niedziela, 12 lipca 2015

Rodzział XI

-Emma wstawaj! Do szkoły się spóźnisz! – usłyszałam krzyki mamy. Otworzyłam ociężale powieki. Czyli to wszystko… Littleton… Los Angeles… Ross… To był tylko sen?! Nie… nie mogę w to uwierzyć. Jak? Pamiętam Rossa i Śniło mi się, że miałam dwóch braci… Był chyba jeszcze jeden blondyn i blondynka… Jak oni mieli? A! Riker i Rydel. Chyba… Czyli to był tylko sen… Zeszłam powoli na dół i zobaczyłam pełno kartonów. Sen się zaczyna spełniać??? Oby nie…
-Córciu… - Już wiem co chcą mi powiedzieć w oczach stanęły mi łzy już nic nie widziałam, wszystko było rozmazane.
-Nie przeprowadzamy się… - nie dosłyszałam tego ‘nie’.
-Wiesz co?! Zauważyłam! Tylko czemu bez pytania się mnie o zdanie!? Zawsze tak robicie! Podejmujecie decyzje bez spytania się mnie czy chcę! Ale pewnie się spytaliście Dawida co nie?! No bo jak inaczej! Najlepiej mnie zawsze pozostawiać w niewiedzy! Alex też się spytaliście, no nie?! A wiecie dlaczego?! Bo oni są młodsi i są waszymi skarbami! To, że jestem dla was nic nie liczącym się chodzącym przypadkiem nie znaczy, że nie mam uczuć!
-Emma posłuchaj mnie do jasnej cholery! – wydarła się moja mama, wszyscy już chyba dostali szału.
-Nie!
-Tak! Oddajesz telefon i marsz do swojego pokoju pakować się!
-A wy nie musicie?!
-My nie jedziemy! Ty z Martą jedziesz do L.A do jej ciotki.
-Co? Mamo przepraszam… Nie wiedziałam, myślałam, że chcecie się przeprowadzić. – podeszłam i przytuliłam rodzicielkę.
-Leć się pakować, bo za 1 godzinę przyjeżdża mama z Martą po ciebie. Tylko skarbie…- Mama mnie zatrzymała w ostatniej chwili.
-Tak?
-Bez większych szaleństw! Nie chcę jeszcze być babcią.
-Mamoooo…
-A jak już, to się zabezpieczać.
-Mamo!
-No co? Masz 17 lat, chłopcy w twoim wieku mają pewne potrzeby…
-Słuchaj się matki, bardzo dobrze mówi. – powiedział tata ze śmiechem.
-Tato!
-Masz to prezent ode mnie. – podszedł do mnie i wręczył mi jakieś pudełko jakby od bransoletki zapakowane w papier którym pakuje się prezenty. Później otworzę.
-To ja lecę się mamuś spakować.
-Jasne córuś. – Pobiegłam szybko na górę, bo miałam w kończy tylko godzinę. Szybko się ubrałam w jeans’owe krótkie spodenki, białą bluzkę z dłuższymi końcami i czarne conversy.  Wyjęłam walizkę i zaczęłam już byle ja wrzucać te ciuchy, żeby tylko zdążyć. Nim się obejrzałam była 8:10 i usłyszałam wołanie mamy. Zbiegłam z walizkami na dół (miałam je 2). Wsadziłam do bagażnika i pożegnałam się z rodzicami i rodzeństwem, choć za rodzeństwem nie będę w ogóle tęsknić.
-Marta wyobrażasz to sobie?! Jedziemy do L.A!!!
-AAA!!! – zaczęłyśmy się drzeć jak opętane.
-Te się cieszę dziewczynki, że pozbędę się ciebie Marta na 2 miesiące, ale aż tak nie piszczę…
-Czekaj… Wróć ciociu! (do Marty mamy mówię ciocia) Że na ile my jedziemy?!
-No na 2 miesiące.
-Co?! Ja spakowałam ciuchy tylko na 2 tygodnie! – i Marta się zaczęła ze mnie śmiać. Jędza… Ale i tak ją kocham.
-Wiesz co?! Śmiać się z przyjaciółki?!
-Tak! – I Małpa wytknęła m i język.
-Ej patrz już jesteśmy na lotnisku! – szczerze to trochę bałam się tego lotu… Nigdy nie leciałam samolotem i teraz jeszcze 12h. Wyszłyśmy z samochodu zabierając swoje bagaże. Marta pożegnała się z mamą i poszłyśmy już do odprawy. Gdy siedziałyśmy w samolocie Marta się mnie zapytała:
-Ej… Jak ty ciuchów na 2 tygodnie tylko masz jak masz 2 walizki??
-No bo…  Ciuchów mam na 2 miesiące, a nawet dłużej, ale… bielizny już nie.
-Haha.
-No znowu się ze mnie śmiejesz!
-Tak.
-Nie boisz się lecieć. – spytałam, gdy ta się uspokoiła.
-Trochę, a ty?
-Też. Ale teraz idę spać.
-Ja też. Dobranoc.
-Dobranoc.

Obudziły mnie dopiero turbulencje związane z lądowaniem. (Też przespałam cały lot do L.A. Nie mam pojęcia jak.)
-Śpiąca królewna się obudziła. – uśmiechnęła się do mnie Marta.
-Tak.
-Przespałaś cały lot!
-Ale przynajmniej jestem wyspana.
-A ja nie.
-Ha ha.
-Zapnij pasy.
-No już. –Zapięłam pasy i po paru minutach wreszcie wylądowaliśmy. Gdy wysiedliśmy z samolotu poszłyśmy po bagaże. Tam spotkałyśmy ciocię Marty.
-Ciocia Meg!
-Marta!
-Ciociu, to moja przyjaciółka Emma.
-Miło mi panią poznać.
-Mi cię również i nie pani tylko Meg lub Meganne.
-Dobrze.
-Chodźcie idziemy. Twój wujek czeka w samochodzie. – I poszłyśmy za Meg. Od razu ją polubiłam, wydała się być bardzo miła. Przywitałyśmy się z Kamilem ( tak się nazywał ten wujek.~ od aut.). Gdy dojechaliśmy poszłyśmy z ciocią do naszego apartamentu.
-Naprawdę masz śliczny hotel.
-O, dziękuję ci.
-Ciociu ja nie dam rady go tera oglądać muszę po prostu spać.
-Ja też. Choć cały czas spałam, to i tk jestem padnięta.
-Dobrze, to jak wstaniecie, to mnie zawołajcie, oprowadzę was.

-Dobrze, dziękujemy. – powiedziałyśmy przy apartamencie i weszłyśmy do środka, od razu padłam na łóżko i zasnęłam.

Rozdział jest jaki jest (czyt. byle jaki). SAME dialogi. Obiecuję się poprawić! I pewnie będziecie mieli ochotę mnie zabić, za to, że to wszystko,to był sen, ale chciałam zacząć od nowa :D Przepraszam was za to jaki on jest krótki, ale wolałam go dodać teraz i taki jaki jest niż dodać za 2 lub 3 tygodnie pewnie niewiele dłuższy, bo jutro już się umówiłam z koleżanką, a to się zawsze tak kończy, że ja zostaje u niej, albo na odwrót. 
KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ
Pozdrawiam cieplutko <3
~Suza L