sobota, 17 stycznia 2015

1 Rozdział

Obudziły mnie promienie słoneczne, wpadające do mojego pokoju. Otworzyłam powoli oczy i zauważyłam, że (co u mnie w domu jest niemożliwe) było cicho. Istniały dwie opcje.
1. Zaspałam.
2. Jeszcze nikt nie wstał.
Wolałam tą drugą opcję. Wolę nie wiedzieć co mi mama zrobi jak się dowie, że nie było mnie w szkole. Zerwałam się z łóżka i zbiegłam na dół, aby zobaczyć która godzina. Spojrzałam na zegarek, była 10:34!
-która?!- Wydarłam się.
-Nie drzyj tak japy! Nawet w sobotę się wyspać nie dadzą! O kurwa mój łeb!- Darł się Jacek wchodząc do kuchni. Zaraz, zaraz... Jest sobota? Ze mną jest już coraz gorzej...
-Kac morderca nie ma serca.- Zaśmiałam się.
-Zabawne.- Burknął.
-No wiem. Co chcesz na śniadanie? I gdzie rodzice?
-Rodzice wyjechali na tydzień do Miami.
-Ale bez vizy nie mogą.
-Oni mają znajomości. Wiesz jak to jest. Oni znają osobiście Obamę.
-Masz rację. To co chcesz na to śniadanie?
-Nalepsniki.- Powiedział i zrobił oczy ze Shreka.
-Ehh... Spytaj Kacpra czy też chce.
-Okey!- Wykrzyknął i zaraz dało się usłyszeć jak Kacper ląduje w basenie. Zaśmiałam się do siebie. Jak zrobiłam śniadanie usiadłam do stołu i zawołałam te dwie przybłędy. Po skończonym śniadaniu posprzątałam i poszłam się ubrać. Założyłam biały sweterek w niebieskie paski (tzw. marynarski), czerwone shorty i granatowe vansy. Wyszłam z domu i szłam przed siebie. Jestem przekonana, że dzisiaj jest wtorek. Spojrzałam na ekran telefonu. No i kuźwa miałam rację! Jest wtorek! Cholera! I tak to jest jak się ufa nie dokońca trzeźwemu człowiekowi! I tak mi się nie opłaca iść już do szkoły. Byłam w parku i na zakupach. Gdy wróciłam do domu rozpakowałam zakupy i poszłam do siebie. Na łóżku leżała karteczka, a było na niej napisane, że chłopaki poszli na trening. Choć była dopiero 20:00 byłam strasznie zmęczona. Poszłam do łazienki się wykąpać, a po kąpieli weszłam pod pierzynę i zasnęłam. Obudziłam się o 7:00. Tym razem nie zaspałam. Zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Wzięłam prysznic i ubrałam się w różowe tutu, jeansowe shorty, białą bokserkę i długie różowe trampki. Od przedszkola noszę tutu i mi tak jakoś zostało. Szłam do szkoły myśląc nad moimi dziwnymi snami. Śnią mi się ostatnio momenty jak byłam małą dziewczynką. No nie taką małą, miałam może z 12 lat. I tam gdzie mieszkałam nie była Polska. Jak by te sny chciały mi przywrócić stare wydarzenia. Tylko, że moja przeszłość była zupełnie inna... Zamyślając się tak wpadłam na jakiegoś blondyna. Spojrzał na mnie i szybko uciekł. Serio jestem aż taka brzydka?! Mógł chociaż powiedzieć: Sorry, lub hej, ale po co? Doszłam rozmyślając tak do szkoły. W szkole było jak zwykle. Wszyscy mnie obgadywali. Po skończonych lekcjach szłam w stronę domu. Przed bramą stał ten sam blondyn, co mnie potrącił.
-Co ty tu robisz?- Spytałam podchodząc do drzwi. (Dialogi itp. po Angielsku będą pisane kursywą).
-A ty?- Zapytał.
-Eee... Mieszkam?- Odparłam jakby to było oczywiste.
-Są rodzice?
-Nie. Pojechali na tydzień do Miami.
-Aha. To cześć.- Powiedział i chciał odejść, ale Go zatrzymałam.
-Co?- Spytał.
-Po co Ci moi rodzice?
-Długa historia. Muszę lecieć. Pa.- Powiedział i odbiegł. To było dziwne... Czy ja o czymś nie wiem? Zadzwonię do mamy.
Rozmowa telefoniczna (J=Ja, M=Mama)
M: Halo?
J: Hej mamo.
M: Hej córciu. Coś się stało?
J: Jak wróciłam ze szkoły, to przed domem stał jakiś blondyn w kapturze i w czarnych przyciemnionych okularach. Pytał o was. O co chodziło?
M: To był Ross, lub Riker.
J: Co?
M: Nic, nic... To był pewnie jeden z synów takiej pani. Współpracuje z nią. Pewnie chciał coś przekazać, czy coś. Zaraz do niej zadzwonię. Muszę kończyć. Pa skarbie.
J: Pa mamo.- Powiedziałam i się rozłączyłam. Tylko zostaje pytanie dlaczego przede mną uciekł. Zadzwonił dzwonek do drzwi i poszłam otworzyć. Stał w nich ten sam blondyn.
-Czego Ty ode mnie chcesz człowieku?!
-Słucham?
-Najpierw przewracasz mnie na ulicy i bezczelnie idziesz sobie dalej nic nie mówiąc! Potem przyłazisz do mnie do domu! I znowu mnie nachodzisz! O co Ci chodzi?!- Uświadomiłam sobie, że powiedziałam to po Polsku.
-Ja jestem tu dzisiaj pierwszy raz.
-Ty rozumiesz po Polsku?
-Tak sobie. Pewnie to był mój brat. Daj to rodzicom. Pa- Dał mi jakąś kartkę i sobie poszedł. Zostawiłam tą kartkę na biurku mamy. Poszłam do siebie odrabiać lekcje. Zadzwoniła do mnie moja mama, że jak oni wrócą wyjeżdżamy do Littelton. Ostatnie 3 dni minęły mi jak zwykle czyli:
Wstałam. Jadłam śniadanie. Szłam do szkoły. Odrabiałam lekcje. Uczyłam się. Szłam spać. Wstałam i poszłam się ubrać. Za 6 dni wyjeżdżamy. Zeszłam na dół na śniadanie, a na dole był kapitan drużyny. Co on ode mnie chciał?! Przecież on ma ten chodzący plastik.
-Hej.- Powiedziałam niepewnie.
-Hej. Chciałabyś się ze mną umówić?- Czy ja się przesłyszałam?!
-Dobra. Kiedy?
-Może dzisiaj po szkole?
-Jasne.- Co ja robię?! Te dziewczyny mnie rozszarpią! Podszedł do mnie i mnie czule pocałował, potem wyszedł bez słowa. WTF?! Byłam w takim szoku, że bez śniadania wyszłam z domu prosto do szkoły. Po skończonych zajęciach poszłam się spotkać z Darkiem (to ten chłopak ;)
Na przywitanie pocałował mnie. Jeszcze raz zapytam... WTF?!
-Chciałabyś zostać moją dziewczyną?
-Tak.- Co ja odpierdalam?!  To chore!
-Ja już muszę lecieć! Pa skarbie!
-Pa.- Powiedziałam i poszłam do domu.
Do naszego wyjazdu do Littleton nic się nie zmieniło, oprócz tego, że po szkole spotykam się z Darkiem. Jak mieliśmy wyjeżdżać, to cały czas płakałam, bo okazało się, że może się tam przeprowadzimy. Jak ja znalazłam sobie chłopaka! Dlaczego?! Byłam już w samolocie. Gdy dojechaliśmy do wynajmowanego domu, poszłam do siebie do pokoju i rzuciłam się z płaczem na łóżko.
-Córciu ja z tatą wychodzimy. Idziesz z nami?- Spytała moja mama wchodząc do mojego pokoju.
-Nie.- Wykrztusiłam. Jak rodzice wyszli dostałam sms`a od Darka.
~Słuchaj... Nie bierz tego do siebie, ale z tobą zrywam :) To był związek na podstawie gry w butelkę. Czyli dostałem zadanie, że muszę z tobą chodzić. Jesteś brzydka. Ty serio myślałaś, że mi się podobasz?! LOL! Miłego pobytu... Gdzieś tam... :D~ Zaczęłam coraz bardziej płakać. Nagle ktoś przytulił mnie od tyłu. Przestraszyłam sie nie na żarty. Gdy się obróciłam zobaczyłam wysokiego blondyna.
-Aaaaa! - zaczęłam piszczeć jak najgłośniej potrafiłam.
-Nie piszcz tak! Nie chcę Ci nic zrobić!
-Skąd mam mieć pewność?
-Czy ja wyglądam na gościa, który chciałby Cię zgwałcić, porwać, czy wynieść do burdelu?
-Nie... Ale pozory mogę mylić...
-Taaa... Jestem...
-Austin Monica Moon - nie dałam mu dokończyć i zaczęłam się głośno śmiać widząc jego imię.
-Hahaha... to nie było śmieszne. Jestem Lynch, Ross Lynch.
-Jestem Krasiewicz, Emma Krasiewicz.
-Ile masz lat?
-16, a ty?
-Też.
-Może pójdziemy do mnie?
-Nie będę przeszkadzać?
-Kazali mi Cię przyprowadzić, nawet jakbym miał cię siłą tam zaciągnąć.
-To jak tak kazali, to możesz mnie zanieść, bo jestem zmęczona.
-I po co ja to mówiłem? Ile ważysz?
-Dużo.
-No pooooowieeeeedz....
-69 kg.
-Serio?!
-Nie! Głupi jesteś?! 54 kg.
-No to mogę Cię zanieść. - Jak się okazało Ross mieszka dom dalej. Gdy weszliśmy do jego domu od razu przed nami stawiła się grupka osób.
-Uuu... Rossiak ze ślubu wraca. - zawołała jakaś dwójka brunetów.
-Ciekawe kogo. - wygarnął im.
-No swojego.
 -Ehh... nie ważne... Emma to jest Riker, Rydel, Ratliff, Rocky i Ryland.
-Cześć.
-Hej. Oglądamy film, chodźcie. 
         
I jak? Wiem, że krótki... Nie wiem kiedy będzie następny. Mam nadzieje, że wam się podoba.  Jest taki... Hmm... Nie wiem jak go nazwać.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

piątek, 16 stycznia 2015

Wstęp/Prolog

Nazywam się Emma Krasiewicz. Jestem 16 latkom z wielkimi marzeniami. Jestem bardzo nie śmiała. W szkole uchodzę za dziwaka. Nie noszę jak wszystkie dziewczyny najkrótszych miniówek jakie były w sklepie. Nie noszę paru warstw tapety. Uczę się dobrze. Mam dwójkę rodzeństwa. 19 letniego Jacka i 16 letniego Kacpra. Niestety oby dwaj są ode mnie starsi. Chciałabym mieć siostrę... Mam obojga rodziców. Moi rodzice myślą, że wynagrodzą mi wszystko pieniędzmi. Przyznam, że jesteśmy bogaci, ale mi nie zależy na pieniądzach. Mieszkam w Polsce. Czuję, że niedługo wydarzy się coś magicznego... Coś co odmieni moje życie na zawsze...

Taki wstęp, bo nie wiem czy można to nazwać prologiem... Bardziej jest to opis postaci... Nazwijcie to sobie jak chcecie. 1 rozdział pojawi się jeszcze dziś lub jutro. Mam nadzieje, że wam się spodoba ;) Proszę was o niezniechęcanie się do opowiadanie przez ten ,,prolog``. Pozdrawiam cieplutko :D
~Suza

Emma: