteśmy razem!
-To gratulację! – powiedziałam zakłopotana, przytuliłam ‘przyjaciółkę’, po czym szybko pociągnęłam Em za rękę do mojego pokoju. Widziałam, że miała już łzy w oczach.
-Dlaczego?! Dlaczego on mi to Delly zrobił?! – mówiła Emma wtulając się we mnie.
-Cii… Spokojnie… Wszystko się wyjaśni i ułoży…

-Nie Rydel! Już nic nie będzie takie samo… Chociaż w sumie taka jest kolei rzeczy… Niektóre rzeczy przychodzą jak i odchodzą… Ludzie giną codziennie… Codziennie się też rodzą… Codziennie ptaki śpiewają, ale zawsze inaczej. Codziennie zachodzi i wschodzi słońce, ale nie o tej samej porze. Codziennie ludzie się budzą, ale już z innym nastawieniem do życia jakie się miało poprzedniego dnia. Codziennie rodzi się nowa miłość i także stara przemija. Codziennie się rodzą nowe przyjaźnie i codziennie one się kończą. Codziennie każdy zapada w sen, ale nigdy nikt nie śni o tym samym. Codziennie ludzie stają się w jednej chwili bogaczami, a inni w ułamku sekundy tracą wszystko. Mogłabym jeszcze wiele wymieniać, ale po co? Morał z tego taki, że nigdy nic nie jest takie samo. Codziennie dostajesz od życia 1440 darmowych minut, tylko jest haczyk… Wykorzystaj je, bo nie wykorzystane nie przechodzą na następny dzień… - Zatkało mnie…

-Wow… Emma… To było… Piękne.

-Dzięki.

-Muszę Ci coś powiedzieć… - powiedziałam spuszczając głowę w dół.

-To mów… Nie krępuj się… Jesteśmy przyjaciółkami, nie?

-Tak, tak… Tylko… Umówiłam się z twoim bratem…

-Co?!

-No… To chyba był twój brat…

-Nazwa!

-Jack, Jacek…

-O-o-okej… Ale, że na randkę?

-Tak, nie, nie wiem…

-Jak to, nie wiesz?

-No, bo. On powiedział jak się Go spytałam czy to randka, to powiedział, że to przyjacielskie spotkanie, ale wcześniej mówił do mnie ‘śliczna’ i, że mam ładne imię…

-O masakra! A! Mój braciszek się zakochał!

-Tak oczywiście… We mnie! Zabawna jesteś!

-Czemu?

-No bo… A dobra, nie ważne… Idę spać! – Tak jak powiedziałam tak zrobiłam, tylko jeszcze najpierw poszłam się wykąpać.

*W tym samym czasie na dole*

-Maia? Zostajesz u nas na noc? – spytał Rik.

-Nie, nie… Ja już pójdę do domu. – odparła z uśmiechem.

-Skarbie, nie pozwolę Ci wracać do domu o tej porze.

-To ja ją odwiozę. – zaproponował Rik i wyszedł z Maią z domu.

*Oczami Rikera*

Cała droga z Maią minęła w ciszy. Gdy wreszcie wróciłem do domu postanowiłem poważnie pogadać z Ross’em. Weszłam bez pukania do jego w pokoju, Ross leżał ze słuchawkami w uszach na łóżku.

-Ross musimy pogadać… - Zero reakcji.

-Ross słyszysz? – I nadal nic…

-Ja mówię poważnie, pogadajmy. – No cholera! Bo się wścieknę.

-Ross! Mówię do ciebie! – Trzeba Go umówić do laryngologa.

-Kuźwa, Ross! Cholera jasna, mówię do ciebie! – Teraz się wściekłem i krzycząc wyrwałem mu słuchawki.

-Co?!

-Pogadajmy.

-Nie!

-Czemu?

-Na jaki temat?! Na temat Maii?!

-Tak.

-Wyjdź.

-Nie.

-Wyjdź.

-Nie! Nie wyjdę dopóki nie pogadamy!

-To mów!

-Czy- Czy Ty coś czujesz do Emmy?



No ta napiszę szczerze... Ten rozdział miał wyglądać inaczej, od sceny gdy Emma zaprosiła Delly żeby ta została u niej na noc. Delly miała powiedzieć żeby ona pogadała z Ross'em, a Em właśnie z nim pogadać i... więcej nie zdradzę, bo może jeszcze to wykorzystam :D Następny rozdział będzie w następnym tygodniu lub dopiero za dwa :( Przykro mi, ale teraz mam codziennie po 2 /3 testy i jakieś kartkówki, a pracy domowej od groma i ciut, ciut... Masakra! A ewentualnie dodam jutro, w co naprawdę wątpię. A raczej dzisiaj :D A na drugim blogu postaram się dodać za jakąś godzinkę lub dwie, bo spać nie zamierzam (nie chce mi się). A! Jeszcze jedna ważna sprawa! Tę pierwszą część pisała Wika, a ja tę drugą ;)
I mam parę pytań:
1. Czy Ross ma yć z Maią, czy z Emmą? Nie mogę się zdecydować więc Wy wybierzcie :D
2. Jak myślicie, co odpowie Ross Rik'owi?
3. Co myślicie o rozdziale?
4. Czy coś będzie z relacji: Rydel=Jack?
5. A jak tam u was w szkole?
Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza