*Oczami
Emmy, parę godzin wcześniej*
Jak
się okazało, wczoraj przylecieliśmy do Los Angeles, Miasta Aniołów.
Siedzę u siebie w pokoju i rozpakowuję swoje rzeczy.
Mój pokój
wygląda tak:

To miasto
jest piękne. Tylko szkoda, że ja postrzegam wszystko na czarno- biało.
Ehh… Odkąd zerwałam z Rossem. Przecież to było wczoraj… Mówisz jakby to
zerwanie było, co najmniej pół roku temu. Zamknij sięk! No to
wracając… Odkąd zerwałam z Rossem świat jest taki… taki… taki zły. Nie ma
barw, kolorów. Wszędzie jakieś przestępstwa… Ahh… Jak ja za nim
tęsknię… Ale on Cię zdradził! To przez niego
miałaś ochotę wyskoczyć z samolotu! On Cię zranił,
zdradził, oszukał… I znów momentalnie miałam łzy w oczach.
Wystarczyło żeby mnie ktoś dotknął, one by wyleciały. Od kiedy człowiek doprowadza sam siebie do płaczu?! Ale dobra! Trzeba się ogarnąć!
Już Go na pewno więcej nie spotkam! Byłam pewnie dla niego
kolejną dziewczyną, może on mnie postrzegał jako zwykłą fankę?!
Pewnie miał już z miliard dziewczyn. Dobra! Koniec! Koniec Ross’a!
Koniec tego rozdziału w życiu! Rozdziału zwanego: Lynch’ami! Znów zaczęłam
się rozpakowywać, i znowu zaczęłam ryczeć. Nagle usłyszałam, że
ktoś wlatuje do mojego pokoju i mnie przewraca. Ten ktoś jest bardzo
ciężki, a raczej ktosie. Otworzyłam oczy, zamknięte pod wpływem uderzenia. A
tam zobaczyłam…
-Jacek.
Kacper. – wymamrotałam, ale byłam naprawdę szczęśliwa, że
oni już są. Że są przy mnie moi starsi braciszkowie. Jacek
wziął mnie na ręce i usiadł na łóżku, sadzając mnie sobie na
kolana, a obok usiadł Kacper.
-Co
się Misia stało? – zapytał po chwili Jacek.
-I nie
mów nic, bo przecież widzimy, że
płaczesz. – oznajmił mi Kacper, po tym jak próbowałam
powiedzieć: Nic. Serio, jestem aż taka przewidywalna?!
-Bo w
Littelton… W Littleton poznałam takiego chłopaka… I… I on… On mnie
zdradził. – Rozpłakałam się jeszcze bardziej i wtuliłam w
swojego braciszka, ale postanowiłam mówić dalej.:
-Najpierw
widziałam Go w gazecie z inną dziewczyną, ale tym się nie
przejmowałam. Obejrzałam wiadomości i tam też było o nich, więc
postanowiłam iść do niego i to wyjaśnić. Pobiegłam do jego pokoju. i co
tam zobaczyłam? Jak oni się tam obściskują... On już miał jej
odpinać stanik, ale wykrzyczałam mu w ostatniej chwili co o nim
myślę i z nerwów podeszłam do niego i dałam mu z liścia, a ta dziewczyna
do mnie podeszła i mnie uderzyła, i-i-i potem wyciągnęła za włosy z jego
pokoju… - rozpłakałam się już na dobre.
-Dlaczego
to tak boli?! Dlaczego!? A jeszcze parę godzin przed tym zajściem
zapewniał mnie, że mnie nie zrani! Że mnie kocha… - Już nie
wytrzymałam i zaczęłam coraz bardziej płakać, jeśli w ogóle to możliwe, a Jacek
mnie przytulił.
-Jackie
(czyt. Dżeki~ Suza)! Idź do sklepu po zakupy! – krzyknęła moja
mama nagle z dołu. Bez słowa posadził mnie na łóżku, i
szepnął do Kacpra: Zajmij się nią, po czym wyszedł. Kacper mnie
przytulił i próbował uspokoić.
-Cii… Jak
dorwiemy drania… Już po nim… Jak on się nazywa?
-Ross
Lynch. Ale… Ale nic mu nie rób… Proszę…
-Eh… Połóż się spać.
Szkoda łez na niego. Gwiazdor.
-To- To
Ty- Ty Go znasz?
-Gra na
Disney Chanel.
-Ty
oglą… - Nie dał mi dokończyć.
-Jak
się spędza tyle czasu z naszą młodszą kuzyneczką, Lilą, to
się wie takie rzeczy. – powiedział, a ja się delikatnie
zaśmiałam.
-No
poważnie mówię! Za kim jesteś? Za Leonem, czy za Thomasem?
-Ty
serio?-No... Tak. Ja za Thomasem!
-Bo sobie
coś pomyślę!
-Oj no...
Nie wiem czy Ci rodzice mówili, ale będziemy mieć gości.
-To
fajnie. A teraz idź, bo chcę się uszykować!
-Tak
wcześnie?! Jest 16,
a goście przychodzą na 19!
-No, ale
ja zanim się uszykuję, to troch minie. Ej! Czy ja z tobą gadam po
angielsku?!
-Haha! No
tak. Co Ty myślałaś? Że ja nie umiem rozmawiać po angielsku?
-Ta... -
nie dał mi dokończyć.
-Nie
kończ. Eh, to się szykuj. Baby... - rzucił wychodząc.
-Słyszałam!
-No i
dobrze!
-Faceci...
-Słyszałem!
-No i
dobrze!
-Nie
papuguj!
-Spadaj!
-Ała!
-Co?!
-Spadłem!
-Ha-Ha-Ha!
Zabawne, wiesz?!
-No wiem!
Jestem najzabawniejszym gościem jakiego znasz!
-W marzeniach!
-No
przecież wiem, że Ty tylko marzysz o tym żebym
Cię rozśmieszył!
-Ugh!
Jesteś aż tak głupi czy tylko udajesz?!
-Czy Ty
twierdzisz, że jestem głupi?!
-I
wszystko jasne... Nie! Ależ skądże bym miała
nawet śnić się do ciebie w tak brutalny sposób zwrócić!
-No ja
myślę!
-Jakaś nowość!?
-Ugh! Nie
znoszę Cię!
-Też Cię kocham!
-Ha, ha!
Ale zabawne!
-Chcesz
powtórkę z rozrywki!?
-Ehh...
Już się zamykam! - I jak zawsze ja wygrywam. Hahah. Od razu mi
się poprawił humor. No to teraz trzeba coś wybrać na wieczór... Po
paro tysięcznym przeszukaniu swojej szafy zdecydowałam się na ten zestaw:
(bez torebki i lakieru~ Suza)
I znowu
problem chodzenia w szpilkach... Eh... No trudno, czasem trzeba się poświęcić.
Jak już się przebrałam i zrobiłam makijaż, jak zwykle zbytnio niewidoczny, poszłam
na dół pomóc mamie.
-Hej
mamuś. Pomóc Ci w czymś? - zapytałam będąc w kuchni.
-O!
Emma! Wreszcie wyszłaś z pokoju! A jeśli chcesz pomóc, to możesz nakryć do
stołu.
-Dobrze. - wzięłam talerze, sztućce, obrus i poszłam do
jadalni. Akurat jak skończyłam, ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam je otworzyć,
bo znając życie nikt by się nie ruszył. Przekręciłam klucz i w drzwiach
zobaczyłam...
-Emma?!
-Ross? -
Ja przynajmniej głosu nie podnoszę... I znów mam ochotę się rozpłakać, ale nie
dam się... Już miałam mu coś powiedzieć, gdy nagle zobaczyłam jak Kacper
przywala Lynch'owi prosto w twarz, a ten upada i waląc głową w podłoże traci
przytomność... Wszyscy się na niego spojrzeli ze strachem, a ja uciekłam,
płacząc do swojego pokoju, gdzie rzuciłam się na łóżko i płakałam dalej.
*Oczami Rydel*
To co się
przed chwilą stało, kompletnie mnie zamurowało... Gdy Em otworzyła drzwi i
zobaczyła Ross'a, widziałam, że miała łzy w oczach. Moi rodzice od razu weszli
do domu. Ciekawe co się stało... No, ale wracając... Przyszedł jakiś chłopak i
uderzył mojego blond braciszka w twarz.
-Czemu Go
uderzyłeś?! - krzyknął Riker, jak dotarło do niego co się stało.
-Bo sobie
zasłużył! Gwiazdeczka niewychowana!
-Ej! Nie
mów tak na niego! On przynajmniej nie bije ludzi bez powodu!
-Ja bez
powodu też ludzi nie biję!
-A to, to
co?! - Jak zaraz ktoś ich nie powstrzyma, to sobie do gardeł skoczą jak nic!
-Czy
skrzywdzenie mojej siostry jest wystarczającym powodem?! – krzyknął. Wszystkich
zamurowało. Nawet nikt nie raczył pomóc jęczącemu z bólu Ross’owi, który
odzyskał właśnie przytomność. Co ten blond-debil zrobił Emmie!? Już nie żyje!
Po 5 minutach ocknął się pierwszy Rocky.
-A-A-Ale,
ale, jak ją skrzywdził? – wyjąkał Rocky.
-To niech
już wam Emma sama powie…
-No
proszę! Ona nam nie powie!
-Ehh…
Ross ją zdradził. Widziała jak się pieprzy z Tą jego ‘niby byłą’ dziewczyną.
-Maią? –
spytałam dla potwierdzenia.
-Ta,
chyba tak.
-Ross! Ty
debilu! Do domu! Ale to już! Musimy poważnie porozmawiać! – wydarłam się na
niego, ale tak szczerze, z chęcią bym Go teraz ukatrupiła.
-Ehhhhmmm…
- jęknął tylko w odpowiedzi. No tak… On został właśnie pobity… Ups… Zapomniałam.
-Rik
pomóż mu! – Jak ich człowiek nie doprowadzi do porządku, to nigdy nic nie
zrobią. Riker zamiast być delikatnym, ciągnął Go za ręce na drugi koniec ulicy
i zostawił Go jeszcze bardziej obolałego na wycieraczce.
-Ross! Ty
pieprzony idioto! Wstawaj mi tu do cholery jasnej!
-Już… -
Zdziwiłam się jak wstał i wlekł swoje zwłoki do domu. W środku opadł na kanapę
i patrzył się na mnie ze strachem, bólem i żalem, a także cierpieniem. Tylko
nie wiem z jakiego powodu było to ostatnie… Może dlatego, że właśnie dostał z
pięści, czy dlatego, że skrzywdził Em. I nagle poleciała łza po jego policzku.
-Oj
Rossy… - Podeszłam do niego i Go przytuliłam.
-Powiesz
mi co się stało?
-Bo… Ona
mnie zdradziła…
-No
zdecydujcie się!
-Co?
-Ja
słyszałam, że to Ty ją zdradziłeś.
-Może…
-To…
Opowiesz mi jak było?
-W
Littleton przyszła do mnie Maia i pokazała mi zdjęcia i nagranie, jak Em całuje
innego… Potem ja zacząłem całować Maię i jak już miałem jej rozpinać stanik
wbiegła Emma… No i wyrzuciła mi parę niemiłych słów o mnie… Po czym ze mną
zerwała… I dała mi z liścia, a Mais ją uderzyła i wyciągnęła z pokoju…
Powiedziałem Mai, że nie chcę z nią być i wyrzuciłem ze swojego pokoju…
Myślałem, że szybko zapomnę o Emmie, bo przecież znaliśmy się parę dni, a tym
razem tęsknię za nią… Cholernie za nią tęsknię… Tak mi jej brakuję… Delly…
Pomóż! – Rozpłakał się już na dobre. Dobra, jeszcze pogadam z Em. Nie mam
pojęcia komu współczuć… Kogo pocieszać… Kto ma rację…
-Cii… Już
cichutko Rossy… Nie musisz iść jak nie chcesz na ten obiad, ale…
-Jak
zwykle jest jakieś ale…
-Tak. Masz
mi przysiąść, że niczego głupiego nie zrobisz… Jasne?
-Tak.
Przysięgam. Nie chcę Was zostawiać…
-No ja
myślę! A teraz wybacz, ale lecę do Emi.
-Możesz
nie wymawiać imienia na ‘E’?
-Z tego
co pamiętam, to Voldemort miał imię na ‘V’! – A Go zgasiłam! Ale zanim pojmie o
co mi chodziło, to spokojnie dojdę do Em.
-Ej! Ale
nie o to mi chodziło! – Zza naszych drzwi wyłonił się Ross. Ale ma szybki
refleks… Weszłam do domu blondynki i poszłam od razu do salonu, gdzie wszyscy
oprócz Emi jedli obiad/kolację.
-Umm…
Dzień dobry… Jest Emma? – spytałam.
-Yyy…
Dzień… Dzień dobry… Jestem Jacek, ale jak chcesz możesz mi mówić Jack, tak żeby
Ci się łatwiej wymawiało. – powiedział jakiś blondyn, podchodząc do mnie i
całując wierzch mojej dłoni.
-A Ty
pewnie się nazywasz śliczna? – Aha… Jaki kiepski tekst na podryw. A moi
wspaniali bracia wyglądają przekomicznie. Riker ściska nogę Ryland’a odcinając
mu tym dopływ krwi, a drugą ręką gniecie nóż (tak, to możliwe… Próbowałam na
Zielonej Szkole… Mojemu koledze się udało :/ Nie próbujcie tego w domu!). Rocky
jest cały czerwony i wygina na wszystkie strony widelec. A Ell… Ell nic nie
robi. A tak w ogóle to gdzie Ell?!
-Przesadzasz…
Jestem Rydel.
-Ładne
imię, tak samo jak jego nosicielka.
-Nie kłam.
-Nie
kłamię. Nigdy nie słyszałaś, że ładnie wyglądasz?
-Rzadko
to się zdarza….
-To
uwierz mi, że jesteś śliczna. I skoro rzadko to słyszysz to ja mogę powtarzać
Ci to codziennie. – Oho! Rzut oszczepem! A w tym przypadku widelcem i nożem!
Widelcem dostanie w plecy, a nożem… ciut niżej. A RyRy’emu będzie trzeba zaraz
nogę amputować.
-Dziękuję.
– O nie! Nie! Nie! Nie! Rydel nie rumień się! I za późno… Spuściłam głowę w dół
żeby choć trochę to ukryć.
-Słodko
wyglądasz jak się rumienisz. – No przestań mi gościu słodzić! Bo rzygam tęczą!
-Masz
bardzo oryginalny styl… Wiesz? Znaczy w takim dobrym sensie.
-Dzięki.
– No oryginalnie ubrana byłam… Różowe tutu, biała bluzka z Hello Kitty, trampki
prawie, że do kolan, i dżinsowe podziurawione szorty.
-Chciałabyś
może pójść gdzieś jutro?
-Ale, że
randka?
-Yyy…
Nie… Takie przyjacielskie spotkanie?
-Okej.
-To
wpadnę jutro po ciebie o 14?
-Spoko.
Umm… Gdzie jest pokój Em?
-Na
górze, drugie drzwi po lewo.
-Dzięki.
-Ale się
dzisiaj nadziękujesz.
-Hahaha…
Masz rację. To ja idę do Emmy. – Jezu! Jaki stres! Pobiegłam szybko do pokoju
dziewczyny i jak weszłam zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam obok płaczącej jej
na łóżku.
-Oj Emi,
Emi…
-Co?
-Opowiedz
mi swoją wersję wydarzeń.
-A Ross
Ci nic nie mówił?
-Mówił,
ale chcę usłyszeć ciebie. – Zaczęła mi opowiadać. Wszystko by się zgadzało
gdyby nie jeden mały szczegół… Kto kogo zdradził?
-Ale
czekaj, czekaj…
-No?
-Ross
mówił, że to Ty Go zdradziłaś.
-Co?!
Kiedy?! Jak?! Gdzie?!!
-Mówił,
że Maia mu pokazała filmik i zdjęcia jak się całujesz z jakimś innym chłopakiem.
-Co?!
-No…
-Delly!
Idziemy! – Usłyszałam nagle głos Riker’a z dołu.
-Przepraszam
Cię, ale muszę iść.
-Nie
zostaniesz na noc?
-Nie mogę… Muszę jeszcze się rozpakować.
-Ehh…
-A może
Ty do nas przyjdziesz?
-Ale
Ross…
-Nie ma
‘ale Ross’! Idziemy do mnie i bez gadania!
-Ugh… Ty
nie odpuścisz, co nie?
-Nie. A
teraz chodź.
-Ale ja
się nie spakowałam!
-Pożyczę
Ci coś! – Pociągnęłam ją za rękę na dół.
-Emma
idzie z nami! I bez gadania! – powiedziałam, jak Riker już otwierał buzię.
-Okej. –
Wyszliśmy wszyscy z ich domu, oczywiście jak wszyscy się pożegnali. Weszliśmy
do naszego domu i poszłam z Em do salonu, a tam zobaczyłam…
Dobra,
napiszę dalej, nie będę taka :D
Maię
obściskującą się z Ross’em. E-E-E… Wtf?!
-Maia? –
spytałam nieśmiało. Normalnie bym się na nią wydarła i wyrzuciła z domu, ale
przecież jesteśmy ‘‘przyjaciółkami”. Tsa… Przynajmniej ona tak uważa…
-Delly?!
Jak ja za tobą tęskniłam! Kochana! – Podbiegła do mnie szybko i przytuliła. A
ja pokazałam wszystkim za jej plecami odruch ‘wymiotny’.
- Nawet nie wiesz jak ja tęskniłam! A Ty i Ross… - No nie
da człowiekowi dokończyć. Jak ona nie potrafi wyczuć, że nikt jej nie lubi?!
-A! Ross
i ja jesteśmy razem!
-To
gratulację! – powiedziałam zakłopotana, przytuliłam ‘przyjaciółkę’, po czym
szybko pociągnęłam Em za rękę do mojego pokoju. Widziałam, że miała już łzy w
oczach.
-Dlaczego?!
Dlaczego on mi to Delly zrobił?! – mówiła Emma wtulając się we mnie.
-Cii…
Spokojnie… Wszystko się wyjaśni i ułoży…
-Nie Rydel! Już nic nie będzie takie samo… Chociaż w sumie taka jest kolei
rzeczy… Niektóre rzeczy przychodzą jak i odchodzą… Ludzie giną codziennie…
Codziennie się też rodzą… Codziennie ptaki śpiewają, ale zawsze inaczej. Codziennie
zachodzi i wschodzi słońce, ale nie o tej samej porze. Codziennie ludzie się
budzą, ale już z innym nastawieniem do życia jakie się miało poprzedniego dnia.
Codziennie rodzi się nowa miłość i także stara przemija. Codziennie się rodzą
nowe przyjaźnie i codziennie one się kończą. Codziennie każdy zapada w sen, ale
nigdy nikt nie śni o tym samym. Codziennie ludzie stają się w jednej chwili
bogaczami, a inni w ułamku sekundy tracą wszystko. Mogłabym jeszcze wiele
wymieniać, ale po co? Morał z tego taki, że nigdy nic nie jest takie samo. Codziennie dostajesz
od życia 1440 darmowych minut, tylko jest haczyk… Wykorzystaj je, bo nie
wykorzystane nie przechodzą na następny dzień… - Zatkało mnie…
-Wow… Emma… To było… Piękne.
-Dzięki.
-Muszę Ci coś powiedzieć… - powiedziałam
spuszczając głowę w dół.
-To mów… Nie krępuj się… Jesteśmy przyjaciółkami,
nie?
-Tak, tak… Tylko… Umówiłam się z twoim bratem…
-Co?!
-No… To chyba był twój brat…
-Nazwa!
-Jack, Jacek…
-O-o-okej… Ale, że na randkę?
-Tak, nie, nie wiem…
-Jak to, nie wiesz?
-No, bo. On powiedział jak się Go spytałam
czy to randka, to powiedział, że to przyjacielskie spotkanie, ale wcześniej
mówił do mnie ‘śliczna’ i, że mam ładne imię…
-O masakra! A! Mój braciszek się zakochał!
-Tak oczywiście… We mnie! Zabawna jesteś!
-Czemu?
-No bo… A dobra, nie ważne… Idę spać! – Tak jak
powiedziałam tak zrobiłam, tylko jeszcze najpierw poszłam się wykąpać.
*W tym samym
czasie na dole*
-Maia? Zostajesz u nas na noc? – spytał Rik.
-Nie, nie… Ja już pójdę do domu. – odparła z
uśmiechem.
-Skarbie, nie pozwolę Ci wracać do domu o tej
porze.
-To ja ją odwiozę. – zaproponował Rik i
wyszedł z Maią z domu.
*Oczami Rikera*
Cała droga z Maią minęła w ciszy. Gdy
wreszcie wróciłem do domu postanowiłem poważnie pogadać z Ross’em. Weszłam bez
pukania do jego w pokoju, Ross leżał ze słuchawkami w uszach na łóżku.
-Ross musimy pogadać… - Zero reakcji.
-Ross słyszysz? – I nadal nic…
-Ja mówię poważnie, pogadajmy. – No cholera! Bo
się wścieknę.
-Ross! Mówię do ciebie! – Trzeba Go umówić do
laryngologa.
-Kuźwa, Ross! Cholera jasna, mówię do ciebie!
– Teraz się wściekłem i krzycząc wyrwałem mu słuchawki.
-Co?!
-Pogadajmy.
-Nie!
-Czemu?
-Na jaki temat?! Na temat Maii?!
-Tak.
-Wyjdź.
-Nie.
-Wyjdź.
-Nie! Nie wyjdę dopóki nie pogadamy!
-To mów!
-Czy- Czy Ty coś czujesz do Emmy?
No ta napiszę szczerze... Ten rozdział miał wyglądać inaczej, od sceny gdy Emma zaprosiła Delly żeby ta została u niej na noc. Delly miała powiedzieć żeby ona pogadała z Ross'em, a Em właśnie z nim pogadać i... więcej nie zdradzę, bo może jeszcze to wykorzystam :D Następny rozdział będzie w następnym tygodniu lub dopiero za dwa :( Przykro mi, ale teraz mam codziennie po 2 /3 testy i jakieś kartkówki, a pracy domowej od groma i ciut, ciut... Masakra! A ewentualnie dodam jutro, w co naprawdę wątpię. A raczej dzisiaj :D A na drugim blogu postaram się dodać za jakąś godzinkę lub dwie, bo spać nie zamierzam (nie chce mi się). A! Jeszcze jedna ważna sprawa! Tę pierwszą część pisała Wika, a ja tę drugą ;)
I mam parę pytań:
1. Czy Ross ma yć z Maią, czy z Emmą? Nie mogę się zdecydować więc Wy wybierzcie :D
2. Jak myślicie, co odpowie Ross Rik'owi?
3. Co myślicie o rozdziale?
4. Czy coś będzie z relacji: Rydel=Jack?
5. A jak tam u was w szkole?
Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza